piątek, 25 lipca 2014

ROZDZIAŁ 9

    - No, no, no, kogo my tu mamy. – powiedziałam posyłając promienny uśmiech w stronę wchodzącego do środka bruneta. Chłopak zajął swoje wczorajsze miejsce przy ladzie, a ja położyłam przed nim czarną kawę i szarlotkę.
    - Na koszt firmy. – dodałam.
    - Co za urocze powitanie. – uśmiechnął się wpakowując przy tym do ust duży kawałek ciasta.
    - Jak ci mija dzień?
    - Jak na razie nie narzekam, a u ciebie jak widzę znów mało ludzi.
    - Większość już poszła.
    - Tobie to nie przeszkadza.
    - Owszem. – zaśmiałam się, rzucając w niego chusteczką. – Jesteś brudny.
    - Dziś masz naprawdę świetny dzień. Uśmiechnięta i tryskająca energią. Taką mogę cię widywać częściej.
    - Świetny pomysł.
    - Mam się do ciebie wprowadzić, jak Mike?
    - Nie, ale mam prośbę.
    - Jaką? – nagle spoważniał.
    - Mogę się do ciebie wprowadzić? – ledwo skończyłam mówić ostatnie słowo, gdy Calum zaczął się krztusić nie wiadomo czym. – Mówię poważnie.
    - Wiem że jestem seksowny, ale jeśli chcesz mnie przelecieć to wystarczyło powiedzieć, nie musisz się od razu wprowadzać.
    - Co? Nie! Fu.
    - Dziękuję. – zrobił fochniętą minę, skrzyżował ręce na piersi i odwrócił się do mnie plecami.
    - Przepraszam, ale nie jesteś w moim typie. Po prostu mam w domu Michael’a i Max’a, którzy skaczą sobie do gardeł i cały czas ze sobą konkurują, a twój kumpel powiedział że nie zabierze Mike’a z mojego mieszkania.
    - Dobra nie umiem się gniewać. – powiedział z powrotem odwracając się do mnie przodem. – Posłuchaj, z chęcią bym ci pomógł, ale nie mogę. Dasz sobie radę. Tak w ogóle to kim jest Max?
    - To mój brat.
    - Na jak długo przyjechał?
    - Do weekendu.
    - Szybko minie. 
    - Taaa…
    Reszta mojej zmiany przeleciała dość szybko. Wraz z Calum’em naśmiewaliśmy się z klientów gdy jeszcze byli, a następnie z siebie kiedy próbowaliśmy sprzątnąć kawiarnię. Po doprowadzeniu wszystkiego do porządku i zamknięciu lokalu, brunet odwiózł mnie do domu, gdyż dziś jadąc do pracy postanowiłam skorzystać z metra.
    Zaraz po wejściu do domu zastałam chłopców grający w fifę. Oczywiście nie szczędzili od ubliżania sobie. Nie musiałam się pytać by wiedzieć że nie zaprzestali walczyć o dominację w moim mieszkaniu.
                                                                                  *
    - Halo. – powiedziałam zaspana przykładając telefon do ucha.
    - Nie mów, że znów cię obudziłem.
    - Nie możesz dzwonić o normalnej porze?
    - A co jest nienormalnego w godzinie jedenastej?
    - Jest środek tygodnia, a ty dzwonisz o jedenastej w nocy i zakłócasz mój kochany sen. Naucz się dzwonić o godzinach w których normalnie funkcjonuję.
    - Zastanowię się.
    - Lepiej przejdźmy do rzeczy i powiedz mi po co dzwonisz.
    - Jak ci minął dzień?

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Przepraszam was za tak krótki rozdział, ale jak już wiecie jestem na wyjeździe i mam mało czasu na pisanie, a na dodatek mam problem z internetem. Pisałam ten rozdział teraz na szybko, gdyż blogger od kilku dni nie chciał mi działać i dopiero dziś postanowił być posłuszny. Nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział. Mam w planach napisać go i opublikować w najbliższych dniach, ale wszystko zależy od mojego dostępu do internetu. Mogę wam jednak obiecać że kolejny rozdział będzie dłuższy i ciekawszy. Jeśli coś się zmieni poinformuję was na moim tt: alex98turner. ♥U all!
PS.Dziękuję tym którzy komentują. Do tych którzy tego nie robią... KOMENTUJCIE.

piątek, 18 lipca 2014

ROZDZIAŁ 8

    Gdy weszłam do domu po prostu mnie zatkało. Stałam w otwartych drzwiach, z otwartą buzią i oczami wielkości piłeczek pink pong'owych. Torebka zjechała z mojego ramienia upadając na podłogę. Chwilę później moim oczom ukazał się Mike.
    - Wcześnie wróciłaś. - uśmiechnął się.
    Wciągnął mnie do mieszkania, zamknął drzwi oraz podniósł moją torebkę i położył ją na szafce.
    - Wow.
    - Coś nie tak?
    - Odkąd tu mieszkam, nie było tak czysto.
    - Nie przesadzaj, standardowe porządki. W kuchni masz obiad.
    - Masz brata bliźniaka?
    - Nie, a powinienem?
    - Jeszcze dziś rano w domu miałam nieogarniętego głodomora, a teraz mam lokaja.
    - Nie przyzwyczajaj się. - zaśmiał się, zachęcając gestem ręki żebym usiadła przy stole i podsuwając mi talerz ze spaghetti. - Po prostu mi się nudziło.
    - Sprzątasz jak ci się nudzi?
    - Czasami. - wzruszył ramionami. - A teraz jedz bo ci wystygnie. Smacznego.
    - A ty nie jesz? - zapytałam nawijając na widelec makaron.
    - Przed chwilą zjadłem.
    Nie ciągnęłam dalej tej rozmowy, zamiast tego zaczęłam się zajadać potrawą przygotowaną przez bruneta, która była po prostu świetna. Po obiedzie postanowiliśmy zagrać w fifę. Bez problemu wygrałam parę meczy z Michael'em, przez co później musiałam go długo przepraszać. Wieczorem obejrzeliśmy mecz piłki nożnej w którym grała Holandia z Niemcami. Oczywiście jak zawsze drużyna której kibicowałam przegrała, więc wygrali Niemcy. Tak właśnie minęło popołudnie z Mike'iem.
                                                                                *
    Obudził mnie dzwonek telefonu. Głośna rock'owa muzyka roznosiła się po całym pokoju. Chwyciłam komórkę w ręce i spojrzałam na ekran. Była 11 w nocy. Nikt nie był tak głupi, żeby dzwonić do mnie o tej godzinie w środku tygodnia, jak sam nieznajomy. Odebrałam połączenie i przystawiłam urządzenie do ucha.
    - Halo. - odezwałam się pół przytomnym głosem.
    - Cześć, dzwonię żeby zapytać jak ci minął dzień. - usłyszałam rozbudzony męski głos.
    - Jesteś idiotą, czy tylko udajesz?
    - O co ci chodzi?
    - Mówiłeś że założyłeś w moim mieszkaniu kamery, więc nie widzisz że śpię. - powiedziałam kładąc się na plecach i czując jak resztki niedawnego snu odchodzą. - Przerwałeś mi właśnie bardzo fajny sen.
    - Oj, a to pech. - zaśmiał się.
    - Czego chcesz?
    - Porozmawiać. Więc odpowiesz na moje pytanie?
    - Jakie?
    - Jak. Minął. Ci. Dzień. - powiedział wolno, jakby mówił do jakiegoś kretyna.
    - Dobrze, a tobie?
    - Całkiem nieźle. Jakie plany na jutro?
    - Obijać się na kanapie z Michael'em i iść do pracy. A co ty planujesz?
    - Pilnować cię.
    - Nie wystarczy że pilnują mnie twoi przyjaciele?
    - Lubię mieć wszystko pod kontrolą.
    - Zauważyłam. Niezwykle porywająca ta rozmowa, ale czy możemy ją przełożyć na jutro? Strasznie chce mi się spać. - ostatnie zdanie powiedziałam ziewając, na co odpowiedział mi śmiech chłopaka.
    - Dobranoc, Alex.
    - Dobranoc.
                                                                                 *
    Dziś pomimo tego że mogłam się wyspać, wstałam dość wcześnie. Wczoraj Monick poprosiła mnie, czy mogłybyśmy się zamienić naszymi godzinami pracy bo umówiła się z kimś na południe. Zgodziłam się bez przeszkód. Teraz, po porannej toalecie i zrobieniu śniadanka, siedziałam w kuchni i piłam kawę. Nie chciałam budzić Mike'a. Należy mu się solidy wypoczynek po tym jak go wczoraj obudziłam i po tym jak wysprzątał całe mieszkanie na błysk. Rozmyślałam o ostatnich wydarzeniach, gdy usłyszałam dźwięk przekręcania klucza w drzwiach. Pewnie jeden z kolegów nieznajomego postanowił wpaść, więc po prostu nadal siedziałam i patrzyłam przez okno.
    - No wiesz. - usłyszałam za sobą męski głos. - Nie widziałaś mnie tak dawno i nawet się nie przywitasz?
    Wstałam i odwróciłam się gwałtownie w stronę wysokiego blondyna. Był dokładnie taki jakim go zapamiętałam. Krótko ścięte włosy, muskularny i jak zawsze uśmiechnięty. Rzuciłam się mu na szyję i mocno przytuliłam. Poczułam jak odrywam się od ziemi i wraz z chłopakiem zaczynam kręcić się w kółko. Wymsknęło mi się piśnięcie, a zaraz potem zaczęłam się śmiać.
    - Tęskniłam. - powiedziałam stając na ziemi przez blondynem.
    - Nie tak bardzo jak ja.
    - Co tu się dzieje. - do moich uszu dobiegł zaspany głos bruneta. Jak zawsze z rana miał na sobie tylko bokserki. Chłopcy zmierzyli się wrogimi spojrzeniami i to dało mi do zrozumienia że czas się odezwać.
    - Max to jest Michael, mój współlokator. Michael to jest mój brat, Max. - przedstawiłam ich sobie, na co podali sobie dłonie nadal mierząc się złowrogim spojrzeniem. - To ja może zrobię śniadanie. - szybko dodałam i zabrałam się do pracy.
    - Nie mówiłaś że masz współlokatora. - odezwał się Max, dość oschłym tonem siadając przy stole.
    - Nie mówiłaś że masz brata. - dodał Mike, siadając na wprost blondyna.
    - Bo nie pytaliście. - prychnęłam i postawiłam przed nimi miski z płatkami. - Wszystko w porządku? - zapytałam patrząc to na jednego, to na drugiego.
    - W najlepszym. - odpowiedział brunet.
    - Jeśli robicie zawody na to kto dłużej wytrzyma bez mrugania, to już lepiej jeśli zagracie w kamień, papier, nożyce.
    - Wygrałbym.
    - Chyba kpisz.
    - A właśnie że nie!
    - No to gramy!
    - Niech mój telefon zadzwoni. - szepnęłam sama do siebie wychodząc z kuchni, w której chłopacy zaczęli grać w tą dziecinadę. Tak jak chciałam tak też się stało. Już po chwili usłyszałam dobrze znaną mi melodię. Wyjęłam komórkę z kieszenie. Na ekranie widniał upragniony, w tej chwili, prze ze mnie napisz.
    - Możesz zabrać Michael'a? Lepiej żeby nie przebywał w tym samym mieszkaniu z moim barem.
    - Nie martw się. Mike nie tknął by muchy. - zaśmiał się.
    - Czy ty właśnie porównałeś mojego brata do muchy?
    - Do usłyszenia.
    - Poczekaj!
    - Nie usunę Mike'a z twojego mieszkania.
    - Okej, zrozumiałam. Ale skoro już rozmawiamy, to może dokończymy naszą nocną pogawędkę.
    - 11 wieczorem, to dla ciebie jest noc?
    - W tygodniu tak, w weekendy nie.
    - Zapamiętam sobie. Niestety nie możemy teraz jej dokończyć.
    - Czemu?
    - Mam parę pilnych spraw, które nie mogą czekać.
    - Jakich?
    - Nie musisz wiedzieć. - odpowiedział oschle na co się wzdrygnęłam. - Miłego dnia. - dodał już łagodniej i nie czekając na moją odpowiedź rozłączył się.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Przepraszam za wszelkiego rodzaju błędy, ale ten post był pisany wczoraj przed pierwszą w nocy i dziś go kończyłam w pół godziny, ponieważ obiecałam że dodał przed sobotą, a ja obietnic dotrzymuję. Mam nadzieję że wam się spodoba. Nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział. Postaram się jak najszybciej, ale nic nie obiecuję bo już jutro wyjeżdżam i nie wiem jak będzie z moim czasem wolnym. Dla mnie wakacje dopiero się zaczynają, dlatego dopiero teraz życzę wam udanych wakacji ;)♥U all! 

PS. Proszę KOMENTUJCIE!

środa, 16 lipca 2014

ROZDZIAŁ 7

                                   PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!!!

    Siedziałam za ladą przeglądając gazetę i korzystając z tego że jest mały ruch. Przewracałam właśnie kolejną stronę, gdy rozbrzmiał dzwonek obwieszczający klienta. Do środka wszedł wysoki brunet, ubrany cały na czarno i od razu skierował się w moją stronę, za co byłam mu ogromnie wdzięczna. Zajął miejsce na wprost mnie i uśmiechnął się pogodnie.
    - Co podać? - zapytałam odwzajemniając uśmiech i chowając gazetę.
    - Kawę i szarlotkę.
    Szybko uporałam się z jego zamówieniem, które już po chwili stało przed nim.
    - Coś mały ruch tu macie. - zagadnął, zaczynając jeść ciastko.
    - Czasem jest mniejszy, czasem większy, to zależy.
    - Od czego?
    - Od tego ile ludzi przyjdzie. - wywróciłam oczami nie przestając się do niego uśmiechać. - Co ciebie tu sprowadza?
    - Śliczna kelnerka.
    - A tak na poważnie? Nie często bywają tu młodzi ludzie.
    - Mam dość skomplikowaną pracę do wykonania. - spojrzał na mnie, odsuwając od siebie już pusty talerz. - Słyszałem że poznałaś się już na głupocie Mike'a.
    - Masz mnie pilnować, prawda. - westchnęłam siadając na swoim poprzednim miejscu.
    - Taaa...
    - Nie wystarczy wam to że Mike mnie pilnuje?
    - On nie sprawdza się w terenie.
    - No pewnie, lepiej żeby wyjadał mi wszystko z lodówki. - powiedziałam sarkastycznie wywracając przy tym oczami, na co chłopak się zaśmiał.
    - Przywykniesz. Tak wo gulę to jestem Calum.
    - Zgaduję że moje imię pewnie znasz.
    - Nie trudno nie znać.
    - Ile was jest?
    - Ja, Mike i Luke.
    - I nieznajomy. - dodałam.
    - Co?
    - Wasz przyjaciel... - mówiąc to nakreśliłam cudzysłów w powietrzu. - ...nadal się nie przedstawił.
    - Nie martw się kiedyś to zrobi.
    - Nie będziesz musiał płacić jeśli zdradzisz mi jego imię.
    - Nie przekupisz mnie. - pokazał mi język.
    - W takim razie 30 dolarów.
    - Ile?!
    - Należy mi się chyba jakiś napiwek. - zakpiłam z niego.
    - 10.
    - 30.
    - 15.
    - 35.
    - 20.
    - 40.
    - Dobra masz. - powiedział wyjmując z portfela 40 dolarów. - Wredna jesteś wiesz?
    - Ja? Wcale że nie.
    - A teraz przyznaj się ile tobie z tego wpadło?
    - 34 dolary. - uśmiechnęłam się i zaczęłam kierować się na zaplecze, gdyż moja zmiana dobiegała końca.
    - Kiedyś też cię tak okantuje. - usłyszałam za sobą.
    - Wątpię. - zaśmiałam się i weszłam za zaplecze.
    Szybko przebrałam się w moje codzienne ciuchy, zarzuciłam na ramie torebkę i wyszłam.
    - To gdzie teraz? - usłyszałam za sobą głos Calum'a, który już po chwili szedł obok mnie.
    - Ja wracam do domu, a ty nie wiem.
    - Odwiozę cię.
    - Dzięki, ale mam swoje auto.
    - Jak chcesz. - wzruszył ramionami. - Ale na twoim miejscu zrobiłbym jeszcze zakupy, bo Michael potrafi naprawdę dożo zjeść.
    - On je, on robi zakupy. Solidarność musi być. Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się do niego wsiadając do auta.
    - Do jutra. - pomachał mi również się uśmiechając i odszedł do pobliskiego czarnego range rovera.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Wiem, wiem, wiem. Rozdział dość nudnawy, ale musimy przez niego przejść, żeby dowiedzieć się co będzie dalej. Jeśli was to pocieszy to kolejny rozdział już się pisze (obiecuję że będzie ciekawszy) i postaram się go dodać jeszcze przed sobotą. Niestety w sobotę wyjeżdżam i pomimo tego że będę miała dostęp do internetu nie wiem czy znajdę czas na pisanie, ale się postaram choćbym miała pisać po jednym zdaniu dziennie i sklejać to w całość. Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Pisałam to wczoraj na tt, ale napiszę to też tutaj. 
 

    Wiem że słabo widać liczby w czerwonej "ramce" i dla tych co nie dowidzą to jest 52 wyświetleń i 7 komentarzy łącznie. Codziennie na blogu jest podobna liczba wyświetleń, a ten spadek był jednorazowy. Jak to w każdym poście i tutaj proszę was KOMENTUJCIE!!! Dziękuję tym którzy komentują. To dla mnie dużo znaczy i daje mi motywację. Jednak jest was bardzo dużo i w porównaniu do tego jest bardzo mało komentarzy. Pewnie większość z was myśli sobie "Ja nie skomentuję, zrobi to ktoś inny", ale tak nie jest. Dlatego bardzo, bardzo, bardzo proszę komentujcie!
    Jeśli chcecie się z mną skontaktować to możecie znaleźć mnie na tt: alex98turner. Wchodzę na niego codziennie i uwielbiam pisać z innymi dlatego nie będziecie musieli się martwić o to że wam nie odpiszę ;)
    Teraz czas na najważniejsze! PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ!!! Dziękuję wszystkim, którzy się do togo przyczynili. Jesteście niesamowici i mam ochotę was wszystkich mocno uściskać. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Mega się ciesze. Dziękuję, dziękuję, dziękuję.
    To na tyle. Pewnie coś jeszcze miałam napisać, ale zapomniałam :/
♥U all! 

wtorek, 8 lipca 2014

ROZDZIAŁ 6

    - Śniadanko! - usłyszałam nad sobą przesłodzony głos mojego współlokatora.
    Odpowiedziałam mu jękiem sprzeciwu, po czym odwróciłam się na drugi bok naciągając na siebie kołdrę. Ból rozrywał mi głowę, ale na szczęście wszystko z wczoraj pamiętałam.
    - Pobudka śpiochu. - przesłodzony, a za razem wkurzający głos znów rozniósł się po mojej głowie powodując jeszcze większy ból.
    - Odejdź zły człowieku. - jęknęłam na oślep próbując go uderzyć na co on odpowiedział głośnym śmiechem.
    - Mam się tobą opiekować, a widzę że nie jesteś w najlepszym stanie, więc nie odejdę.
    - Możesz mówić ciszej? - podniosłam się na łokciach i spojrzałam na mojego rozmówcę. - Poza tym myślałam że masz po prostu u mnie mieszkać i pilnować żebym miała włączony telefon.
    - To też. - uśmiechnął się wyciągając do mnie rękę z jakąś tabletką.
    - Co to jest? - zapytałam podejrzliwie, a w mojej głowie już miałam ułożony czarny scenariusz.
    - Spokojnie, to tylko tabletka przeciw bólowa, pomaga na kaca. -wzięłam od niego małą białą tabletkę.
    - A mogłabym... - nie dokończyłam bo chłopak podał mi sok pomarańczowy jakby czytał w moich myślach.
    Zabrałam go z jego rąk po czym połknęłam tabletkę i popiłam sokiem.  
    - No to teraz czas na śniadanko.
    Położył na moich kolanach tacę z jedzeniem. Był na niej omlet posmarowany dżemem, a na tym namalowana bitą śmietaną uśmiechnięta buźka, obok stały trzy miseczki w jednej był pokrojony w plasterki banan, w drugiej kawałki arbuza, a w trzeciej kiwi, w szklance natomiast znajdował się sok pomarańczowy. Popatrzyłam na chłopaka ja na jakiegoś idiotę.
    - Żartujesz?
    - Wiedziałem że to będzie dla ciebie za mało poczekaj zrobię ci jeszcze płatki! - krzyknął będąc już w kuchni, a ja w ekspresowym tempie zdjęłam z kolan tacę i pobiegłam do niego.
    - Przez ciebie będę gruba. - powiedziałam wyrywając mu z rąk płatki. - Dziękuję za śniadanie, a teraz chodź, pomożesz mi to zjeść. - chwyciłam go za rękaw flanelowej koszuli i pociągnęłam z powrotem do sypialni.
    - Masz zjeść to wszystko. Popatrz na siebie, sama skóra i kości. - jak to usłyszałam, podciągnęłam koszulkę którą miałam na sobie i popatrzyłam na swój brzuch.
    - Wcale że nie.
    - A właśnie że tak. - opowiedział przedrzeźniając mój ton mówienia.
    - Nie.
    - Tak.
    - Nie. - tupnęłam nogą jak mała dziewczynka. Chłopak chciał już coś odpowiedzieć, ale w tym samym momencie zadzwonił mój telefon. Podeszłam do biurka i spojrzałam na wyświetlacz komórki. Chwyciłam ją w dłonie i odebrałam połączenia.
    - Nie widzisz że odbywamy teraz ważną dyskusję? - zapytałam nieznajomego. - Nie przeszkadzaj!
    - Zostały pani trzy dni do zapłaty rachunku. - usłyszałam kobiecy głos.
    - Słucham? - zapytałam zszokowana, bo byłam pewna że dzwoni kumpel Michael'a.
    - Dzwonię z sieci komórkowej żeby pani przypomnieć o zapłacie rachunku za telefon.
    - Dziękuję. I przepraszam za to że na panią nakrzyczałam. Do widzenia. - nawet nie zdążyłam się rozłączyć, gdy wraz z Michael'em wybuchliśmy śmiechem. Chłopak dosłownie tarzał się po podłodze, a mnie jedyne co powstrzymywało od upadku ze śmiechu, to biurko o które się podpierałam. Po raz kolejny przerwał nam mój telefon. Tym razem nie patrząc na to kto dzwoni, odebrałam połączenie.
    - Gratuluję. - usłyszałam dobrze znany mi męski głos z którego mogłam wywnioskować że nieznajomy również się śmieje.
    - Byłam pewna że to ty dzwonisz.
    - Operator twojej sieci mnie wyprzedził.
    - Ty biedaku. - zakpiłam.
    - Skoro już się pośmialiśmy, to bież się za jedzenie.
    - Taki miałam zamiar.
    - Słuchaj Michael'a i zjedz wszystko.
    - Że co?! Nie ma mowy.
    - Smacznego.
    I tyle było z naszej rozmowy. Super. Spojrzałam na tacę z jedzeniem, a następnie przeniosłam mój błagalny wzrok na chłopaka, który nadal znajdował się na podłodze.
    - Niech ci będzie. - powiedział z rezygnacją w głosie. - Pół na pół.
    - Okej. - uśmiechnęłam się do niego promiennie i zaczęłam dzielić jedzenie.
    Ku mojemu zdziwieniu chłopak okazał się być świetnym kucharzem, jak i złodziejem i łakomczuchem. W kilka sekund pochłonął całą swoją porcję, a następnie wykorzystywał momenty kiedy nie patrzałam i podbierał jedzenie z mojego talerza.
    Niedziela upłynęła nam na okupowaniu kanapy, oglądaniu telewizji i jedzeniu. Nie musiałam długo czekać żeby się dowiedzieć jak wielkim głodomorem był mój współlokator, dlatego też na jego liście zrobionych rzeczy w niedziele znalazły się też zakupy.
    W poniedziałek obudził mnie budzik. Jak to zawsze co rano wyłączyłam go z głośnym jękiem sprzeciwu, szybko uporałam się z poranną toaletą, naciągnęłam na siebie wygodne ciuchy i ruszyłam do wyjścia. Po drodze zgarnęłam z szafki w kuchni jabłko i po cichu skierowałam się do drzwi. Michael jeszcze spał, a ja nie chciałam go budzić. Nie sądziłam jednak że spotka mnie taka niespodzianka. Chwyciłam za klamkę drzwi i pociągnęłam ją w dół. Zaraz po tej czynności po domu rozniósł się głośny alarm, a na mnie spadła siatka. Kipiąc z wściekłości odwróciłam się i ujrzałam bruneta z wymalowaną na twarzy skruchą. Mogłabym bez problemu podziwiać jego cudnie wyrzeźbioną klatkę piersiową bo stał przede mną w samych bokserkach, gdyby nie to że byłam wkurzona na maksa i ostatkami sił powstrzymywałam się przed rzuceniem się na niego z pięściami.
    - Co to? - zapytałam jakby nigdy nic ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
    - Założyłem tą pułapkę jakby ktoś chciał się włamać i zrobić ci krzywdę.
    - Od środka! - wrzasnęłam. - Włamywacz wchodziłby z zewnątrz bo po cholerę pułapka jest wewnątrz mieszkania!
    - Nie pomyślałem.
    Brunet zaczął ze mnie zdejmować siatkę, a ja z zamkniętymi oczami odliczałam do 10 żeby się uspokoić.
    - Gdzie idziesz? - zapytał kończąc swoją pracę.
    - W przeciwieństwie do ciebie, ja muszę pracować.
    - Masz okres czy jak? Jesteś dziś strasznie wredna.
    - Starałam się ciebie nie obudzić, wszystko wykonywałam jak najciszej, a w podzięce utknęłam w siatce i obudziłam cały blok. Następnym razem uprzedzaj mnie jak będziesz chciał zrobić jakąś pułapkę. - powiedziałam już spokojnie.
    - Okej. W takim razie miłej pracy. - uśmiechnął się i otworzył mi drzwi. - Przy okazji ja też muszę pracować.
    - Jeśli pilnowanie kogoś i mieszkanie z nim to jest praca, to ja też tak chcę. - pokazałam mu język i przeszłam przez próg. - I do twojej wiadomości, nie, nie mam okresu.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Nie wiem jak to się stało, ale jeszcze trochę, a będzie tutaj 1000 wyświetleń! Wiem że to wasza zasługa za co bardzo wam wszystkim dziękuję. Na tego bloga dziennie wchodzi minimum 20 osób, a to i tak bardzo dużo. Jeszcze niedawno tyle wejść było na moim drugim blogu, a teraz liczba wyświetleń się wymieniła dlatego jeśli lubicie 1D to zapraszam na ---> http://1dyouandi.blogspot.com/ , ale nie zapominajcie wchodzić, czytać, polecać jak i KOMENTOWAĆ na tym blogu. Co do komentowania. Jak już wcześniej wspomniałam wchodzi was tutaj wiele (według mnie), a komentarzy jak do tej pory jest tylko 4. Więc bardzo, bardzo, bardzo was proszę KOMENTUJCIE! To nie zajmuje dużo czasu, a mi sprawia wiele radości. Co do kolejnego rozdziału to nie wiem kiedy się pojawi, ale mam nadzieję że już niedługo ;)♥U!

środa, 2 lipca 2014

ROZDZIAŁ 5

    - Okej, teraz twoja kolej. – powiedziałam roześmianym tonem odbierając od bruneta butelkę z winem, które na nasze nieszczęście zaczynało się już kończyć.
    Postanowiliśmy się poznać i już po chwili wiedziałam że chłopak jest moją bratnią duszą. Miał poczucie humoru, uwielbiał jeść i nie odmawiał alkoholu, lubił imprezować, po prosu kopia mnie tylko że w ciele mężczyzny. Było przed północą, a my nadal siedzieliśmy w salonie na kanapie i zadawaliśmy sobie różne pytania. Na stole leżało puste już pudełko po pizzy, parę pustych butelek piwa i jedna pusta butelka wina. Już od dawna byliśmy nieźle wstawieni, można to było poznać po tym że Michael miał czkawkę, a ja bez przerwy się śmiałam.
    - Co tym razem chcesz wiedzieć?
    - Najgłupsza rzecz jaką zrobiłeś. – popatrzyłam się na niego zadziornie i pociągnęłam duży łyk z butelki czekając na odpowiedź.
    - Hmmmm…- zaczął się zastanawiać robiąc przy tym dziwną minę i spoglądając w górę. – Wiele wiele tego było. Już wiem! – wykrzyknął widocznie zadowolony z siebie. – W liceum, na jednej z imprez graliśmy w butelkę na zadania. Akurat w tedy kiedy na mnie wypadło butelką kręcił mój przyjaciel. Jak to przyjaciele lubiliśmy robić sobie na złość. Kazał mi iść pod dom dziewczyny która mi się podobała, stanąć pod jej oknem, grać na gitarze i śpiewać.
    - Nie ma w tym nic śmiesznego. - powiedziałam poważniejąc.
    - Był środek nocy, a ja miałem być nagi.
    - Zrobiłeś to. - stwierdziłam.
    - Niezupełnie. - powiedział, a ja popatrzyłam na niego podejrzliwym wzrokiem. - Poszedłem pod jej dom. Stanąłem pod oknem. Grałem i wydzierałem się próbując śpiewać jakąś wymyśloną na szybko piosenkę o tym że ją kocham.
    - Co ona na to?
    - Ona nic. Pomyliłem okna.
    - Co zrobiłeś? - zaśmiałam się, odzyskując mój dobry humor.
    - Okazało się że stałem pod oknem sypialni jej rodziców. Okno otworzył jej ojciec. Zaczął mnie gonić ulicą wraz ze swoim psem strzelając przy tym pistoletem, który zabrał swojemu małemu synowi. Uciekałem tak przez parę przecznic całkiem nagi, z gitarą w ręce i krzyczałem co chwilę "Ała" albo "To nie byłem ja". Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo boli dostać taką plastikową kulką w tyłek. - zaśmiał się na wspomnienie tego wydarzenia.
    Zwijałam się ze śmiechu wyobrażając sobie Michaela w tej sytuacji. Gdy już się w miarę uspokoiłam 
kontynuowałam rozmowę.
    - Myślałam że godząc się na takie zadanie byłeś na tyle pijany, żeby na drugi dzień nic nie pamiętać.
    - Bo nie pamiętałem. Znajomi kręcili całe zajście za krzakami. Nadal mam gdzieś w domu nagranie tego.
    - Obowiązkowo musisz mi to kiedyś pokazać.
    - Uwierz mi, nie chcesz oglądać mnie nago.
    - Wstydzisz się. - zakpiłam.
    - Wcale że nie. - oburzył się robiąc fochniętą minę i przytupując nogą, na co ja wybuchłam śmiechem bo wyglądał jak mały chłopiec. - Przestań!
    - Okej, okej.
    Zapadła chwilowa cisza, którą postanowiłam przerwać zaraz po tym jak potrząsnęłam butelką wina.
    - Wino się skończyło.
    - To znak że trzeba iść spać.
    - Mam nadzieję że wiesz gdzie są drzwi bo nie chce mi się ciebie do nich odprowadzać. - wzdychnęłam.
    - Przecież mieszamy razem.
    - Aaaa... No tak. Zapomniałam.
    - Jesteś pijana. - zaśmiał się.
    - Tak jak i ty. - prychnęłam. - Koniec tego dobrego idę spać!
    Spróbowałam wstać, ale od razu się zachwiałam i upadłam na podłogę powodując tym głośny napad śmiechu chłopaka.
    - Nie dojdę! - krzyknęłam przeciągle i zaczęłam iść na czworakach zostawiając za sobą nadać śmiejącego się Michaela.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Cześć kochani! Tak jak zawsze czas na krótką notkę.
    Po pierwsze: KOMENTUJCIE!
    Po drugie: Pod ostatnim rozdziałem dostałam komentarz że to opowiadanie jest podobne do Cienia. Zdaję sobie z tego sprawę bo to właśnie tamten ff mnie inspiruje. Jednak nie on jedyny. Nie wym czy czytaliście, ale moją kolejną inspiracją jest ff HUNGER, który nawiasem mówiąc jest świetny ( 
http://hunger-fanfiction.blogspot.com/2013/04/prolog.html ). Nie tylko te dwa ff mnie inspirują, ale wiele więcej, niestety nie jestem w stanie wypisać ich wszystkich, dlatego wypisałam tylko te dwa najlepsze. Mam nadzieję że pomimo tego nie przestaniecie czytać tego opowiadania. Obiecuję wam że namieszam tutaj na max'a, będzie wiele ciekawych akcji oraz mnóstwo niespodzianek.
    Po trzecie: Możecie się ze mną skontaktować przede wszystkim na tt (alex98turner). Jeśli chcecie żebym dała wam follow to piszcie swoje tt w komentarzach ;)
    Po czwarte: Poszukuję osoby do zrobienia szablonu na bloga. Chętni niech piszą w komentarzach.
    Po piąte: Ostatnio mam dobrą passę, dlatego postaram się dodać kolejny rozdział za kilka dni.
    
♥U!

sobota, 14 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 4

    Minęły cztery dni od mojej rozmowy z nieznajomym. Telefon nadal był wyłączony i spoczywał na biurku. Nie zamierzałam tego zmieniać. Zdałam sobie sprawę że anonimowe telefony były tylko żartem jakiegoś idioty, bo czym innym miały by być. Nie spotkały mnie żadne konsekwencje, w kafejce nie pojawił się więcej blond chłopak, wszystko było tak jak dawniej. Szara, nudna rzeczywistość. Na szczęście nadszedł oczekiwany przeze mnie weekend. Było po dziesiątej gdy w końcu postanowiłam opuścić moje kochane łóżko. Wstałam i pokierowałam się do łazienki by doprowadzić swój wygląd do normalności. Dziś miałam zamiar poleniuchować na kanapie oglądając swoje ulubione filmy. Skoro nie wychodziłam z domu to pozostałam w piżamie gdyż nie widziałam powodu by się przebrać. Poszłam do kuchni w zamiarze zrobienia śniadania. Wyjęłam z szafek potrzebne składniki i wzięłam się za robienie naleśników. Gdy już skończyłam, zasiadłam przy stole z kubkiem zimnego mleka i górą parujących naleśników na talerzu. Zaczęłam zajadać swój posiłek, ale niespodziewanie przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi. Zdziwiło mnie to bo tylko ja miałam klucze do swojego mieszkania. Nie wiedząc za bardzo co robić, działałam impulsywnie. Chwyciłam za jeszcze gorącą patelnię i przylgnęłam plecami do ściany prostopadłej do przedpokoju. Usłyszałam jak drzwi się otworzyły i do środka ktoś wszedł. Zamknął za sobą drzwi, na moje nieszczęście usłyszałam szczęk zamka co oznaczało że jestem uwięziona z nie wiadomo kim. Przez myśl przeszło mi że to może być nieznajomy od anonimowych telefonów, ale od razu wykluczyłam taką możliwość bo niby skąd miałby klucze do mojego mieszkania. Do moich uszu dobiegł dźwięk ciężkich kroków. Gdy mnie i włamywacza dzielił tylko róg ściany wychyliłam się i z całej siły uderzyłam go w głowę. Dźwięk uderzenia był tak głośny, że myślałam że rozbiłam mu czaszkę jednak duża postać ubrana cała na czarno z kapturem na głowie zrobiła tylko parę kroków w tych i chwyciła się za głowę jęcząc z bólu.
    - Za co to było? - usłyszałam męski głos wyrażający ból który odczuwał jego właściciel.
    - Za włamanie się do mojego domu! Skąd do cholery masz klucze?!
    - Gdybyś nie wyłączyła telefonu nie byłoby mnie tutaj. - powiedział jednocześnie zdejmując kaptur z głowy. Przede mną stał młody chłopak w złocisto brązowych włosach które były w nieładzie.
    - Tak przy okazji, mam ci przekazać żebyś go włączyła. - dodał delikatnie się uśmiechając.
    Posłałam mu gniewne spojrzenie, zaczęłam krzyczeć ze złości, a jako punkt kulminacyjny rzuciłam patelnią o podłogę pomiędzy nas.
    - Skurwiel! - krzyknęłam obracając się na pięcie i kierując po ten cholerny telefon.
    Zdołałam jeszcze zobaczyć przerażony i jednocześnie zszokowany wzrok bruneta. Byłam tak wściekła że miałam ochotę rozwalić wszystko co zdołał zarejestrować mój wzrok. Weszłam do sypialni i chwyciłam telefon w ręce. Przytrzymując przycisk włączający, a następnie wróciłam do kuchni w której obecnie znajdował się przybysz.
    - Mniam, naleśniki. - uśmiechnął się na ich widok i już chciał sięgać po jednego z nich kiedy uderzyłam w jego rękę łyżką.
    - Ani się waż. Siadaj i niczego nie dotykaj.
    Chłopak nic nie odpowiedział tylko wykonał moje polecenie. Zaraz po włączeniu się, urządzenie w moich rękach zaczęło dzwonić. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
    - Co to, kurwa, ma być?!- krzyknęłam wyobrażając sobie jak bardzo teraz bym chciała przywalić nieznajomemu.
    - Świetnie potrafisz się posługiwać patelnią. - usłyszałam roześmiany głos w słuchawce.
    - To nie jest śmieszne!
    - Masz rację. - dodał nadal nie zmieniając swojego wesołego tonu. - Przeproś mojego przyjaciela.
    - Możesz sobie o tym pomarzyć. - odparłam drwiąco.
    - Kultura tego wymaga.
    - Gówno mnie to obchodzi. Skąd on ma klucze do mojego mieszkania?
    - Każdy z nas ma.
    - Jak to każdy?!
    - Ja i trójka moich przyjaciół. - odparł jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
    - Nie macie takiego prawa!
    - Tak samo jak nie miałem prawa umieszczać kamer w twoim domu. - zaśmiał się.
    - Słucham?!
    - Chcę mieć pewność że jesteś bezpieczna. - powiedział poważnym tonem.
    - Jestem bezpieczna, bez twojej pomocy!
    - Ostatnio wiele się zmieniło.
    - Więc może łaskawie powiesz mi co?
    - Do usłyszenia, Alex.
    - Nie skończyłam! - krzyknęłam i ku mojemu zdziwieniu nieznajomy się nie rozłączył. - Jeśli znajdę jakąś kamerę w łazience to obiecuję że ty i twoi przyjaciele będziecie martwi.
    Usłyszałam śmiech, a następnie dźwięk zakończonego połączenia.
    - Teraz mogę naleśnika? - błagalny głos chłopaka siedzącego przede mną przypomniał mi że jeszcze muszę się rozprawić z tym pasożytem.
    - Chyba śnisz. - zaśmiałam się, ale zaraz spoważniałam. - Wynoś się stąd!
    Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę sypialni. Wychodząc na przedpokój potknęłam się o coś dużego. Gdy spojrzałam w dół zobaczyłam torbę podróżną. Z powrotem odwróciłam się przodem do bruneta, który nadal siedział na krześle uśmiechając się przy tym.
    - Co to jest? - zapytałam wskazując na torbę.
    - Moje rzeczy.
    - A co one tutaj robią?
    - Będziemy razem mieszkać.
    - Że co?!
    - Do pewnego czasu.
    - Jakiego czasu?
    - Nie wiem. Nie martw się będę spał na kanapie.
    - Innej opcji tu nie widzę. - wzięłam głęboki wdech i wypuściłam powoli powietrze z moich płuc. - Jak chcesz to zjedz te naleśniki, ja straciłam apetyt.
    - Jej! - pisnął uśmiechając się jeszcze szerzej jednocześnie biorąc duży kęs naleśnika. - Tak wo gulę to jestem Michael. Coś czuję że będzie nam się dobre razem mieszkało.
    - Taaa...
    Wywróciłam oczami i skierowałam się do sypialni. Położyłam się na łóżku biorąc głęboki wdech. To nie możliwe. Na pewno zaraz się obudzę i jego tu nie będzie. Pomyślałam i jak na zawołanie usłyszałam...
    - Gdzie jest łazienka?
    Nie spoglądając na chłopaka wskazałam drzwi na wprost łóżka na którym leżałam.
    - Dzięki.
    - Czemu mamy razem mieszkać.
    - Bo on mnie o to poprosił.
    - On czyli kto?
    - Twój nowy znajomy.
    - Możesz mi chociaż powiedzieć jak się nazywa? - zapytałam wzdychając i jednocześnie przyjmując pozycję siedzącą by móc spojrzeć na mojego rozmówcę.
    - Jak będzie chciał to sam ci powie. - uśmiechnął się niepewnie i skierował się do łazienki.
 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Tak o to jest kolejny rozdział i kolejna notka z prośbą do was. Polecajcie swoim znajomym tego bloga, ogłaszajcie go tak żeby było nas coraz więcej, ale przede wszystkim nie zapominajcie wchodzić na niego, czytać moich wypocin i KOMENTOWAĆ. Błagam was, komentujcie. To nie zajmuje wiele czasu, a mi sprawia dużo radości. 
 
 

piątek, 30 maja 2014

ROZDZIAŁ 3

    Jak na mnie obudziłam się bardzo wcześnie. Głowa mi pękała od bólu wywołanego kacem, a ćwierkot ptaków mi nie pomagał. Ruszyłam w stronę okna w zamiarze zamknięcia go i odizolowania się od hałasu. Patrząc przez szybę, dzielącą mnie od reszty świata, doszłam do wniosku że jest jeszcze wcześnie. Na wszelki wypadek skierowałam się do kuchni gdzie znajdował się zegarek. Szybko zorientowałam się że mam ponad godzinę do udania się do pracy. Zaskoczył mnie fakt że że bez budzika udało mi się wstać wprost idealnie żeby ze wszystkim zdążyć.
    Po wykonaniu mojego porannego rytuału, znajdowałam się w pracy. Jak zawsze rano obsłużyłam naszego codziennego klienta po czym zasiadłam na barowym stołku przeglądając gazetę z najświeższymi wiadomościami. Długo nie musiałam czekać na Josh'a. Chłopak jak zawsze wbiegł do baru spóźniony, poszedł się przebrać, a następnie skierował się w moją stronę.
    - Umieram. - oparł się o blat koło mnie przybierając minę męczennika.
    - Weź to, pomoże ci. - położyłam przed nim pudełko tabletek przeciw bólowych i odłożyłam gazetę. - Widzę że wczoraj nieźle zabalowałeś.
    - Było warto. Wczoraj znalazłem istne cudo. Wymiary idealne...
    - Mógłbyś nie mówić o dziewczynach jak o przedmiotach. - przerwałam mu.
    - Co?
    - Za każdym razem jak opisujesz jakąś laskę, mówisz o niej jak o zwykłej rzeczy.
    - Ale ja nie mówiłem o dziewczynie. Chociaż ona też była perfekcyjna.
    - Skoro nie mówiłeś o kobiecie to o czym?
    - O aucie. Nie widziałaś go wczoraj?
    - Jakbyś nie zauważył na mieście jest wiele aut.
    - Wczoraj na parkingu obok klubu stało czerwone ferrari aliante. Jak mogłaś go nie zauważyć. - oburzył się rzucając mi gniewne spojrzenie.
    - Wczoraj wracałam inną drogą niż normalnie.
    - Czemu?
    - Tak jakoś wyszło.
    Na tym skończyła się nasza rozmowa. Josh zajął się zamiataniem podłogi, a ja powróciłam do przeglądania miejskiego szmatławca. Dziś ruch był bardzo mały. Dokładniej mówiąc zawitało tylko czterech klientów. Wraz z Josh'em żeby nie marnować czasu wzięliśmy się za sprzątanie. Wszystko wypolerowaliśmy na błysk. Gdy skończyliśmy dobiegał koniec naszej zmiany. Chłopak poszedł zapalić na tyły kawiarenki zostawiając mnie samą. Jak na złość po jego wyjściu do środka wszedł klient. Młody chłopak miał na głowie czapkę z daszkiem skierowanym w tył z pod której wystawało parę blond włosów, w wardze miał kolczyk, koszulka była pozbawiona rękawów, czarne rurki były rozcięte na kolanach, a vansy wyglądały na znoszone. Nowy przybysz cały czas wpatrywał się w ekran komórki co jakiś czas stukając palcami w niego. Zajął jeden z wolnych stolików i rozsiadł się wygodnie. Ani trochę nie pasował mi jego wygląd do tej kafejki. Obserwowałam go przez dłuższą chwilę z nadzieją że postanowi w końcu podejść do lady i coś zamówić. Chłopak jednak nie miał takich zamiarów, na szczęście właściciel rzadko wpadał do kafejki co ja wykorzystywałam zakładając trampki zamiast wrotek. Szczęśliwa że nie mam tego przekleństwa na nogach ruszyłam w jego stronę zabierając po drodze notes i długopis.
    - Co podać? - zapytałam stają przy jego stoliku i szykując się do notowania.
    Nie doczekałam się odpowiedzi od razu więc po prostu wpatrywałam się w mężczyznę stojąc przy jego stoliku. Nie wiem jak długo tak stałam, ale po pewnym czasie zaczęłam się denerwować. Policzyłam do dziesięciu żeby się uspokoić i odchrząknęłam. Momentalnie klient schował telefon do kieszeni i zmierzył mnie wzrokiem od dołu do góry zatrzymując się w końcu na mojej twarzy.
    - Alex. - powiedział uśmiechając się promiennie. - Ładne imię.
    Poczułam jak się rumienię, więc wlepiłam wzrok w notes w którym rysowałam długopisem jakieś wzorki. Przez chwilę zastanawiałam się skąd zna moje imię, ale na szczęście szybko sobie przypomniałam że mam plakietkę przyczepioną do ubrania.
    - Co podać? - powtórzyłam poprzednie pytanie czując prześwietlający wzrok blondyna na sobie.
    - Nic.
    Z ulgą odwróciłam się i ruszyłam z powrotem na swoje miejsce.
    - Włącz telefon. - usłyszałam za sobą szorstki głos, który jeszcze chwilę temu był łagodny.
    - Słucham? - odwróciłam się, cofając jednocześnie o krok bo chłopak stał dokładnie za mną.
    - I nie wyłączaj go więcej. - dodał i wyszedł.
    Stałam tak bez ruchu do puki nie usłyszałam za sobą pogodnego głosu przyjaciela.
    - Widzę że w końcu postanowiłaś się ruszyć zza lady.
    - Nie będziesz miał nic przeciwko jeśli dziś wyjdę wcześniej?
    - Pewnie że nie.
    - Wielkie dzięki.
    Wbiegłam na zaplecze, przebrałam się w ekspresowym tempie, a następnie wybiegłam na zewnątrz. Nie zwalniając tempa dobiegłam do samochodu. Wsiadłam do niego i odjechałam z piskiem opon. Zdałam sobie sprawę że to co się wczoraj wydarzyło to wcale nie był sen tylko rzeczywistość, dlatego też teraz moim celem było jak najszybsze znalezienie się w domu. Podczas jazdy nie liczyłam ile złamałam przepisów, ale z pewnością było ich sporo. Nie przejmowałam się tym jednak. Zaparkowałam na parkingu przed moim blokiem. Wybiegłam z samochodu kierując się do klatki, następnie schodami na górę. Tak samo jak poprzedniego wieczoru, miałam problem z otworzeniem drzwi wejściowych bo ręce mi się trzęsły. Jednak w miarę szybko udało mi się dostać do środka. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i rzuciłam się biegiem do sypialni w celu odnalezienia telefonu. Na szczęście leżał w widocznym miejscu na biurku. Chwyciłam go w dłonie i przytrzymałam przycisk włączający. Najpierw pojawił się napis firmy, a zaraz po nim tapeta i szesnaście nieodebranych połączeń. Jak się spodziewałam wszystkie były od tego samego nadawcy. Nieznajomy dzwonił co pół godziny, czasami po parę razy. Przeglądałam godziny o których chciał się ze mną skontaktować, gdy czynność tą przerwał mi dzwoniący telefon. Nie było dla mnie niespodzianką, że to właśnie on dzwonił. Odebrałam i przyłożyłam telefon do ucha.
    - Widzę że mój przyjaciel przekazał ci wiadomość.
    - Czego chcesz?
    - Od teraz nie wyłączasz telefonu, masz go cały czas przy sobie, odbierasz moje połączenia i robisz to co ci każę. - odparł szorstkim głosem, od którego przeszły mnie ciarki. - Rozumiesz?
    - I mam cie nie nazywać gówniarzem. - prychnęłam.
    - Dokładnie.
    - Co jeśli nie będę robić tych rzeczy?
    - Spotkają cię konsekwencje.
    - Debil.
    - Uważaj na słowa.
    - Nie powiedziałeś że mam cię tak nie nazywać. Właściwie to jest najmilsze słowa, którego mogę użyć względem ciebie.
    - Coś jeszcze chcesz powiedzieć?
    - Kim jesteś?
    - Do usłyszenia, Alex.
    Dźwięk zakończonego połączenia nie był dla mnie niespodzianką. Bardziej bym się zdziwiła gdybym go nie usłyszała. Nie mając nic ciekawego do robienia, wyjęłam z lodówki coś do przekąszenia i włączyłam telewizor. Akurat leciały wiadomości. Prezenter mówił coś o jakimś zabójcy. Nie wiem o co chodziła bo od razu przełączyłam na inny program. Zaczęłam się zastanawiać co się stanie jeśli wyłączę telefon. Jakiego typu spotkają mnie konsekwencje? Bez większego namysłu wyłączyłam telefon i postanowiłam się nie przejmować jakimś wariatem.