sobota, 14 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 4

    Minęły cztery dni od mojej rozmowy z nieznajomym. Telefon nadal był wyłączony i spoczywał na biurku. Nie zamierzałam tego zmieniać. Zdałam sobie sprawę że anonimowe telefony były tylko żartem jakiegoś idioty, bo czym innym miały by być. Nie spotkały mnie żadne konsekwencje, w kafejce nie pojawił się więcej blond chłopak, wszystko było tak jak dawniej. Szara, nudna rzeczywistość. Na szczęście nadszedł oczekiwany przeze mnie weekend. Było po dziesiątej gdy w końcu postanowiłam opuścić moje kochane łóżko. Wstałam i pokierowałam się do łazienki by doprowadzić swój wygląd do normalności. Dziś miałam zamiar poleniuchować na kanapie oglądając swoje ulubione filmy. Skoro nie wychodziłam z domu to pozostałam w piżamie gdyż nie widziałam powodu by się przebrać. Poszłam do kuchni w zamiarze zrobienia śniadania. Wyjęłam z szafek potrzebne składniki i wzięłam się za robienie naleśników. Gdy już skończyłam, zasiadłam przy stole z kubkiem zimnego mleka i górą parujących naleśników na talerzu. Zaczęłam zajadać swój posiłek, ale niespodziewanie przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi. Zdziwiło mnie to bo tylko ja miałam klucze do swojego mieszkania. Nie wiedząc za bardzo co robić, działałam impulsywnie. Chwyciłam za jeszcze gorącą patelnię i przylgnęłam plecami do ściany prostopadłej do przedpokoju. Usłyszałam jak drzwi się otworzyły i do środka ktoś wszedł. Zamknął za sobą drzwi, na moje nieszczęście usłyszałam szczęk zamka co oznaczało że jestem uwięziona z nie wiadomo kim. Przez myśl przeszło mi że to może być nieznajomy od anonimowych telefonów, ale od razu wykluczyłam taką możliwość bo niby skąd miałby klucze do mojego mieszkania. Do moich uszu dobiegł dźwięk ciężkich kroków. Gdy mnie i włamywacza dzielił tylko róg ściany wychyliłam się i z całej siły uderzyłam go w głowę. Dźwięk uderzenia był tak głośny, że myślałam że rozbiłam mu czaszkę jednak duża postać ubrana cała na czarno z kapturem na głowie zrobiła tylko parę kroków w tych i chwyciła się za głowę jęcząc z bólu.
    - Za co to było? - usłyszałam męski głos wyrażający ból który odczuwał jego właściciel.
    - Za włamanie się do mojego domu! Skąd do cholery masz klucze?!
    - Gdybyś nie wyłączyła telefonu nie byłoby mnie tutaj. - powiedział jednocześnie zdejmując kaptur z głowy. Przede mną stał młody chłopak w złocisto brązowych włosach które były w nieładzie.
    - Tak przy okazji, mam ci przekazać żebyś go włączyła. - dodał delikatnie się uśmiechając.
    Posłałam mu gniewne spojrzenie, zaczęłam krzyczeć ze złości, a jako punkt kulminacyjny rzuciłam patelnią o podłogę pomiędzy nas.
    - Skurwiel! - krzyknęłam obracając się na pięcie i kierując po ten cholerny telefon.
    Zdołałam jeszcze zobaczyć przerażony i jednocześnie zszokowany wzrok bruneta. Byłam tak wściekła że miałam ochotę rozwalić wszystko co zdołał zarejestrować mój wzrok. Weszłam do sypialni i chwyciłam telefon w ręce. Przytrzymując przycisk włączający, a następnie wróciłam do kuchni w której obecnie znajdował się przybysz.
    - Mniam, naleśniki. - uśmiechnął się na ich widok i już chciał sięgać po jednego z nich kiedy uderzyłam w jego rękę łyżką.
    - Ani się waż. Siadaj i niczego nie dotykaj.
    Chłopak nic nie odpowiedział tylko wykonał moje polecenie. Zaraz po włączeniu się, urządzenie w moich rękach zaczęło dzwonić. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
    - Co to, kurwa, ma być?!- krzyknęłam wyobrażając sobie jak bardzo teraz bym chciała przywalić nieznajomemu.
    - Świetnie potrafisz się posługiwać patelnią. - usłyszałam roześmiany głos w słuchawce.
    - To nie jest śmieszne!
    - Masz rację. - dodał nadal nie zmieniając swojego wesołego tonu. - Przeproś mojego przyjaciela.
    - Możesz sobie o tym pomarzyć. - odparłam drwiąco.
    - Kultura tego wymaga.
    - Gówno mnie to obchodzi. Skąd on ma klucze do mojego mieszkania?
    - Każdy z nas ma.
    - Jak to każdy?!
    - Ja i trójka moich przyjaciół. - odparł jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
    - Nie macie takiego prawa!
    - Tak samo jak nie miałem prawa umieszczać kamer w twoim domu. - zaśmiał się.
    - Słucham?!
    - Chcę mieć pewność że jesteś bezpieczna. - powiedział poważnym tonem.
    - Jestem bezpieczna, bez twojej pomocy!
    - Ostatnio wiele się zmieniło.
    - Więc może łaskawie powiesz mi co?
    - Do usłyszenia, Alex.
    - Nie skończyłam! - krzyknęłam i ku mojemu zdziwieniu nieznajomy się nie rozłączył. - Jeśli znajdę jakąś kamerę w łazience to obiecuję że ty i twoi przyjaciele będziecie martwi.
    Usłyszałam śmiech, a następnie dźwięk zakończonego połączenia.
    - Teraz mogę naleśnika? - błagalny głos chłopaka siedzącego przede mną przypomniał mi że jeszcze muszę się rozprawić z tym pasożytem.
    - Chyba śnisz. - zaśmiałam się, ale zaraz spoważniałam. - Wynoś się stąd!
    Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę sypialni. Wychodząc na przedpokój potknęłam się o coś dużego. Gdy spojrzałam w dół zobaczyłam torbę podróżną. Z powrotem odwróciłam się przodem do bruneta, który nadal siedział na krześle uśmiechając się przy tym.
    - Co to jest? - zapytałam wskazując na torbę.
    - Moje rzeczy.
    - A co one tutaj robią?
    - Będziemy razem mieszkać.
    - Że co?!
    - Do pewnego czasu.
    - Jakiego czasu?
    - Nie wiem. Nie martw się będę spał na kanapie.
    - Innej opcji tu nie widzę. - wzięłam głęboki wdech i wypuściłam powoli powietrze z moich płuc. - Jak chcesz to zjedz te naleśniki, ja straciłam apetyt.
    - Jej! - pisnął uśmiechając się jeszcze szerzej jednocześnie biorąc duży kęs naleśnika. - Tak wo gulę to jestem Michael. Coś czuję że będzie nam się dobre razem mieszkało.
    - Taaa...
    Wywróciłam oczami i skierowałam się do sypialni. Położyłam się na łóżku biorąc głęboki wdech. To nie możliwe. Na pewno zaraz się obudzę i jego tu nie będzie. Pomyślałam i jak na zawołanie usłyszałam...
    - Gdzie jest łazienka?
    Nie spoglądając na chłopaka wskazałam drzwi na wprost łóżka na którym leżałam.
    - Dzięki.
    - Czemu mamy razem mieszkać.
    - Bo on mnie o to poprosił.
    - On czyli kto?
    - Twój nowy znajomy.
    - Możesz mi chociaż powiedzieć jak się nazywa? - zapytałam wzdychając i jednocześnie przyjmując pozycję siedzącą by móc spojrzeć na mojego rozmówcę.
    - Jak będzie chciał to sam ci powie. - uśmiechnął się niepewnie i skierował się do łazienki.
 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Tak o to jest kolejny rozdział i kolejna notka z prośbą do was. Polecajcie swoim znajomym tego bloga, ogłaszajcie go tak żeby było nas coraz więcej, ale przede wszystkim nie zapominajcie wchodzić na niego, czytać moich wypocin i KOMENTOWAĆ. Błagam was, komentujcie. To nie zajmuje wiele czasu, a mi sprawia dużo radości.