środa, 16 lipca 2014

ROZDZIAŁ 7

                                   PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!!!

    Siedziałam za ladą przeglądając gazetę i korzystając z tego że jest mały ruch. Przewracałam właśnie kolejną stronę, gdy rozbrzmiał dzwonek obwieszczający klienta. Do środka wszedł wysoki brunet, ubrany cały na czarno i od razu skierował się w moją stronę, za co byłam mu ogromnie wdzięczna. Zajął miejsce na wprost mnie i uśmiechnął się pogodnie.
    - Co podać? - zapytałam odwzajemniając uśmiech i chowając gazetę.
    - Kawę i szarlotkę.
    Szybko uporałam się z jego zamówieniem, które już po chwili stało przed nim.
    - Coś mały ruch tu macie. - zagadnął, zaczynając jeść ciastko.
    - Czasem jest mniejszy, czasem większy, to zależy.
    - Od czego?
    - Od tego ile ludzi przyjdzie. - wywróciłam oczami nie przestając się do niego uśmiechać. - Co ciebie tu sprowadza?
    - Śliczna kelnerka.
    - A tak na poważnie? Nie często bywają tu młodzi ludzie.
    - Mam dość skomplikowaną pracę do wykonania. - spojrzał na mnie, odsuwając od siebie już pusty talerz. - Słyszałem że poznałaś się już na głupocie Mike'a.
    - Masz mnie pilnować, prawda. - westchnęłam siadając na swoim poprzednim miejscu.
    - Taaa...
    - Nie wystarczy wam to że Mike mnie pilnuje?
    - On nie sprawdza się w terenie.
    - No pewnie, lepiej żeby wyjadał mi wszystko z lodówki. - powiedziałam sarkastycznie wywracając przy tym oczami, na co chłopak się zaśmiał.
    - Przywykniesz. Tak wo gulę to jestem Calum.
    - Zgaduję że moje imię pewnie znasz.
    - Nie trudno nie znać.
    - Ile was jest?
    - Ja, Mike i Luke.
    - I nieznajomy. - dodałam.
    - Co?
    - Wasz przyjaciel... - mówiąc to nakreśliłam cudzysłów w powietrzu. - ...nadal się nie przedstawił.
    - Nie martw się kiedyś to zrobi.
    - Nie będziesz musiał płacić jeśli zdradzisz mi jego imię.
    - Nie przekupisz mnie. - pokazał mi język.
    - W takim razie 30 dolarów.
    - Ile?!
    - Należy mi się chyba jakiś napiwek. - zakpiłam z niego.
    - 10.
    - 30.
    - 15.
    - 35.
    - 20.
    - 40.
    - Dobra masz. - powiedział wyjmując z portfela 40 dolarów. - Wredna jesteś wiesz?
    - Ja? Wcale że nie.
    - A teraz przyznaj się ile tobie z tego wpadło?
    - 34 dolary. - uśmiechnęłam się i zaczęłam kierować się na zaplecze, gdyż moja zmiana dobiegała końca.
    - Kiedyś też cię tak okantuje. - usłyszałam za sobą.
    - Wątpię. - zaśmiałam się i weszłam za zaplecze.
    Szybko przebrałam się w moje codzienne ciuchy, zarzuciłam na ramie torebkę i wyszłam.
    - To gdzie teraz? - usłyszałam za sobą głos Calum'a, który już po chwili szedł obok mnie.
    - Ja wracam do domu, a ty nie wiem.
    - Odwiozę cię.
    - Dzięki, ale mam swoje auto.
    - Jak chcesz. - wzruszył ramionami. - Ale na twoim miejscu zrobiłbym jeszcze zakupy, bo Michael potrafi naprawdę dożo zjeść.
    - On je, on robi zakupy. Solidarność musi być. Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się do niego wsiadając do auta.
    - Do jutra. - pomachał mi również się uśmiechając i odszedł do pobliskiego czarnego range rovera.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Wiem, wiem, wiem. Rozdział dość nudnawy, ale musimy przez niego przejść, żeby dowiedzieć się co będzie dalej. Jeśli was to pocieszy to kolejny rozdział już się pisze (obiecuję że będzie ciekawszy) i postaram się go dodać jeszcze przed sobotą. Niestety w sobotę wyjeżdżam i pomimo tego że będę miała dostęp do internetu nie wiem czy znajdę czas na pisanie, ale się postaram choćbym miała pisać po jednym zdaniu dziennie i sklejać to w całość. Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Pisałam to wczoraj na tt, ale napiszę to też tutaj. 
 

    Wiem że słabo widać liczby w czerwonej "ramce" i dla tych co nie dowidzą to jest 52 wyświetleń i 7 komentarzy łącznie. Codziennie na blogu jest podobna liczba wyświetleń, a ten spadek był jednorazowy. Jak to w każdym poście i tutaj proszę was KOMENTUJCIE!!! Dziękuję tym którzy komentują. To dla mnie dużo znaczy i daje mi motywację. Jednak jest was bardzo dużo i w porównaniu do tego jest bardzo mało komentarzy. Pewnie większość z was myśli sobie "Ja nie skomentuję, zrobi to ktoś inny", ale tak nie jest. Dlatego bardzo, bardzo, bardzo proszę komentujcie!
    Jeśli chcecie się z mną skontaktować to możecie znaleźć mnie na tt: alex98turner. Wchodzę na niego codziennie i uwielbiam pisać z innymi dlatego nie będziecie musieli się martwić o to że wam nie odpiszę ;)
    Teraz czas na najważniejsze! PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ!!! Dziękuję wszystkim, którzy się do togo przyczynili. Jesteście niesamowici i mam ochotę was wszystkich mocno uściskać. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Mega się ciesze. Dziękuję, dziękuję, dziękuję.
    To na tyle. Pewnie coś jeszcze miałam napisać, ale zapomniałam :/
♥U all! 

2 komentarze:

  1. Jeden wypadek zmienia wszystko. Zabiera jej najważniejsze osoby. Jak poradzi sobie w nowym mieście z nowymi "rodzicami"? Czy odnajdzie szczęście? Czy znajdzie miłość? Czy ktoś pozwoli spojrzeć jej inaczej na świat i sprawi by chociaż na chwilę zapomniała o tym dniu? Czy jednak wszystko pójdzie na marne? Czy ON powróci? Koszmary stanął się rzeczywistością?
    Zapraszam na swojego bloga :)
    http://surly-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się zajrzeć w wolnym czasie ;)

      Usuń