Chodziliśmy
od klubu do klubu. Pijąc, tańcząc, po prostu się bawiąc. Nie wiem która jest
godzina, ale wiem że już od dawna jesteśmy całkiem pijani. Już dawno tremu
straciłam rachubę czasu. Nie znałam nawet nazwy klubu w którym się teraz
znajdywaliśmy, ale bez zwątpienia był to klub ze striptizem. Siedzieliśmy przy
jednym ze stolików, a przed nami znajdował się podest z rurą na którym tańczyły
pół nagie kobiety. Siedziałam na kolanach Luke’a , który nie odrywał swoich ust
od mojej szyi. Monick i Patrick zniknęli gdzieś w tłumie, co zbytnio mi nie
przeszkadzało.
- Nie musisz już udawać. –
powiedziałam do blondyna. – Nie ma ich.
- Dziękuję. – uśmiechnął się do
kelnerki, która właśnie przyniosła nam drinki. – Zupełnie nie wiem o czym
mówisz. – dodał już do mnie, uśmiechając się zalotnie.
- Przypominam ci że nie jesteśmy
parą.
- Okej.
W jednym momencie mnie obejmował, a w
drugim siedział z rękoma na oparciu sofy i obserwował striptizerki. Sięgnęłam
po swojego drinka i upiłam łyk.
- Ty byś tak nie potrafiła. –
usłyszałam głos mojego towarzysza i momentalnie spojrzałam na dziewczyny przed
nami. – Jesteś zbyt sztywna.
- Jaka jestem? - Zbyt sztywna, zbyt poważna…
Nie dokończył bo przerwałam mu
całując go w usta.
- Sam tego chciałeś.
Uśmiechnęłam się do niego, po czym
zeszłam z jego kolan i ruszyłam w stronę schodków prowadzących na podest.
- Nie zrobisz tego. – usłyszałam za
sobą, ale postanowiłam zignorować tą uwagę. Zdecydowanie wypiłam za dużo alkoholu
alkoholu, bo na trzeźwo bym tego nie zrobiła.
Weszłam na podest i pewnym krokiem
ruszyłam w stronę rury. Stanęłam tyłem do rozentuzjowanego tłumu i zaczęłam
powoli rozpinać sukienkę. Gdy zamek był już cały odpięty, czarny materiał
powili zaczął zsuwać się z mojego ciała. Już po chwili wszyscy mogli obejrzeć
moją czarną, koronkową bieliznę. Na ułamek sekundy, moje spojrzenie spotkało
się ze spojrzeniem blondyna, który siedział wygodnie, popijając drinka i
lustrując mnie wzrokiem. W tym momencie cieszyłam się, że dałam się namówić
Monick na kurs tańca na róże, jakieś pół roku temu. Naśladowałam ruchy
pozostałych dziewczyn, wykorzystując także te których się kiedyś nauczyłam.
Widownia szalała, ale mi to nie wystarczyło. Spojrzałam na Luke’a, sięgając
jednocześnie za sobą w celu odpięcia stanika. Chłopak wyciągnął telefon z
kieszeni, po czym podbiegł do mnie i przerzucił sobie przez ramię, znosząc ze
sceny i zabierając po drodze moją sukienkę, przez co nie zdążyłam uczynić tego
czego chciałam. Widownia zaczęła buczeć, ale chłopak się tym nie przejął,
zamiast tego ruszył w stronę tylnego wyjścia. Chwilę później moje ciało ogarnął
chłód, ale nie na długo, bo blondyn wrzucił mnie na tylnie siedzenie swojego
auta, sam zajmując siedzenie pasażera. Nawet nie zdążył dokładnie zamknąć drzwi, gdy auto ruszyło.
- Wkurwił się. – usłyszałam poważny
głos Calum’a, który siedział za kierownicą.
- To gdzie teraz. – podparłam się o
siedzenia chłopców, by spojrzeć na drogę, którą jechaliśmy.
- Do domu. – odpowiedział oschle Luke.
- Chcesz przerywać taką fajną zabawę?
– jęknęłam.
- Masz przerąbane. – szatyn znów
zwrócił się do blondyna.
- Chyba nie powiesz mi że ci się to
nie podobało. – zaśmiałam się, klepiąc blondyna w ramię.
- Możesz się zamknąć! – odpowiedział
mi krzykiem i gromkim spojrzeniem.
- Ktoś tu się wkurzył. – zaśmiałam
się.
- Możesz pożegnać się z
imprezowaniem. – tym razem Calum skierował tą uwagę do mnie.
- A to niby dla czego? Bo wasz kolega
tak chce? Wielkie mi halo. Jakiś idiota zabawiający się w nie wiadomo co.
Jakby był taki odważny to zamiast dzwonić, czy też wysyłać was, sam by
przyszedł. – powiedziałam, po czym zaczęłam naśladując głos mojego
prześladowcy. – Jestem taki fajny i męski, żadna laska mi się nie oprze. Co tam
zadzwonię i zacznę ją straszyć.
Po wypowiedzeniu tych słów, obaj
chłopcy spojrzeli na mnie jak na wariatkę.
- No co? – zapytałam z uśmiechem.
- Możemy ją zabić i zakopać? –
zapytał Luke, wskazując na mnie kciukiem i spoglądając na Calum’a.
- Do lasu to na lewo, prawda?
- Tak skręć tutaj.
Jak Luke wskazał, tak też Calum
skręcił, ale już po chwili po samochodzie rozniosła się melodia. Szatyn kliknął
coś na kierownicy i z głośników usłyszałam dobrze znany mi głos, którego ton
wskazywał na maksymalne wkurzenie.
- Nawet nie próbujcie.
- Oj no weź. – jęknął blondyn. – Na
mieście jest dożo lasek, znajdziesz sobie inną.
- Hemmings, nie przeginaj.
- Okej.
Z wielkim rozczarowaniem chłopcy
zawrócili i z powrotem skierowali się w stronę mojego domu.
*
Obudziłam się z kacem rozrywającym mi
głowę. Jedyne co zmusiło mnie do wstanie z łóżka to pragnienie. Przyniosłam
więc z kuchni dwulitrową butelkę wody i zostawiłam ją przy łóżku, ponownie się
kładąc z zamiarem przespania całego dnia. Oczywiście w najmniej odpowiednim
momencie zadzwonił telefon i ku mojemu zdziwieniu dzwonił nieznajomy.
- Halo? – powiedziałam szeptem
odbierając połączenie.
- Wczoraj się nieźle zabawiłaś.
- Mów ciszej.
- Nie. Kara musi być.
- Pieprz się.
- Z tobą zawsze.
Rozłączyłam się, wyłączając od razu
telefon i rzucając go na podłogę. Ostanie co zrobiłam przed pójściem z powrotem
spać to otwarcie okna na oścież. Pomimo tego że padało, stwierdziłam że jest za
ciepło, a rześkie powietrze pomoże mi zasnąć.
*
Obudziłam się koło jedenastej w nocy.
Zrobiłam sobie kakao i skierowałam przed telewizor. Byłam w połowie drogi, gdy
nagle zgasło światło. Zaczęłam nasłuchiwać, ale nie było słychać grzmotów, więc
pewnie od sąsiada dzieciaki znów podłączyły za dużo rzeczy do gniazdka i
wywaliło korki w bloku.
- Wyłączyłaś telefon. – usłyszałam
męski głos dochodzący z salonu. Przeszedł mnie dreszcz strachu. Głos nie
należał do żadnej znanej mi osoby.
- Kim jesteś? – zapytałam drżącym
głosem. Obcy nie odpowiedział. Zamiast tego usłyszałam jak wstaje z kanapy, na
której siedział, i ruszał ciężkim krokiem w moją stronę. Instynktownie zaczęłam
się cofać, a kubek z gorącym napojem, trzymany w mojej dłoni, upadł rozbijając
się na podłodze.
- Mówiłem ci że masz go nie wyłączać.
– wraz z tym zdaniem zrozumiałam do kogo należał ten głos.
- Więc co mi teraz zrobisz?
Nieznajomy zatrzymała się kilka
kroków o de mnie. Nie mogłam zobaczyć jego twarzy. Jedyne co widziałam to
szczupłą, czarną sylwetkę, dużo wyższą o de mnie.
- Szkoda że zgasło światło, nie
sądzisz? – zapytał z kpiną, tym samym zmieniając temat.
- Ty to zrobiłeś?
- Podobno boisz się ciemności. – zakpił. – I
pająków. – dodał z naciskiem na ostatnie słowo.
- Tylko nie mów…
- Że w twoim mieszkaniu jest pająk?
Mówiłem że jak wyłączysz telefon spotka cię kara. – wstrzymałam oddech. –
Dokładniej mówiąc, dwa.
- Co?! – pisnęłam.
- Dwie czarne wdowy. Życzę miłej
nocy. – zaśmiał się, kierując do wyjścia. Zagrodziłam mu drogę, kładąc dłoń na
jego klatce piersiowej, żeby powstrzymać go przed wyjściem. Przez jego koszulkę
czułam zarys mięśni klatki piersiowej. Jego bliskość spowodowała u mnie
szaleńcze bicie serca, ale nie odważyłam się spojrzeć mu w twarz.
- Nie zostawisz mnie z „tym” samej. –
wyszeptałam.
Chłopak pochylił się, a ja czując
jego oddech na swojej szyi przymknęłam oczy.
- Włącz telefon. – odparł oschle z
naciekiem na każde słowo.
Wyminęłam go i ruszyłam szybkim
krokiem do sypialni. Jak tylko znalazłam się w tym pomieszczeniu, upadła na
kolana i zaczęłam po omacku szukać telefonu. Gdy w końcu go znalazłam, drżącymi
dłońmi włączyłam go i odetchnęłam z ulgą, kiedy ekran komórki choć trochę
rozjaśnił pomieszczenie. Moja radość nie trwała jednak długo. Poczułam dziwny
dotyk na plecach. Zupełnie jakby coś po mnie szło. Zerwałam się na równe nogi,
piszcząc i wymachując rękoma na wszystkie strony, będąc pewna że to pająk po
mnie chodzi. Usłyszałam śmiech mojego nocnego towarzysza i momentalnie
przestałam.
- To nie jest śmieszne!
- Nie sądziłem że taka będzie twoja
reakcja. – odpowiedział, przez śmiech.
- Wpuściłeś do mojego mieszkanie, dwa
włochate pająki, wyłączyłeś światło i na domiar wszystkiego teraz robisz ze
mnie kretynkę!
- Uspokój się. Żartowałem z tymi
pająkami, aż tak wredny nie jestem.
- Wynoś się. – powiedziałam, przez
zaciśnięte zęby.
- Jak sobie chcesz.
Wzruszył ramionami i skierował się do
wyjścia. Ruszyłam za nim na przedpokój, zatrzymując jeszcze na moment.
- Skoro już tu jesteś, to może się
przedstawisz?
- Nie musisz znać mojej tożsamości.
- Ale chcę.
- Po co?
- Bo mam dość zwracania się do ciebie
„nieznajomy”.
- Ashton.
- A nazwisko?
- Ciesz się że znasz chociaż imię.
Po wypowiedzianych słowach wyszedł z
mieszkania nawet się nie żegnając. Usłyszałam jak zamyka drzwi na klucz i już
po chwili ciszy ruszyłam do okna. Otworzyłam je na oścież i wychyliłam się jak
najbardziej w nadziei że ujrzę choć część parkingu i do wiem się jaki ma
samochód. Jednak mogłam tylko o tym pomarzyć. Okna miałam skierowane na tył
bloku, a parking był przed nim. Tylko ja byłam taka głupia żeby wpaść na pomysł pooglądania parkingu przez okno. Jedynce czego mogłam się dowiedzieć to, to że
jeździ sportowym wozem, gdyż wskazywał na to dźwięk odpalanego silnika i jego
późniejszą pracę przy odjeździe.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wróciłam! Cieszycie się? Bo ja bardzo. Nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo brakowało mi dodawania nowych rozdziałów. To już można nazwać nałogiem. Będąc odciętą od internetu przez dwa tygodnie dowiedziałam się jak czuje się osoba uzależniona. Ale to już nie ważne. Tak jak pisałam w poprzedniej notce, podczas mojego "urlopu", napisałam nowe rozdziały. Jednak nie dodam ich wszystkich na raz. Będę wam robić paro dniowe odstępy. Okej, napisałam to co chciałam napisać, ale czas przejść do najważniejszej sprawy. Pisałam wam już, że was kocham? Nie? To właśnie teraz to pisze. KOCHAM WAS BARDZO, BARDZO MOCNO. Szczerze bałam się że jeśli nie będę przez dłuższy czas tutaj dodawać niczego nowego, to wejścia na bloga spadną. Wy sprawiliście że się pomyliłam. Jest wręcz przeciwnie. Jest więcej wejść, a ja dosłownie skaczę z radości! Na max'a się cieszę za ponad 3000 wejść! Jesteście niesamowici!Teraz mam ochotę, żeby was wszystkich mocnoooooo wyściskać. Jeszcze raz bardzoooooo mocno was kocham.♥ U all!
sobota, 16 sierpnia 2014
wtorek, 29 lipca 2014
ROZDZIAŁ 10
Jak
powiedział Calum, tak też było. Tydzień minął dość szybko, jak i męcząco.
Chłopacy cały czas ze sobą rywalizowali i sobie dogryzali, jakby po prostu nie
mogli się dogadać, a nocne telefony nieznajomego stały się tradycją. Dzwonił
raz dziennie, zawsze o tej samej porze, zawsze z tym samym pytaniem. Jak mi
minął dzień. Z początku mnie to irytowało, ale teraz czekałam z upragnieniem na
jedenastą w nocy, tak samo jak i na końcową godzinę mojej zmiany w pracy. To
były godziny gdy mogłam z kimś spokojnie porozmawiać, bo w domu nie dało się
nawiązać żadnej konwersacji bez docinania sobie. Na szczęście dziś była sobota
i Max miał samolot powrotny o dwunastej. Nie sądziłam że kiedykolwiek coś
takiego przyjdzie mi do głowy, ale cieszyłam się że już wyjeżdżał.
Było pod dziewiątej, kiedy postanowiłam wstać i zrobić śniadanie.
Oczywiście zanim się za to zabrałam, zaliczyłam moją poranną toaletę. Moje
lenistwo nie pozwoliło mi na nic innego, jak tylko płatki śniadaniowe. Były
szybkie i łatwe do zrobienia, co dla mnie było dużym plusem. Chwilę po tym jak
zaczęłam jeść w kuchni pojawił się Max.
- Smacznego.
- Dzięki. Podwieźć cię na lotnisko?
- Nie musisz, zadzwoniłem już po taksówkę.
- Okej.
Nabrałam dużą łyżkę płatków, w chwili gdy Mike stanął w progu kuchni.
- Dzień dobry. - posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam, jednak już po chwili spoważnieliśmy. Usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Spojrzeliśmy na siebie z Michaelem z przerażeniem w oczach. Ani ja, ani on, nie powiedzieliśmy Max'owi co się ostatnio działo. Teraz blondyn spojrzał się na mnie zdziwiony.
- Jeszcze jeden współlokator? - zapytał, a ja zamiast odpowiedzieć posłałam mu słaby uśmiech i ruszyłam w stronę przedpokoju. Moim oczom ukazał się Calum zamykający za sobą drzwi. Chwilę później w przedpokoju pojawili się również pozostali chłopcy.
- Kto to? - blondyn zadał kolejne pytanie lustrując uważnie szatyna.
- Jestem...
- To chłopak Mike'a. - przerwałam Calum'owi.
- Że co?! - Mike i Calum wykrzyknęli jednocześnie.
- To geje. - kontynuowałam. - Ale są wstydliwi więc się z tym ukrywają. - dokończyłam napotykając wściekłe spojrzenie szatyna.
- Stary nie mogłeś powiedzieć od razu że jesteś gejem. - mój brat zwrócił się do Mike'a, po raz pierwszy, szczerze się do niego uśmiechając. - Cały czas myślałem że lecisz na moją siostrę. Gdybyś od razu się przyznał to lepiej byśmy się dogadali.
- Ja na Alex? - zaśmiał się Mike. - Traktuję ją jak siostrę.
- I bardzo dobrze. - klepnął go w ramię. - Ja muszę już iść, bo się spóźnię.
- Udanego lotu. - przytuliłam go na pożegnanie, a następnie zamknęłam za nim drzwi. Gdy tylko się odwróciłam, natrafiłam na dwóch, mega wkurzonych facetów.
- Geje! - krzyknęli jednocześnie.
- No co? Pasujecie do siebie. Z resztą, chyba nie chcecie żeby Max się dowiedział co tu się dzieje, od razu kazałby mi wyjechać z nim.
- Nie mogłaś powiedzieć że jestem twoim chłopakiem? Byłoby lepiej.
- W tedy zostałby dłużej, żeby cię sprawdzić.
- Dobrze że już wyjechał, miałem go dość. - westchnął mój współlokator, następnie zwracając się do szatyna. - Po co przyszedłeś?
- Byłem w pobliżu, więc pomyślałem że wpadnę.
- W takim razie wy róbcie co chcecie, a ja idę biegać.
- Ty biegasz?
- Biegałam do puki się nie wprowadziłeś. - odpowiedziałam, klepiąc Mike'a w ramię i kierując się do swojego pokoju.
- Nie ma mowy żebyś biegała sama, coś może ci się stać. Idziemy z tobą. - powiedział Calum z naciskiem na każde słowo.
- Czekaj jak to idziemy, chyba raczej ty idziesz.
- Mike, tobie też się to przyda.
*
- Zwolnij.
- Stój.
Usłyszałam za sobą sapanie chłopaków, którzy już ledwo biegli. Byli parę metrów ode mnie i już od jakiegoś kilometra błagali bym się zatrzymała bo nie dają rady. Nic im nie odpowiadałam, skoro chcieli biegać ze mną to niech się teraz pomęczą.
Skręciłam za jeden z bloków mojego osiedla i pokonałam ostatnie metry dzielące mnie od domu. Zatrzymałam się przed wejściem do klatki schodowej i obejrzałam za siebie. Nie było za mną chłopaków. Nie musiałam jednak długo czekać bo już po chwili wyłonili się zza zakrętu. Powłóczyli nogami podparci o siebie, sapiąc głośno, a ich języki zwisały jak psom. Dystans który nas dzielił można pokonać w dwie minuty, im to zajęło niecałe dziesięć. Gdy w końcu się do mnie dowlekli, obydwoje podparli się o ścianę budynku i zjechali po niej plecami, siadając na chodniku.
- Nienawidzę cię. - wysapał ledwo żywy Michael, który odpadł już na samym początku biegu.
- Już nigdy więcej z tobą nie biegam. - dodał Calum, którego stan niczym nie różnił się od stanu jego przyjaciela.
- Trochę ruchu wam nie zaszkodzi.
- Trochę?! - wykrzyknęli jednocześnie posyłając mi gniewne spojrzenia.
- Idźcie jeszcze do sklepu, a ja idę się szykować. - powiedziałam podając im pieniądze.
- Zwariowałaś?! - krzyknął Mike. - Ja nawet stąd nie wstanę, a ty mi każesz iść do sklepu?!
- Też cię kocham. - posłałam mu buziaka i już miałam wchodzić do klatki schodowej, gdy zatrzymał mnie głos drugiego z moich towarzyszy.
- Gdzie się wybierasz?
- Jest weekend, więc idę na imprezę.
Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ruszyłam schodami na górę do mieszkania. Gdy tylko do niego weszłam, zastałam dzwoniący telefon. Biegiem ruszyłam w jego kierunku i w ostatniej chwili udało mi się go odebrać.
- Halo. - powiedziałam przykładając urządzenie do ucha.
- Nic nie mówiłaś o imprezie. - usłyszałam oburzony ton, dobrze znanego mi głosu.
- Bo nie pytałeś.
- Co to za impreza? Z kim idziesz? O której?
- Normalna. Ze znajomymi. Wieczorem.
- Ha ha ha. Bardzo śmieszne. - odpowiedział poirytowany. - Pytam poważnie. Muszę to wiedzieć.
- Po co?
- Żeby móc cię chronić.
- Idę z Monick i jej chłopakiem do Pandora. Jestem z nimi umówiona pod klubem o siódmej wieczorem.
- Tak lepiej. – powiedział, a następnie zakończył połączenie.
*
Ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Obcisła czarna sukienka bez ramiączek do tego wysokie szpilki w tym samym kolorze i duży złoty naszyjnik. Włosy pofalowałam pozwalając im swobodnie opadać, a na twarz nałożyłam dość mocny makijaż. Byłam gotowa do wyjścia. Skierował się w stronę drzwi frontowych, po drodze słysząc gwizdanie.
- No, no, no. Wyglądasz świetnie.
- Dzięki. Nie czekaj na mnie, bo nie wiem o której wrócę.
- Okej.
Usłyszałam pukanie i spojrzałam pytająco na bruneta.
- Zapraszałeś kogoś?
- Nie. Myślałem że to do ciebie. – odpowiedział również zdziwiony. Ruszyłam w stronę drzwi żeby otworzyć, ale w tym samym momencie Mike pociągnął mnie za rękę.
- Ja otworzę. – powiedział poważnie, a mnie przeszedł dreszcz. Jeszcze ani razy nie widziałam Michaela tak poważnego. Chłopak podszedł po cichu do drzwi i spojrzał przez wizjer, po czym od razu się rozchmurzył i z uśmiechem otworzył drzwi. Moim oczom ukazał się wysoki blondyn ubrany cały na czarno. Opierał się o framugę drzwi z rękami w kieszeni, lustrując mnie wzrokiem.
- Zamierzasz tak stać? – powiedział oschle.
- Siema stary, co cię tu sprowadza?
- Mam chronić naszą drogą Alex na imprezie. – odpowiedział nie zmieniając swojego tonu, ciągle patrząc na mnie.
- To jakiś żart? – zapytałam z kpiną.
- A wygląda jakby był?
- Zamiast ciebie wolałabym Colum’a.
- Mi również się to nie uśmiecha.
- Wy coś się chyba nie lubicie. – przerwał naszą dyskusję Mike.
- Co ty nie powiesz. – zakpił z niego blondyn, następnie z powrotem zwracając się do mnie. – Idziesz? Nic nie odpowiedziałam. Tylko przeszła koło niego, kierując się w dół schodami.
Chwilę później byliśmy już pod klubem. Jak na dżentelmena wypada blondyn obszedł samochód i otworzył mi drzwi, pomagając wysiąść z jego czarnego Range Rover’a. Szybko odszukałam Monick i jej chłopaka i ruszyłam w ich kierunki. Gdy podeszłam do nich przytuliłam dziewczynę na przywitanie.
- Kim jest twój towarzysz? – zapytała mierząc wzrokiem chłopaka stojącego za mną.
- Jestem Luke, chłopak Alex. – odpowiedział obejmując mnie w pasie i przyciągając do siebie.
- Ja jestem Monick, a to Robert. – przedstawiła się i swojego chłopaka brunetka.
- Chodźmy do środka. – powiedziałam kierując się w stronę wejścia.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak podoba wam się? Tak jak obiecała ten rozdział jest dłuższy i (mam nadzieję) ciekawszy.
W piątek wyjeżdżam na wieś, na dwa tygodnie, i niestety nie będę miała tam internetu. Postaram się dodać coś jeszcze w ciągu tych dni, ale nie wiem czy dam radę, bo internet w Kołobrzegu to jakaś porażka. Jednak nie rezygnujcie z tego opowiadania, bo po tych dwóch tygodniach wrócę z dużą ilością nowych rozdziałów (;♥U all!
- Smacznego.
- Dzięki. Podwieźć cię na lotnisko?
- Nie musisz, zadzwoniłem już po taksówkę.
- Okej.
Nabrałam dużą łyżkę płatków, w chwili gdy Mike stanął w progu kuchni.
- Dzień dobry. - posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam, jednak już po chwili spoważnieliśmy. Usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Spojrzeliśmy na siebie z Michaelem z przerażeniem w oczach. Ani ja, ani on, nie powiedzieliśmy Max'owi co się ostatnio działo. Teraz blondyn spojrzał się na mnie zdziwiony.
- Jeszcze jeden współlokator? - zapytał, a ja zamiast odpowiedzieć posłałam mu słaby uśmiech i ruszyłam w stronę przedpokoju. Moim oczom ukazał się Calum zamykający za sobą drzwi. Chwilę później w przedpokoju pojawili się również pozostali chłopcy.
- Kto to? - blondyn zadał kolejne pytanie lustrując uważnie szatyna.
- Jestem...
- To chłopak Mike'a. - przerwałam Calum'owi.
- Że co?! - Mike i Calum wykrzyknęli jednocześnie.
- To geje. - kontynuowałam. - Ale są wstydliwi więc się z tym ukrywają. - dokończyłam napotykając wściekłe spojrzenie szatyna.
- Stary nie mogłeś powiedzieć od razu że jesteś gejem. - mój brat zwrócił się do Mike'a, po raz pierwszy, szczerze się do niego uśmiechając. - Cały czas myślałem że lecisz na moją siostrę. Gdybyś od razu się przyznał to lepiej byśmy się dogadali.
- Ja na Alex? - zaśmiał się Mike. - Traktuję ją jak siostrę.
- I bardzo dobrze. - klepnął go w ramię. - Ja muszę już iść, bo się spóźnię.
- Udanego lotu. - przytuliłam go na pożegnanie, a następnie zamknęłam za nim drzwi. Gdy tylko się odwróciłam, natrafiłam na dwóch, mega wkurzonych facetów.
- Geje! - krzyknęli jednocześnie.
- No co? Pasujecie do siebie. Z resztą, chyba nie chcecie żeby Max się dowiedział co tu się dzieje, od razu kazałby mi wyjechać z nim.
- Nie mogłaś powiedzieć że jestem twoim chłopakiem? Byłoby lepiej.
- W tedy zostałby dłużej, żeby cię sprawdzić.
- Dobrze że już wyjechał, miałem go dość. - westchnął mój współlokator, następnie zwracając się do szatyna. - Po co przyszedłeś?
- Byłem w pobliżu, więc pomyślałem że wpadnę.
- W takim razie wy róbcie co chcecie, a ja idę biegać.
- Ty biegasz?
- Biegałam do puki się nie wprowadziłeś. - odpowiedziałam, klepiąc Mike'a w ramię i kierując się do swojego pokoju.
- Nie ma mowy żebyś biegała sama, coś może ci się stać. Idziemy z tobą. - powiedział Calum z naciskiem na każde słowo.
- Czekaj jak to idziemy, chyba raczej ty idziesz.
- Mike, tobie też się to przyda.
*
- Zwolnij.
- Stój.
Usłyszałam za sobą sapanie chłopaków, którzy już ledwo biegli. Byli parę metrów ode mnie i już od jakiegoś kilometra błagali bym się zatrzymała bo nie dają rady. Nic im nie odpowiadałam, skoro chcieli biegać ze mną to niech się teraz pomęczą.
Skręciłam za jeden z bloków mojego osiedla i pokonałam ostatnie metry dzielące mnie od domu. Zatrzymałam się przed wejściem do klatki schodowej i obejrzałam za siebie. Nie było za mną chłopaków. Nie musiałam jednak długo czekać bo już po chwili wyłonili się zza zakrętu. Powłóczyli nogami podparci o siebie, sapiąc głośno, a ich języki zwisały jak psom. Dystans który nas dzielił można pokonać w dwie minuty, im to zajęło niecałe dziesięć. Gdy w końcu się do mnie dowlekli, obydwoje podparli się o ścianę budynku i zjechali po niej plecami, siadając na chodniku.
- Nienawidzę cię. - wysapał ledwo żywy Michael, który odpadł już na samym początku biegu.
- Już nigdy więcej z tobą nie biegam. - dodał Calum, którego stan niczym nie różnił się od stanu jego przyjaciela.
- Trochę ruchu wam nie zaszkodzi.
- Trochę?! - wykrzyknęli jednocześnie posyłając mi gniewne spojrzenia.
- Idźcie jeszcze do sklepu, a ja idę się szykować. - powiedziałam podając im pieniądze.
- Zwariowałaś?! - krzyknął Mike. - Ja nawet stąd nie wstanę, a ty mi każesz iść do sklepu?!
- Też cię kocham. - posłałam mu buziaka i już miałam wchodzić do klatki schodowej, gdy zatrzymał mnie głos drugiego z moich towarzyszy.
- Gdzie się wybierasz?
- Jest weekend, więc idę na imprezę.
Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ruszyłam schodami na górę do mieszkania. Gdy tylko do niego weszłam, zastałam dzwoniący telefon. Biegiem ruszyłam w jego kierunku i w ostatniej chwili udało mi się go odebrać.
- Halo. - powiedziałam przykładając urządzenie do ucha.
- Nic nie mówiłaś o imprezie. - usłyszałam oburzony ton, dobrze znanego mi głosu.
- Bo nie pytałeś.
- Co to za impreza? Z kim idziesz? O której?
- Normalna. Ze znajomymi. Wieczorem.
- Ha ha ha. Bardzo śmieszne. - odpowiedział poirytowany. - Pytam poważnie. Muszę to wiedzieć.
- Po co?
- Żeby móc cię chronić.
- Idę z Monick i jej chłopakiem do Pandora. Jestem z nimi umówiona pod klubem o siódmej wieczorem.
- Tak lepiej. – powiedział, a następnie zakończył połączenie.
*
Ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Obcisła czarna sukienka bez ramiączek do tego wysokie szpilki w tym samym kolorze i duży złoty naszyjnik. Włosy pofalowałam pozwalając im swobodnie opadać, a na twarz nałożyłam dość mocny makijaż. Byłam gotowa do wyjścia. Skierował się w stronę drzwi frontowych, po drodze słysząc gwizdanie.
- No, no, no. Wyglądasz świetnie.
- Dzięki. Nie czekaj na mnie, bo nie wiem o której wrócę.
- Okej.
Usłyszałam pukanie i spojrzałam pytająco na bruneta.
- Zapraszałeś kogoś?
- Nie. Myślałem że to do ciebie. – odpowiedział również zdziwiony. Ruszyłam w stronę drzwi żeby otworzyć, ale w tym samym momencie Mike pociągnął mnie za rękę.
- Ja otworzę. – powiedział poważnie, a mnie przeszedł dreszcz. Jeszcze ani razy nie widziałam Michaela tak poważnego. Chłopak podszedł po cichu do drzwi i spojrzał przez wizjer, po czym od razu się rozchmurzył i z uśmiechem otworzył drzwi. Moim oczom ukazał się wysoki blondyn ubrany cały na czarno. Opierał się o framugę drzwi z rękami w kieszeni, lustrując mnie wzrokiem.
- Zamierzasz tak stać? – powiedział oschle.
- Siema stary, co cię tu sprowadza?
- Mam chronić naszą drogą Alex na imprezie. – odpowiedział nie zmieniając swojego tonu, ciągle patrząc na mnie.
- To jakiś żart? – zapytałam z kpiną.
- A wygląda jakby był?
- Zamiast ciebie wolałabym Colum’a.
- Mi również się to nie uśmiecha.
- Wy coś się chyba nie lubicie. – przerwał naszą dyskusję Mike.
- Co ty nie powiesz. – zakpił z niego blondyn, następnie z powrotem zwracając się do mnie. – Idziesz? Nic nie odpowiedziałam. Tylko przeszła koło niego, kierując się w dół schodami.
Chwilę później byliśmy już pod klubem. Jak na dżentelmena wypada blondyn obszedł samochód i otworzył mi drzwi, pomagając wysiąść z jego czarnego Range Rover’a. Szybko odszukałam Monick i jej chłopaka i ruszyłam w ich kierunki. Gdy podeszłam do nich przytuliłam dziewczynę na przywitanie.
- Kim jest twój towarzysz? – zapytała mierząc wzrokiem chłopaka stojącego za mną.
- Jestem Luke, chłopak Alex. – odpowiedział obejmując mnie w pasie i przyciągając do siebie.
- Ja jestem Monick, a to Robert. – przedstawiła się i swojego chłopaka brunetka.
- Chodźmy do środka. – powiedziałam kierując się w stronę wejścia.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak podoba wam się? Tak jak obiecała ten rozdział jest dłuższy i (mam nadzieję) ciekawszy.
W piątek wyjeżdżam na wieś, na dwa tygodnie, i niestety nie będę miała tam internetu. Postaram się dodać coś jeszcze w ciągu tych dni, ale nie wiem czy dam radę, bo internet w Kołobrzegu to jakaś porażka. Jednak nie rezygnujcie z tego opowiadania, bo po tych dwóch tygodniach wrócę z dużą ilością nowych rozdziałów (;♥U all!
piątek, 25 lipca 2014
ROZDZIAŁ 9
- No, no, no, kogo
my tu mamy. – powiedziałam posyłając promienny uśmiech w stronę wchodzącego do
środka bruneta. Chłopak zajął swoje wczorajsze miejsce przy ladzie, a ja
położyłam przed nim czarną kawę i szarlotkę.
- Na koszt firmy. – dodałam.
- Co za urocze powitanie. – uśmiechnął się wpakowując przy tym do ust duży kawałek ciasta.
- Jak ci mija dzień?
- Jak na razie nie narzekam, a u ciebie jak widzę znów mało ludzi.
- Większość już poszła.
- Tobie to nie przeszkadza.
- Owszem. – zaśmiałam się, rzucając w niego chusteczką. – Jesteś brudny.
- Dziś masz naprawdę świetny dzień. Uśmiechnięta i tryskająca energią. Taką mogę cię widywać częściej.
- Świetny pomysł.
- Mam się do ciebie wprowadzić, jak Mike?
- Nie, ale mam prośbę.
- Jaką? – nagle spoważniał.
- Mogę się do ciebie wprowadzić? – ledwo skończyłam mówić ostatnie słowo, gdy Calum zaczął się krztusić nie wiadomo czym. – Mówię poważnie.
- Wiem że jestem seksowny, ale jeśli chcesz mnie przelecieć to wystarczyło powiedzieć, nie musisz się od razu wprowadzać.
- Co? Nie! Fu.
- Dziękuję. – zrobił fochniętą minę, skrzyżował ręce na piersi i odwrócił się do mnie plecami.
- Przepraszam, ale nie jesteś w moim typie. Po prostu mam w domu Michael’a i Max’a, którzy skaczą sobie do gardeł i cały czas ze sobą konkurują, a twój kumpel powiedział że nie zabierze Mike’a z mojego mieszkania.
- Dobra nie umiem się gniewać. – powiedział z powrotem odwracając się do mnie przodem. – Posłuchaj, z chęcią bym ci pomógł, ale nie mogę. Dasz sobie radę. Tak w ogóle to kim jest Max?
- To mój brat.
- Na jak długo przyjechał?
- Do weekendu.
- Szybko minie.
- Taaa…
Reszta mojej zmiany przeleciała dość szybko. Wraz z Calum’em naśmiewaliśmy się z klientów gdy jeszcze byli, a następnie z siebie kiedy próbowaliśmy sprzątnąć kawiarnię. Po doprowadzeniu wszystkiego do porządku i zamknięciu lokalu, brunet odwiózł mnie do domu, gdyż dziś jadąc do pracy postanowiłam skorzystać z metra.
Zaraz po wejściu do domu zastałam chłopców grający w fifę. Oczywiście nie szczędzili od ubliżania sobie. Nie musiałam się pytać by wiedzieć że nie zaprzestali walczyć o dominację w moim mieszkaniu.
*
- Halo. – powiedziałam zaspana przykładając telefon do ucha.
- Nie mów, że znów cię obudziłem.
- Nie możesz dzwonić o normalnej porze?
- A co jest nienormalnego w godzinie jedenastej?
- Jest środek tygodnia, a ty dzwonisz o jedenastej w nocy i zakłócasz mój kochany sen. Naucz się dzwonić o godzinach w których normalnie funkcjonuję.
- Zastanowię się.
- Lepiej przejdźmy do rzeczy i powiedz mi po co dzwonisz.
- Jak ci minął dzień?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam was za tak krótki rozdział, ale jak już wiecie jestem na wyjeździe i mam mało czasu na pisanie, a na dodatek mam problem z internetem. Pisałam ten rozdział teraz na szybko, gdyż blogger od kilku dni nie chciał mi działać i dopiero dziś postanowił być posłuszny. Nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział. Mam w planach napisać go i opublikować w najbliższych dniach, ale wszystko zależy od mojego dostępu do internetu. Mogę wam jednak obiecać że kolejny rozdział będzie dłuższy i ciekawszy. Jeśli coś się zmieni poinformuję was na moim tt: alex98turner. ♥U all!
PS.Dziękuję tym którzy komentują. Do tych którzy tego nie robią... KOMENTUJCIE.
- Na koszt firmy. – dodałam.
- Co za urocze powitanie. – uśmiechnął się wpakowując przy tym do ust duży kawałek ciasta.
- Jak ci mija dzień?
- Jak na razie nie narzekam, a u ciebie jak widzę znów mało ludzi.
- Większość już poszła.
- Tobie to nie przeszkadza.
- Owszem. – zaśmiałam się, rzucając w niego chusteczką. – Jesteś brudny.
- Dziś masz naprawdę świetny dzień. Uśmiechnięta i tryskająca energią. Taką mogę cię widywać częściej.
- Świetny pomysł.
- Mam się do ciebie wprowadzić, jak Mike?
- Nie, ale mam prośbę.
- Jaką? – nagle spoważniał.
- Mogę się do ciebie wprowadzić? – ledwo skończyłam mówić ostatnie słowo, gdy Calum zaczął się krztusić nie wiadomo czym. – Mówię poważnie.
- Wiem że jestem seksowny, ale jeśli chcesz mnie przelecieć to wystarczyło powiedzieć, nie musisz się od razu wprowadzać.
- Co? Nie! Fu.
- Dziękuję. – zrobił fochniętą minę, skrzyżował ręce na piersi i odwrócił się do mnie plecami.
- Przepraszam, ale nie jesteś w moim typie. Po prostu mam w domu Michael’a i Max’a, którzy skaczą sobie do gardeł i cały czas ze sobą konkurują, a twój kumpel powiedział że nie zabierze Mike’a z mojego mieszkania.
- Dobra nie umiem się gniewać. – powiedział z powrotem odwracając się do mnie przodem. – Posłuchaj, z chęcią bym ci pomógł, ale nie mogę. Dasz sobie radę. Tak w ogóle to kim jest Max?
- To mój brat.
- Na jak długo przyjechał?
- Do weekendu.
- Szybko minie.
- Taaa…
Reszta mojej zmiany przeleciała dość szybko. Wraz z Calum’em naśmiewaliśmy się z klientów gdy jeszcze byli, a następnie z siebie kiedy próbowaliśmy sprzątnąć kawiarnię. Po doprowadzeniu wszystkiego do porządku i zamknięciu lokalu, brunet odwiózł mnie do domu, gdyż dziś jadąc do pracy postanowiłam skorzystać z metra.
Zaraz po wejściu do domu zastałam chłopców grający w fifę. Oczywiście nie szczędzili od ubliżania sobie. Nie musiałam się pytać by wiedzieć że nie zaprzestali walczyć o dominację w moim mieszkaniu.
*
- Halo. – powiedziałam zaspana przykładając telefon do ucha.
- Nie mów, że znów cię obudziłem.
- Nie możesz dzwonić o normalnej porze?
- A co jest nienormalnego w godzinie jedenastej?
- Jest środek tygodnia, a ty dzwonisz o jedenastej w nocy i zakłócasz mój kochany sen. Naucz się dzwonić o godzinach w których normalnie funkcjonuję.
- Zastanowię się.
- Lepiej przejdźmy do rzeczy i powiedz mi po co dzwonisz.
- Jak ci minął dzień?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam was za tak krótki rozdział, ale jak już wiecie jestem na wyjeździe i mam mało czasu na pisanie, a na dodatek mam problem z internetem. Pisałam ten rozdział teraz na szybko, gdyż blogger od kilku dni nie chciał mi działać i dopiero dziś postanowił być posłuszny. Nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział. Mam w planach napisać go i opublikować w najbliższych dniach, ale wszystko zależy od mojego dostępu do internetu. Mogę wam jednak obiecać że kolejny rozdział będzie dłuższy i ciekawszy. Jeśli coś się zmieni poinformuję was na moim tt: alex98turner. ♥U all!
PS.Dziękuję tym którzy komentują. Do tych którzy tego nie robią... KOMENTUJCIE.
piątek, 18 lipca 2014
ROZDZIAŁ 8
Gdy weszłam do domu po prostu mnie zatkało. Stałam w otwartych drzwiach, z otwartą buzią i oczami wielkości piłeczek pink pong'owych. Torebka zjechała z mojego ramienia upadając na podłogę. Chwilę później moim oczom ukazał się Mike.
- Wcześnie wróciłaś. - uśmiechnął się.
Wciągnął mnie do mieszkania, zamknął drzwi oraz podniósł moją torebkę i położył ją na szafce.
- Wow.
- Coś nie tak?
- Odkąd tu mieszkam, nie było tak czysto.
- Nie przesadzaj, standardowe porządki. W kuchni masz obiad.
- Masz brata bliźniaka?
- Nie, a powinienem?
- Jeszcze dziś rano w domu miałam nieogarniętego głodomora, a teraz mam lokaja.
- Nie przyzwyczajaj się. - zaśmiał się, zachęcając gestem ręki żebym usiadła przy stole i podsuwając mi talerz ze spaghetti. - Po prostu mi się nudziło.
- Sprzątasz jak ci się nudzi?
- Czasami. - wzruszył ramionami. - A teraz jedz bo ci wystygnie. Smacznego.
- A ty nie jesz? - zapytałam nawijając na widelec makaron.
- Przed chwilą zjadłem.
Nie ciągnęłam dalej tej rozmowy, zamiast tego zaczęłam się zajadać potrawą przygotowaną przez bruneta, która była po prostu świetna. Po obiedzie postanowiliśmy zagrać w fifę. Bez problemu wygrałam parę meczy z Michael'em, przez co później musiałam go długo przepraszać. Wieczorem obejrzeliśmy mecz piłki nożnej w którym grała Holandia z Niemcami. Oczywiście jak zawsze drużyna której kibicowałam przegrała, więc wygrali Niemcy. Tak właśnie minęło popołudnie z Mike'iem.
*
Obudził mnie dzwonek telefonu. Głośna rock'owa muzyka roznosiła się po całym pokoju. Chwyciłam komórkę w ręce i spojrzałam na ekran. Była 11 w nocy. Nikt nie był tak głupi, żeby dzwonić do mnie o tej godzinie w środku tygodnia, jak sam nieznajomy. Odebrałam połączenie i przystawiłam urządzenie do ucha.
- Halo. - odezwałam się pół przytomnym głosem.
- Cześć, dzwonię żeby zapytać jak ci minął dzień. - usłyszałam rozbudzony męski głos.
- Jesteś idiotą, czy tylko udajesz?
- O co ci chodzi?
- Mówiłeś że założyłeś w moim mieszkaniu kamery, więc nie widzisz że śpię. - powiedziałam kładąc się na plecach i czując jak resztki niedawnego snu odchodzą. - Przerwałeś mi właśnie bardzo fajny sen.
- Oj, a to pech. - zaśmiał się.
- Czego chcesz?
- Porozmawiać. Więc odpowiesz na moje pytanie?
- Jakie?
- Jak. Minął. Ci. Dzień. - powiedział wolno, jakby mówił do jakiegoś kretyna.
- Dobrze, a tobie?
- Całkiem nieźle. Jakie plany na jutro?
- Obijać się na kanapie z Michael'em i iść do pracy. A co ty planujesz?
- Pilnować cię.
- Nie wystarczy że pilnują mnie twoi przyjaciele?
- Lubię mieć wszystko pod kontrolą.
- Zauważyłam. Niezwykle porywająca ta rozmowa, ale czy możemy ją przełożyć na jutro? Strasznie chce mi się spać. - ostatnie zdanie powiedziałam ziewając, na co odpowiedział mi śmiech chłopaka.
- Dobranoc, Alex.
- Dobranoc.
*
Dziś pomimo tego że mogłam się wyspać, wstałam dość wcześnie. Wczoraj Monick poprosiła mnie, czy mogłybyśmy się zamienić naszymi godzinami pracy bo umówiła się z kimś na południe. Zgodziłam się bez przeszkód. Teraz, po porannej toalecie i zrobieniu śniadanka, siedziałam w kuchni i piłam kawę. Nie chciałam budzić Mike'a. Należy mu się solidy wypoczynek po tym jak go wczoraj obudziłam i po tym jak wysprzątał całe mieszkanie na błysk. Rozmyślałam o ostatnich wydarzeniach, gdy usłyszałam dźwięk przekręcania klucza w drzwiach. Pewnie jeden z kolegów nieznajomego postanowił wpaść, więc po prostu nadal siedziałam i patrzyłam przez okno.
- No wiesz. - usłyszałam za sobą męski głos. - Nie widziałaś mnie tak dawno i nawet się nie przywitasz?
Wstałam i odwróciłam się gwałtownie w stronę wysokiego blondyna. Był dokładnie taki jakim go zapamiętałam. Krótko ścięte włosy, muskularny i jak zawsze uśmiechnięty. Rzuciłam się mu na szyję i mocno przytuliłam. Poczułam jak odrywam się od ziemi i wraz z chłopakiem zaczynam kręcić się w kółko. Wymsknęło mi się piśnięcie, a zaraz potem zaczęłam się śmiać.
- Tęskniłam. - powiedziałam stając na ziemi przez blondynem.
- Nie tak bardzo jak ja.
- Co tu się dzieje. - do moich uszu dobiegł zaspany głos bruneta. Jak zawsze z rana miał na sobie tylko bokserki. Chłopcy zmierzyli się wrogimi spojrzeniami i to dało mi do zrozumienia że czas się odezwać.
- Max to jest Michael, mój współlokator. Michael to jest mój brat, Max. - przedstawiłam ich sobie, na co podali sobie dłonie nadal mierząc się złowrogim spojrzeniem. - To ja może zrobię śniadanie. - szybko dodałam i zabrałam się do pracy.
- Nie mówiłaś że masz współlokatora. - odezwał się Max, dość oschłym tonem siadając przy stole.
- Nie mówiłaś że masz brata. - dodał Mike, siadając na wprost blondyna.
- Bo nie pytaliście. - prychnęłam i postawiłam przed nimi miski z płatkami. - Wszystko w porządku? - zapytałam patrząc to na jednego, to na drugiego.
- W najlepszym. - odpowiedział brunet.
- Jeśli robicie zawody na to kto dłużej wytrzyma bez mrugania, to już lepiej jeśli zagracie w kamień, papier, nożyce.
- Wygrałbym.
- Chyba kpisz.
- A właśnie że nie!
- No to gramy!
- Niech mój telefon zadzwoni. - szepnęłam sama do siebie wychodząc z kuchni, w której chłopacy zaczęli grać w tą dziecinadę. Tak jak chciałam tak też się stało. Już po chwili usłyszałam dobrze znaną mi melodię. Wyjęłam komórkę z kieszenie. Na ekranie widniał upragniony, w tej chwili, prze ze mnie napisz.
- Możesz zabrać Michael'a? Lepiej żeby nie przebywał w tym samym mieszkaniu z moim barem.
- Nie martw się. Mike nie tknął by muchy. - zaśmiał się.
- Czy ty właśnie porównałeś mojego brata do muchy?
- Do usłyszenia.
- Poczekaj!
- Nie usunę Mike'a z twojego mieszkania.
- Okej, zrozumiałam. Ale skoro już rozmawiamy, to może dokończymy naszą nocną pogawędkę.
- 11 wieczorem, to dla ciebie jest noc?
- W tygodniu tak, w weekendy nie.
- Zapamiętam sobie. Niestety nie możemy teraz jej dokończyć.
- Czemu?
- Mam parę pilnych spraw, które nie mogą czekać.
- Jakich?
- Nie musisz wiedzieć. - odpowiedział oschle na co się wzdrygnęłam. - Miłego dnia. - dodał już łagodniej i nie czekając na moją odpowiedź rozłączył się.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam za wszelkiego rodzaju błędy, ale ten post był pisany wczoraj przed pierwszą w nocy i dziś go kończyłam w pół godziny, ponieważ obiecałam że dodał przed sobotą, a ja obietnic dotrzymuję. Mam nadzieję że wam się spodoba. Nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział. Postaram się jak najszybciej, ale nic nie obiecuję bo już jutro wyjeżdżam i nie wiem jak będzie z moim czasem wolnym. Dla mnie wakacje dopiero się zaczynają, dlatego dopiero teraz życzę wam udanych wakacji ;)♥U all!
PS. Proszę KOMENTUJCIE!
- Wcześnie wróciłaś. - uśmiechnął się.
Wciągnął mnie do mieszkania, zamknął drzwi oraz podniósł moją torebkę i położył ją na szafce.
- Wow.
- Coś nie tak?
- Odkąd tu mieszkam, nie było tak czysto.
- Nie przesadzaj, standardowe porządki. W kuchni masz obiad.
- Masz brata bliźniaka?
- Nie, a powinienem?
- Jeszcze dziś rano w domu miałam nieogarniętego głodomora, a teraz mam lokaja.
- Nie przyzwyczajaj się. - zaśmiał się, zachęcając gestem ręki żebym usiadła przy stole i podsuwając mi talerz ze spaghetti. - Po prostu mi się nudziło.
- Sprzątasz jak ci się nudzi?
- Czasami. - wzruszył ramionami. - A teraz jedz bo ci wystygnie. Smacznego.
- A ty nie jesz? - zapytałam nawijając na widelec makaron.
- Przed chwilą zjadłem.
Nie ciągnęłam dalej tej rozmowy, zamiast tego zaczęłam się zajadać potrawą przygotowaną przez bruneta, która była po prostu świetna. Po obiedzie postanowiliśmy zagrać w fifę. Bez problemu wygrałam parę meczy z Michael'em, przez co później musiałam go długo przepraszać. Wieczorem obejrzeliśmy mecz piłki nożnej w którym grała Holandia z Niemcami. Oczywiście jak zawsze drużyna której kibicowałam przegrała, więc wygrali Niemcy. Tak właśnie minęło popołudnie z Mike'iem.
*
Obudził mnie dzwonek telefonu. Głośna rock'owa muzyka roznosiła się po całym pokoju. Chwyciłam komórkę w ręce i spojrzałam na ekran. Była 11 w nocy. Nikt nie był tak głupi, żeby dzwonić do mnie o tej godzinie w środku tygodnia, jak sam nieznajomy. Odebrałam połączenie i przystawiłam urządzenie do ucha.
- Halo. - odezwałam się pół przytomnym głosem.
- Cześć, dzwonię żeby zapytać jak ci minął dzień. - usłyszałam rozbudzony męski głos.
- Jesteś idiotą, czy tylko udajesz?
- O co ci chodzi?
- Mówiłeś że założyłeś w moim mieszkaniu kamery, więc nie widzisz że śpię. - powiedziałam kładąc się na plecach i czując jak resztki niedawnego snu odchodzą. - Przerwałeś mi właśnie bardzo fajny sen.
- Oj, a to pech. - zaśmiał się.
- Czego chcesz?
- Porozmawiać. Więc odpowiesz na moje pytanie?
- Jakie?
- Jak. Minął. Ci. Dzień. - powiedział wolno, jakby mówił do jakiegoś kretyna.
- Dobrze, a tobie?
- Całkiem nieźle. Jakie plany na jutro?
- Obijać się na kanapie z Michael'em i iść do pracy. A co ty planujesz?
- Pilnować cię.
- Nie wystarczy że pilnują mnie twoi przyjaciele?
- Lubię mieć wszystko pod kontrolą.
- Zauważyłam. Niezwykle porywająca ta rozmowa, ale czy możemy ją przełożyć na jutro? Strasznie chce mi się spać. - ostatnie zdanie powiedziałam ziewając, na co odpowiedział mi śmiech chłopaka.
- Dobranoc, Alex.
- Dobranoc.
*
Dziś pomimo tego że mogłam się wyspać, wstałam dość wcześnie. Wczoraj Monick poprosiła mnie, czy mogłybyśmy się zamienić naszymi godzinami pracy bo umówiła się z kimś na południe. Zgodziłam się bez przeszkód. Teraz, po porannej toalecie i zrobieniu śniadanka, siedziałam w kuchni i piłam kawę. Nie chciałam budzić Mike'a. Należy mu się solidy wypoczynek po tym jak go wczoraj obudziłam i po tym jak wysprzątał całe mieszkanie na błysk. Rozmyślałam o ostatnich wydarzeniach, gdy usłyszałam dźwięk przekręcania klucza w drzwiach. Pewnie jeden z kolegów nieznajomego postanowił wpaść, więc po prostu nadal siedziałam i patrzyłam przez okno.
- No wiesz. - usłyszałam za sobą męski głos. - Nie widziałaś mnie tak dawno i nawet się nie przywitasz?
Wstałam i odwróciłam się gwałtownie w stronę wysokiego blondyna. Był dokładnie taki jakim go zapamiętałam. Krótko ścięte włosy, muskularny i jak zawsze uśmiechnięty. Rzuciłam się mu na szyję i mocno przytuliłam. Poczułam jak odrywam się od ziemi i wraz z chłopakiem zaczynam kręcić się w kółko. Wymsknęło mi się piśnięcie, a zaraz potem zaczęłam się śmiać.
- Tęskniłam. - powiedziałam stając na ziemi przez blondynem.
- Nie tak bardzo jak ja.
- Co tu się dzieje. - do moich uszu dobiegł zaspany głos bruneta. Jak zawsze z rana miał na sobie tylko bokserki. Chłopcy zmierzyli się wrogimi spojrzeniami i to dało mi do zrozumienia że czas się odezwać.
- Max to jest Michael, mój współlokator. Michael to jest mój brat, Max. - przedstawiłam ich sobie, na co podali sobie dłonie nadal mierząc się złowrogim spojrzeniem. - To ja może zrobię śniadanie. - szybko dodałam i zabrałam się do pracy.
- Nie mówiłaś że masz współlokatora. - odezwał się Max, dość oschłym tonem siadając przy stole.
- Nie mówiłaś że masz brata. - dodał Mike, siadając na wprost blondyna.
- Bo nie pytaliście. - prychnęłam i postawiłam przed nimi miski z płatkami. - Wszystko w porządku? - zapytałam patrząc to na jednego, to na drugiego.
- W najlepszym. - odpowiedział brunet.
- Jeśli robicie zawody na to kto dłużej wytrzyma bez mrugania, to już lepiej jeśli zagracie w kamień, papier, nożyce.
- Wygrałbym.
- Chyba kpisz.
- A właśnie że nie!
- No to gramy!
- Niech mój telefon zadzwoni. - szepnęłam sama do siebie wychodząc z kuchni, w której chłopacy zaczęli grać w tą dziecinadę. Tak jak chciałam tak też się stało. Już po chwili usłyszałam dobrze znaną mi melodię. Wyjęłam komórkę z kieszenie. Na ekranie widniał upragniony, w tej chwili, prze ze mnie napisz.
- Możesz zabrać Michael'a? Lepiej żeby nie przebywał w tym samym mieszkaniu z moim barem.
- Nie martw się. Mike nie tknął by muchy. - zaśmiał się.
- Czy ty właśnie porównałeś mojego brata do muchy?
- Do usłyszenia.
- Poczekaj!
- Nie usunę Mike'a z twojego mieszkania.
- Okej, zrozumiałam. Ale skoro już rozmawiamy, to może dokończymy naszą nocną pogawędkę.
- 11 wieczorem, to dla ciebie jest noc?
- W tygodniu tak, w weekendy nie.
- Zapamiętam sobie. Niestety nie możemy teraz jej dokończyć.
- Czemu?
- Mam parę pilnych spraw, które nie mogą czekać.
- Jakich?
- Nie musisz wiedzieć. - odpowiedział oschle na co się wzdrygnęłam. - Miłego dnia. - dodał już łagodniej i nie czekając na moją odpowiedź rozłączył się.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam za wszelkiego rodzaju błędy, ale ten post był pisany wczoraj przed pierwszą w nocy i dziś go kończyłam w pół godziny, ponieważ obiecałam że dodał przed sobotą, a ja obietnic dotrzymuję. Mam nadzieję że wam się spodoba. Nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział. Postaram się jak najszybciej, ale nic nie obiecuję bo już jutro wyjeżdżam i nie wiem jak będzie z moim czasem wolnym. Dla mnie wakacje dopiero się zaczynają, dlatego dopiero teraz życzę wam udanych wakacji ;)♥U all!
PS. Proszę KOMENTUJCIE!
środa, 16 lipca 2014
ROZDZIAŁ 7
PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!!!
Siedziałam za ladą przeglądając gazetę i korzystając z tego że jest mały ruch. Przewracałam właśnie kolejną stronę, gdy rozbrzmiał dzwonek obwieszczający klienta. Do środka wszedł wysoki brunet, ubrany cały na czarno i od razu skierował się w moją stronę, za co byłam mu ogromnie wdzięczna. Zajął miejsce na wprost mnie i uśmiechnął się pogodnie.
- Co podać? - zapytałam odwzajemniając uśmiech i chowając gazetę.
- Kawę i szarlotkę.
Szybko uporałam się z jego zamówieniem, które już po chwili stało przed nim.
- Coś mały ruch tu macie. - zagadnął, zaczynając jeść ciastko.
- Czasem jest mniejszy, czasem większy, to zależy.
- Od czego?
- Od tego ile ludzi przyjdzie. - wywróciłam oczami nie przestając się do niego uśmiechać. - Co ciebie tu sprowadza?
- Śliczna kelnerka.
- A tak na poważnie? Nie często bywają tu młodzi ludzie.
- Mam dość skomplikowaną pracę do wykonania. - spojrzał na mnie, odsuwając od siebie już pusty talerz. - Słyszałem że poznałaś się już na głupocie Mike'a.
- Masz mnie pilnować, prawda. - westchnęłam siadając na swoim poprzednim miejscu.
- Taaa...
- Nie wystarczy wam to że Mike mnie pilnuje?
- On nie sprawdza się w terenie.
- No pewnie, lepiej żeby wyjadał mi wszystko z lodówki. - powiedziałam sarkastycznie wywracając przy tym oczami, na co chłopak się zaśmiał.
- Przywykniesz. Tak wo gulę to jestem Calum.
- Zgaduję że moje imię pewnie znasz.
- Nie trudno nie znać.
- Ile was jest?
- Ja, Mike i Luke.
- I nieznajomy. - dodałam.
- Co?
- Wasz przyjaciel... - mówiąc to nakreśliłam cudzysłów w powietrzu. - ...nadal się nie przedstawił.
- Nie martw się kiedyś to zrobi.
- Nie będziesz musiał płacić jeśli zdradzisz mi jego imię.
- Nie przekupisz mnie. - pokazał mi język.
- W takim razie 30 dolarów.
- Ile?!
- Należy mi się chyba jakiś napiwek. - zakpiłam z niego.
- 10.
- 30.
- 15.
- 35.
- 20.
- 40.
- Dobra masz. - powiedział wyjmując z portfela 40 dolarów. - Wredna jesteś wiesz?
- Ja? Wcale że nie.
- A teraz przyznaj się ile tobie z tego wpadło?
- 34 dolary. - uśmiechnęłam się i zaczęłam kierować się na zaplecze, gdyż moja zmiana dobiegała końca.
- Kiedyś też cię tak okantuje. - usłyszałam za sobą.
- Wątpię. - zaśmiałam się i weszłam za zaplecze.
Szybko przebrałam się w moje codzienne ciuchy, zarzuciłam na ramie torebkę i wyszłam.
- To gdzie teraz? - usłyszałam za sobą głos Calum'a, który już po chwili szedł obok mnie.
- Ja wracam do domu, a ty nie wiem.
- Odwiozę cię.
- Dzięki, ale mam swoje auto.
- Jak chcesz. - wzruszył ramionami. - Ale na twoim miejscu zrobiłbym jeszcze zakupy, bo Michael potrafi naprawdę dożo zjeść.
- On je, on robi zakupy. Solidarność musi być. Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się do niego wsiadając do auta.
- Do jutra. - pomachał mi również się uśmiechając i odszedł do pobliskiego czarnego range rovera.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem, wiem. Rozdział dość nudnawy, ale musimy przez niego przejść, żeby dowiedzieć się co będzie dalej. Jeśli was to pocieszy to kolejny rozdział już się pisze (obiecuję że będzie ciekawszy) i postaram się go dodać jeszcze przed sobotą. Niestety w sobotę wyjeżdżam i pomimo tego że będę miała dostęp do internetu nie wiem czy znajdę czas na pisanie, ale się postaram choćbym miała pisać po jednym zdaniu dziennie i sklejać to w całość. Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Pisałam to wczoraj na tt, ale napiszę to też tutaj.
Wiem że słabo widać liczby w czerwonej "ramce" i dla tych co nie dowidzą to jest 52 wyświetleń i 7 komentarzy łącznie. Codziennie na blogu jest podobna liczba wyświetleń, a ten spadek był jednorazowy. Jak to w każdym poście i tutaj proszę was KOMENTUJCIE!!! Dziękuję tym którzy komentują. To dla mnie dużo znaczy i daje mi motywację. Jednak jest was bardzo dużo i w porównaniu do tego jest bardzo mało komentarzy. Pewnie większość z was myśli sobie "Ja nie skomentuję, zrobi to ktoś inny", ale tak nie jest. Dlatego bardzo, bardzo, bardzo proszę komentujcie!
Jeśli chcecie się z mną skontaktować to możecie znaleźć mnie na tt: alex98turner. Wchodzę na niego codziennie i uwielbiam pisać z innymi dlatego nie będziecie musieli się martwić o to że wam nie odpiszę ;)
Teraz czas na najważniejsze! PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ!!! Dziękuję wszystkim, którzy się do togo przyczynili. Jesteście niesamowici i mam ochotę was wszystkich mocno uściskać. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Mega się ciesze. Dziękuję, dziękuję, dziękuję.
To na tyle. Pewnie coś jeszcze miałam napisać, ale zapomniałam :/♥U all!
Siedziałam za ladą przeglądając gazetę i korzystając z tego że jest mały ruch. Przewracałam właśnie kolejną stronę, gdy rozbrzmiał dzwonek obwieszczający klienta. Do środka wszedł wysoki brunet, ubrany cały na czarno i od razu skierował się w moją stronę, za co byłam mu ogromnie wdzięczna. Zajął miejsce na wprost mnie i uśmiechnął się pogodnie.
- Co podać? - zapytałam odwzajemniając uśmiech i chowając gazetę.
- Kawę i szarlotkę.
Szybko uporałam się z jego zamówieniem, które już po chwili stało przed nim.
- Coś mały ruch tu macie. - zagadnął, zaczynając jeść ciastko.
- Czasem jest mniejszy, czasem większy, to zależy.
- Od czego?
- Od tego ile ludzi przyjdzie. - wywróciłam oczami nie przestając się do niego uśmiechać. - Co ciebie tu sprowadza?
- Śliczna kelnerka.
- A tak na poważnie? Nie często bywają tu młodzi ludzie.
- Mam dość skomplikowaną pracę do wykonania. - spojrzał na mnie, odsuwając od siebie już pusty talerz. - Słyszałem że poznałaś się już na głupocie Mike'a.
- Masz mnie pilnować, prawda. - westchnęłam siadając na swoim poprzednim miejscu.
- Taaa...
- Nie wystarczy wam to że Mike mnie pilnuje?
- On nie sprawdza się w terenie.
- No pewnie, lepiej żeby wyjadał mi wszystko z lodówki. - powiedziałam sarkastycznie wywracając przy tym oczami, na co chłopak się zaśmiał.
- Przywykniesz. Tak wo gulę to jestem Calum.
- Zgaduję że moje imię pewnie znasz.
- Nie trudno nie znać.
- Ile was jest?
- Ja, Mike i Luke.
- I nieznajomy. - dodałam.
- Co?
- Wasz przyjaciel... - mówiąc to nakreśliłam cudzysłów w powietrzu. - ...nadal się nie przedstawił.
- Nie martw się kiedyś to zrobi.
- Nie będziesz musiał płacić jeśli zdradzisz mi jego imię.
- Nie przekupisz mnie. - pokazał mi język.
- W takim razie 30 dolarów.
- Ile?!
- Należy mi się chyba jakiś napiwek. - zakpiłam z niego.
- 10.
- 30.
- 15.
- 35.
- 20.
- 40.
- Dobra masz. - powiedział wyjmując z portfela 40 dolarów. - Wredna jesteś wiesz?
- Ja? Wcale że nie.
- A teraz przyznaj się ile tobie z tego wpadło?
- 34 dolary. - uśmiechnęłam się i zaczęłam kierować się na zaplecze, gdyż moja zmiana dobiegała końca.
- Kiedyś też cię tak okantuje. - usłyszałam za sobą.
- Wątpię. - zaśmiałam się i weszłam za zaplecze.
Szybko przebrałam się w moje codzienne ciuchy, zarzuciłam na ramie torebkę i wyszłam.
- To gdzie teraz? - usłyszałam za sobą głos Calum'a, który już po chwili szedł obok mnie.
- Ja wracam do domu, a ty nie wiem.
- Odwiozę cię.
- Dzięki, ale mam swoje auto.
- Jak chcesz. - wzruszył ramionami. - Ale na twoim miejscu zrobiłbym jeszcze zakupy, bo Michael potrafi naprawdę dożo zjeść.
- On je, on robi zakupy. Solidarność musi być. Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się do niego wsiadając do auta.
- Do jutra. - pomachał mi również się uśmiechając i odszedł do pobliskiego czarnego range rovera.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem, wiem. Rozdział dość nudnawy, ale musimy przez niego przejść, żeby dowiedzieć się co będzie dalej. Jeśli was to pocieszy to kolejny rozdział już się pisze (obiecuję że będzie ciekawszy) i postaram się go dodać jeszcze przed sobotą. Niestety w sobotę wyjeżdżam i pomimo tego że będę miała dostęp do internetu nie wiem czy znajdę czas na pisanie, ale się postaram choćbym miała pisać po jednym zdaniu dziennie i sklejać to w całość. Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Pisałam to wczoraj na tt, ale napiszę to też tutaj.
Wiem że słabo widać liczby w czerwonej "ramce" i dla tych co nie dowidzą to jest 52 wyświetleń i 7 komentarzy łącznie. Codziennie na blogu jest podobna liczba wyświetleń, a ten spadek był jednorazowy. Jak to w każdym poście i tutaj proszę was KOMENTUJCIE!!! Dziękuję tym którzy komentują. To dla mnie dużo znaczy i daje mi motywację. Jednak jest was bardzo dużo i w porównaniu do tego jest bardzo mało komentarzy. Pewnie większość z was myśli sobie "Ja nie skomentuję, zrobi to ktoś inny", ale tak nie jest. Dlatego bardzo, bardzo, bardzo proszę komentujcie!
Jeśli chcecie się z mną skontaktować to możecie znaleźć mnie na tt: alex98turner. Wchodzę na niego codziennie i uwielbiam pisać z innymi dlatego nie będziecie musieli się martwić o to że wam nie odpiszę ;)
Teraz czas na najważniejsze! PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ!!! Dziękuję wszystkim, którzy się do togo przyczynili. Jesteście niesamowici i mam ochotę was wszystkich mocno uściskać. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Mega się ciesze. Dziękuję, dziękuję, dziękuję.
To na tyle. Pewnie coś jeszcze miałam napisać, ale zapomniałam :/♥U all!
wtorek, 8 lipca 2014
ROZDZIAŁ 6
- Śniadanko! - usłyszałam nad sobą przesłodzony głos mojego współlokatora.
Odpowiedziałam mu jękiem sprzeciwu, po czym odwróciłam się na drugi bok naciągając na siebie kołdrę. Ból rozrywał mi głowę, ale na szczęście wszystko z wczoraj pamiętałam.
- Pobudka śpiochu. - przesłodzony, a za razem wkurzający głos znów rozniósł się po mojej głowie powodując jeszcze większy ból.
- Odejdź zły człowieku. - jęknęłam na oślep próbując go uderzyć na co on odpowiedział głośnym śmiechem.
- Mam się tobą opiekować, a widzę że nie jesteś w najlepszym stanie, więc nie odejdę.
- Możesz mówić ciszej? - podniosłam się na łokciach i spojrzałam na mojego rozmówcę. - Poza tym myślałam że masz po prostu u mnie mieszkać i pilnować żebym miała włączony telefon.
- To też. - uśmiechnął się wyciągając do mnie rękę z jakąś tabletką.
- Co to jest? - zapytałam podejrzliwie, a w mojej głowie już miałam ułożony czarny scenariusz.
- Spokojnie, to tylko tabletka przeciw bólowa, pomaga na kaca. -wzięłam od niego małą białą tabletkę.
- A mogłabym... - nie dokończyłam bo chłopak podał mi sok pomarańczowy jakby czytał w moich myślach.
Zabrałam go z jego rąk po czym połknęłam tabletkę i popiłam sokiem.
- No to teraz czas na śniadanko.
Położył na moich kolanach tacę z jedzeniem. Był na niej omlet posmarowany dżemem, a na tym namalowana bitą śmietaną uśmiechnięta buźka, obok stały trzy miseczki w jednej był pokrojony w plasterki banan, w drugiej kawałki arbuza, a w trzeciej kiwi, w szklance natomiast znajdował się sok pomarańczowy. Popatrzyłam na chłopaka ja na jakiegoś idiotę.
- Żartujesz?
- Wiedziałem że to będzie dla ciebie za mało poczekaj zrobię ci jeszcze płatki! - krzyknął będąc już w kuchni, a ja w ekspresowym tempie zdjęłam z kolan tacę i pobiegłam do niego.
- Przez ciebie będę gruba. - powiedziałam wyrywając mu z rąk płatki. - Dziękuję za śniadanie, a teraz chodź, pomożesz mi to zjeść. - chwyciłam go za rękaw flanelowej koszuli i pociągnęłam z powrotem do sypialni.
- Masz zjeść to wszystko. Popatrz na siebie, sama skóra i kości. - jak to usłyszałam, podciągnęłam koszulkę którą miałam na sobie i popatrzyłam na swój brzuch.
- Wcale że nie.
- A właśnie że tak. - opowiedział przedrzeźniając mój ton mówienia.
- Nie.
- Tak.
- Nie. - tupnęłam nogą jak mała dziewczynka. Chłopak chciał już coś odpowiedzieć, ale w tym samym momencie zadzwonił mój telefon. Podeszłam do biurka i spojrzałam na wyświetlacz komórki. Chwyciłam ją w dłonie i odebrałam połączenia.
- Nie widzisz że odbywamy teraz ważną dyskusję? - zapytałam nieznajomego. - Nie przeszkadzaj!
- Zostały pani trzy dni do zapłaty rachunku. - usłyszałam kobiecy głos.
- Słucham? - zapytałam zszokowana, bo byłam pewna że dzwoni kumpel Michael'a.
- Dzwonię z sieci komórkowej żeby pani przypomnieć o zapłacie rachunku za telefon.
- Dziękuję. I przepraszam za to że na panią nakrzyczałam. Do widzenia. - nawet nie zdążyłam się rozłączyć, gdy wraz z Michael'em wybuchliśmy śmiechem. Chłopak dosłownie tarzał się po podłodze, a mnie jedyne co powstrzymywało od upadku ze śmiechu, to biurko o które się podpierałam. Po raz kolejny przerwał nam mój telefon. Tym razem nie patrząc na to kto dzwoni, odebrałam połączenie.
- Gratuluję. - usłyszałam dobrze znany mi męski głos z którego mogłam wywnioskować że nieznajomy również się śmieje.
- Byłam pewna że to ty dzwonisz.
- Operator twojej sieci mnie wyprzedził.
- Ty biedaku. - zakpiłam.
- Skoro już się pośmialiśmy, to bież się za jedzenie.
- Taki miałam zamiar.
- Słuchaj Michael'a i zjedz wszystko.
- Że co?! Nie ma mowy.
- Smacznego.
I tyle było z naszej rozmowy. Super. Spojrzałam na tacę z jedzeniem, a następnie przeniosłam mój błagalny wzrok na chłopaka, który nadal znajdował się na podłodze.
- Niech ci będzie. - powiedział z rezygnacją w głosie. - Pół na pół.
- Okej. - uśmiechnęłam się do niego promiennie i zaczęłam dzielić jedzenie.
Ku mojemu zdziwieniu chłopak okazał się być świetnym kucharzem, jak i złodziejem i łakomczuchem. W kilka sekund pochłonął całą swoją porcję, a następnie wykorzystywał momenty kiedy nie patrzałam i podbierał jedzenie z mojego talerza.
Niedziela upłynęła nam na okupowaniu kanapy, oglądaniu telewizji i jedzeniu. Nie musiałam długo czekać żeby się dowiedzieć jak wielkim głodomorem był mój współlokator, dlatego też na jego liście zrobionych rzeczy w niedziele znalazły się też zakupy.
W poniedziałek obudził mnie budzik. Jak to zawsze co rano wyłączyłam go z głośnym jękiem sprzeciwu, szybko uporałam się z poranną toaletą, naciągnęłam na siebie wygodne ciuchy i ruszyłam do wyjścia. Po drodze zgarnęłam z szafki w kuchni jabłko i po cichu skierowałam się do drzwi. Michael jeszcze spał, a ja nie chciałam go budzić. Nie sądziłam jednak że spotka mnie taka niespodzianka. Chwyciłam za klamkę drzwi i pociągnęłam ją w dół. Zaraz po tej czynności po domu rozniósł się głośny alarm, a na mnie spadła siatka. Kipiąc z wściekłości odwróciłam się i ujrzałam bruneta z wymalowaną na twarzy skruchą. Mogłabym bez problemu podziwiać jego cudnie wyrzeźbioną klatkę piersiową bo stał przede mną w samych bokserkach, gdyby nie to że byłam wkurzona na maksa i ostatkami sił powstrzymywałam się przed rzuceniem się na niego z pięściami.
- Co to? - zapytałam jakby nigdy nic ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
- Założyłem tą pułapkę jakby ktoś chciał się włamać i zrobić ci krzywdę.
- Od środka! - wrzasnęłam. - Włamywacz wchodziłby z zewnątrz bo po cholerę pułapka jest wewnątrz mieszkania!
- Nie pomyślałem.
Brunet zaczął ze mnie zdejmować siatkę, a ja z zamkniętymi oczami odliczałam do 10 żeby się uspokoić.
- Gdzie idziesz? - zapytał kończąc swoją pracę.
- W przeciwieństwie do ciebie, ja muszę pracować.
- Masz okres czy jak? Jesteś dziś strasznie wredna.
- Starałam się ciebie nie obudzić, wszystko wykonywałam jak najciszej, a w podzięce utknęłam w siatce i obudziłam cały blok. Następnym razem uprzedzaj mnie jak będziesz chciał zrobić jakąś pułapkę. - powiedziałam już spokojnie.
- Okej. W takim razie miłej pracy. - uśmiechnął się i otworzył mi drzwi. - Przy okazji ja też muszę pracować.
- Jeśli pilnowanie kogoś i mieszkanie z nim to jest praca, to ja też tak chcę. - pokazałam mu język i przeszłam przez próg. - I do twojej wiadomości, nie, nie mam okresu.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie wiem jak to się stało, ale jeszcze trochę, a będzie tutaj 1000 wyświetleń! Wiem że to wasza zasługa za co bardzo wam wszystkim dziękuję. Na tego bloga dziennie wchodzi minimum 20 osób, a to i tak bardzo dużo. Jeszcze niedawno tyle wejść było na moim drugim blogu, a teraz liczba wyświetleń się wymieniła dlatego jeśli lubicie 1D to zapraszam na ---> http://1dyouandi.blogspot.com/ , ale nie zapominajcie wchodzić, czytać, polecać jak i KOMENTOWAĆ na tym blogu. Co do komentowania. Jak już wcześniej wspomniałam wchodzi was tutaj wiele (według mnie), a komentarzy jak do tej pory jest tylko 4. Więc bardzo, bardzo, bardzo was proszę KOMENTUJCIE! To nie zajmuje dużo czasu, a mi sprawia wiele radości. Co do kolejnego rozdziału to nie wiem kiedy się pojawi, ale mam nadzieję że już niedługo ;)♥U!
Odpowiedziałam mu jękiem sprzeciwu, po czym odwróciłam się na drugi bok naciągając na siebie kołdrę. Ból rozrywał mi głowę, ale na szczęście wszystko z wczoraj pamiętałam.
- Pobudka śpiochu. - przesłodzony, a za razem wkurzający głos znów rozniósł się po mojej głowie powodując jeszcze większy ból.
- Odejdź zły człowieku. - jęknęłam na oślep próbując go uderzyć na co on odpowiedział głośnym śmiechem.
- Mam się tobą opiekować, a widzę że nie jesteś w najlepszym stanie, więc nie odejdę.
- Możesz mówić ciszej? - podniosłam się na łokciach i spojrzałam na mojego rozmówcę. - Poza tym myślałam że masz po prostu u mnie mieszkać i pilnować żebym miała włączony telefon.
- To też. - uśmiechnął się wyciągając do mnie rękę z jakąś tabletką.
- Co to jest? - zapytałam podejrzliwie, a w mojej głowie już miałam ułożony czarny scenariusz.
- Spokojnie, to tylko tabletka przeciw bólowa, pomaga na kaca. -wzięłam od niego małą białą tabletkę.
- A mogłabym... - nie dokończyłam bo chłopak podał mi sok pomarańczowy jakby czytał w moich myślach.
Zabrałam go z jego rąk po czym połknęłam tabletkę i popiłam sokiem.
- No to teraz czas na śniadanko.
Położył na moich kolanach tacę z jedzeniem. Był na niej omlet posmarowany dżemem, a na tym namalowana bitą śmietaną uśmiechnięta buźka, obok stały trzy miseczki w jednej był pokrojony w plasterki banan, w drugiej kawałki arbuza, a w trzeciej kiwi, w szklance natomiast znajdował się sok pomarańczowy. Popatrzyłam na chłopaka ja na jakiegoś idiotę.
- Żartujesz?
- Wiedziałem że to będzie dla ciebie za mało poczekaj zrobię ci jeszcze płatki! - krzyknął będąc już w kuchni, a ja w ekspresowym tempie zdjęłam z kolan tacę i pobiegłam do niego.
- Przez ciebie będę gruba. - powiedziałam wyrywając mu z rąk płatki. - Dziękuję za śniadanie, a teraz chodź, pomożesz mi to zjeść. - chwyciłam go za rękaw flanelowej koszuli i pociągnęłam z powrotem do sypialni.
- Masz zjeść to wszystko. Popatrz na siebie, sama skóra i kości. - jak to usłyszałam, podciągnęłam koszulkę którą miałam na sobie i popatrzyłam na swój brzuch.
- Wcale że nie.
- A właśnie że tak. - opowiedział przedrzeźniając mój ton mówienia.
- Nie.
- Tak.
- Nie. - tupnęłam nogą jak mała dziewczynka. Chłopak chciał już coś odpowiedzieć, ale w tym samym momencie zadzwonił mój telefon. Podeszłam do biurka i spojrzałam na wyświetlacz komórki. Chwyciłam ją w dłonie i odebrałam połączenia.
- Nie widzisz że odbywamy teraz ważną dyskusję? - zapytałam nieznajomego. - Nie przeszkadzaj!
- Zostały pani trzy dni do zapłaty rachunku. - usłyszałam kobiecy głos.
- Słucham? - zapytałam zszokowana, bo byłam pewna że dzwoni kumpel Michael'a.
- Dzwonię z sieci komórkowej żeby pani przypomnieć o zapłacie rachunku za telefon.
- Dziękuję. I przepraszam za to że na panią nakrzyczałam. Do widzenia. - nawet nie zdążyłam się rozłączyć, gdy wraz z Michael'em wybuchliśmy śmiechem. Chłopak dosłownie tarzał się po podłodze, a mnie jedyne co powstrzymywało od upadku ze śmiechu, to biurko o które się podpierałam. Po raz kolejny przerwał nam mój telefon. Tym razem nie patrząc na to kto dzwoni, odebrałam połączenie.
- Gratuluję. - usłyszałam dobrze znany mi męski głos z którego mogłam wywnioskować że nieznajomy również się śmieje.
- Byłam pewna że to ty dzwonisz.
- Operator twojej sieci mnie wyprzedził.
- Ty biedaku. - zakpiłam.
- Skoro już się pośmialiśmy, to bież się za jedzenie.
- Taki miałam zamiar.
- Słuchaj Michael'a i zjedz wszystko.
- Że co?! Nie ma mowy.
- Smacznego.
I tyle było z naszej rozmowy. Super. Spojrzałam na tacę z jedzeniem, a następnie przeniosłam mój błagalny wzrok na chłopaka, który nadal znajdował się na podłodze.
- Niech ci będzie. - powiedział z rezygnacją w głosie. - Pół na pół.
- Okej. - uśmiechnęłam się do niego promiennie i zaczęłam dzielić jedzenie.
Ku mojemu zdziwieniu chłopak okazał się być świetnym kucharzem, jak i złodziejem i łakomczuchem. W kilka sekund pochłonął całą swoją porcję, a następnie wykorzystywał momenty kiedy nie patrzałam i podbierał jedzenie z mojego talerza.
Niedziela upłynęła nam na okupowaniu kanapy, oglądaniu telewizji i jedzeniu. Nie musiałam długo czekać żeby się dowiedzieć jak wielkim głodomorem był mój współlokator, dlatego też na jego liście zrobionych rzeczy w niedziele znalazły się też zakupy.
W poniedziałek obudził mnie budzik. Jak to zawsze co rano wyłączyłam go z głośnym jękiem sprzeciwu, szybko uporałam się z poranną toaletą, naciągnęłam na siebie wygodne ciuchy i ruszyłam do wyjścia. Po drodze zgarnęłam z szafki w kuchni jabłko i po cichu skierowałam się do drzwi. Michael jeszcze spał, a ja nie chciałam go budzić. Nie sądziłam jednak że spotka mnie taka niespodzianka. Chwyciłam za klamkę drzwi i pociągnęłam ją w dół. Zaraz po tej czynności po domu rozniósł się głośny alarm, a na mnie spadła siatka. Kipiąc z wściekłości odwróciłam się i ujrzałam bruneta z wymalowaną na twarzy skruchą. Mogłabym bez problemu podziwiać jego cudnie wyrzeźbioną klatkę piersiową bo stał przede mną w samych bokserkach, gdyby nie to że byłam wkurzona na maksa i ostatkami sił powstrzymywałam się przed rzuceniem się na niego z pięściami.
- Co to? - zapytałam jakby nigdy nic ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
- Założyłem tą pułapkę jakby ktoś chciał się włamać i zrobić ci krzywdę.
- Od środka! - wrzasnęłam. - Włamywacz wchodziłby z zewnątrz bo po cholerę pułapka jest wewnątrz mieszkania!
- Nie pomyślałem.
Brunet zaczął ze mnie zdejmować siatkę, a ja z zamkniętymi oczami odliczałam do 10 żeby się uspokoić.
- Gdzie idziesz? - zapytał kończąc swoją pracę.
- W przeciwieństwie do ciebie, ja muszę pracować.
- Masz okres czy jak? Jesteś dziś strasznie wredna.
- Starałam się ciebie nie obudzić, wszystko wykonywałam jak najciszej, a w podzięce utknęłam w siatce i obudziłam cały blok. Następnym razem uprzedzaj mnie jak będziesz chciał zrobić jakąś pułapkę. - powiedziałam już spokojnie.
- Okej. W takim razie miłej pracy. - uśmiechnął się i otworzył mi drzwi. - Przy okazji ja też muszę pracować.
- Jeśli pilnowanie kogoś i mieszkanie z nim to jest praca, to ja też tak chcę. - pokazałam mu język i przeszłam przez próg. - I do twojej wiadomości, nie, nie mam okresu.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie wiem jak to się stało, ale jeszcze trochę, a będzie tutaj 1000 wyświetleń! Wiem że to wasza zasługa za co bardzo wam wszystkim dziękuję. Na tego bloga dziennie wchodzi minimum 20 osób, a to i tak bardzo dużo. Jeszcze niedawno tyle wejść było na moim drugim blogu, a teraz liczba wyświetleń się wymieniła dlatego jeśli lubicie 1D to zapraszam na ---> http://1dyouandi.blogspot.com/ , ale nie zapominajcie wchodzić, czytać, polecać jak i KOMENTOWAĆ na tym blogu. Co do komentowania. Jak już wcześniej wspomniałam wchodzi was tutaj wiele (według mnie), a komentarzy jak do tej pory jest tylko 4. Więc bardzo, bardzo, bardzo was proszę KOMENTUJCIE! To nie zajmuje dużo czasu, a mi sprawia wiele radości. Co do kolejnego rozdziału to nie wiem kiedy się pojawi, ale mam nadzieję że już niedługo ;)♥U!
środa, 2 lipca 2014
ROZDZIAŁ 5
- Okej, teraz twoja kolej. –
powiedziałam roześmianym tonem odbierając od bruneta butelkę z winem, które na
nasze nieszczęście zaczynało się już kończyć.
Postanowiliśmy się poznać i już po chwili wiedziałam że chłopak jest moją bratnią duszą. Miał poczucie humoru, uwielbiał jeść i nie odmawiał alkoholu, lubił imprezować, po prosu kopia mnie tylko że w ciele mężczyzny. Było przed północą, a my nadal siedzieliśmy w salonie na kanapie i zadawaliśmy sobie różne pytania. Na stole leżało puste już pudełko po pizzy, parę pustych butelek piwa i jedna pusta butelka wina. Już od dawna byliśmy nieźle wstawieni, można to było poznać po tym że Michael miał czkawkę, a ja bez przerwy się śmiałam.
- Co tym razem chcesz wiedzieć?
- Najgłupsza rzecz jaką zrobiłeś. – popatrzyłam się na niego zadziornie i pociągnęłam duży łyk z butelki czekając na odpowiedź.
- Hmmmm…- zaczął się zastanawiać robiąc przy tym dziwną minę i spoglądając w górę. – Wiele wiele tego było. Już wiem! – wykrzyknął widocznie zadowolony z siebie. – W liceum, na jednej z imprez graliśmy w butelkę na zadania. Akurat w tedy kiedy na mnie wypadło butelką kręcił mój przyjaciel. Jak to przyjaciele lubiliśmy robić sobie na złość. Kazał mi iść pod dom dziewczyny która mi się podobała, stanąć pod jej oknem, grać na gitarze i śpiewać.
- Nie ma w tym nic śmiesznego. - powiedziałam poważniejąc.
- Był środek nocy, a ja miałem być nagi.
- Zrobiłeś to. - stwierdziłam.
- Niezupełnie. - powiedział, a ja popatrzyłam na niego podejrzliwym wzrokiem. - Poszedłem pod jej dom. Stanąłem pod oknem. Grałem i wydzierałem się próbując śpiewać jakąś wymyśloną na szybko piosenkę o tym że ją kocham.
- Co ona na to?
- Ona nic. Pomyliłem okna.
- Co zrobiłeś? - zaśmiałam się, odzyskując mój dobry humor.
- Okazało się że stałem pod oknem sypialni jej rodziców. Okno otworzył jej ojciec. Zaczął mnie gonić ulicą wraz ze swoim psem strzelając przy tym pistoletem, który zabrał swojemu małemu synowi. Uciekałem tak przez parę przecznic całkiem nagi, z gitarą w ręce i krzyczałem co chwilę "Ała" albo "To nie byłem ja". Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo boli dostać taką plastikową kulką w tyłek. - zaśmiał się na wspomnienie tego wydarzenia.
Zwijałam się ze śmiechu wyobrażając sobie Michaela w tej sytuacji. Gdy już się w miarę uspokoiłam kontynuowałam rozmowę.
- Myślałam że godząc się na takie zadanie byłeś na tyle pijany, żeby na drugi dzień nic nie pamiętać.
- Bo nie pamiętałem. Znajomi kręcili całe zajście za krzakami. Nadal mam gdzieś w domu nagranie tego.
- Obowiązkowo musisz mi to kiedyś pokazać.
- Uwierz mi, nie chcesz oglądać mnie nago.
- Wstydzisz się. - zakpiłam.
- Wcale że nie. - oburzył się robiąc fochniętą minę i przytupując nogą, na co ja wybuchłam śmiechem bo wyglądał jak mały chłopiec. - Przestań!
- Okej, okej.
Zapadła chwilowa cisza, którą postanowiłam przerwać zaraz po tym jak potrząsnęłam butelką wina.
- Wino się skończyło.
- To znak że trzeba iść spać.
- Mam nadzieję że wiesz gdzie są drzwi bo nie chce mi się ciebie do nich odprowadzać. - wzdychnęłam.
- Przecież mieszamy razem.
- Aaaa... No tak. Zapomniałam.
- Jesteś pijana. - zaśmiał się.
- Tak jak i ty. - prychnęłam. - Koniec tego dobrego idę spać!
Spróbowałam wstać, ale od razu się zachwiałam i upadłam na podłogę powodując tym głośny napad śmiechu chłopaka.
- Nie dojdę! - krzyknęłam przeciągle i zaczęłam iść na czworakach zostawiając za sobą nadać śmiejącego się Michaela.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć kochani! Tak jak zawsze czas na krótką notkę.
Po pierwsze: KOMENTUJCIE!
Po drugie: Pod ostatnim rozdziałem dostałam komentarz że to opowiadanie jest podobne do Cienia. Zdaję sobie z tego sprawę bo to właśnie tamten ff mnie inspiruje. Jednak nie on jedyny. Nie wym czy czytaliście, ale moją kolejną inspiracją jest ff HUNGER, który nawiasem mówiąc jest świetny ( http://hunger-fanfiction.blogspot.com/2013/04/prolog.html ). Nie tylko te dwa ff mnie inspirują, ale wiele więcej, niestety nie jestem w stanie wypisać ich wszystkich, dlatego wypisałam tylko te dwa najlepsze. Mam nadzieję że pomimo tego nie przestaniecie czytać tego opowiadania. Obiecuję wam że namieszam tutaj na max'a, będzie wiele ciekawych akcji oraz mnóstwo niespodzianek.
Po trzecie: Możecie się ze mną skontaktować przede wszystkim na tt (alex98turner). Jeśli chcecie żebym dała wam follow to piszcie swoje tt w komentarzach ;)
Po czwarte: Poszukuję osoby do zrobienia szablonu na bloga. Chętni niech piszą w komentarzach.
Po piąte: Ostatnio mam dobrą passę, dlatego postaram się dodać kolejny rozdział za kilka dni.
♥U!
Postanowiliśmy się poznać i już po chwili wiedziałam że chłopak jest moją bratnią duszą. Miał poczucie humoru, uwielbiał jeść i nie odmawiał alkoholu, lubił imprezować, po prosu kopia mnie tylko że w ciele mężczyzny. Było przed północą, a my nadal siedzieliśmy w salonie na kanapie i zadawaliśmy sobie różne pytania. Na stole leżało puste już pudełko po pizzy, parę pustych butelek piwa i jedna pusta butelka wina. Już od dawna byliśmy nieźle wstawieni, można to było poznać po tym że Michael miał czkawkę, a ja bez przerwy się śmiałam.
- Co tym razem chcesz wiedzieć?
- Najgłupsza rzecz jaką zrobiłeś. – popatrzyłam się na niego zadziornie i pociągnęłam duży łyk z butelki czekając na odpowiedź.
- Hmmmm…- zaczął się zastanawiać robiąc przy tym dziwną minę i spoglądając w górę. – Wiele wiele tego było. Już wiem! – wykrzyknął widocznie zadowolony z siebie. – W liceum, na jednej z imprez graliśmy w butelkę na zadania. Akurat w tedy kiedy na mnie wypadło butelką kręcił mój przyjaciel. Jak to przyjaciele lubiliśmy robić sobie na złość. Kazał mi iść pod dom dziewczyny która mi się podobała, stanąć pod jej oknem, grać na gitarze i śpiewać.
- Nie ma w tym nic śmiesznego. - powiedziałam poważniejąc.
- Był środek nocy, a ja miałem być nagi.
- Zrobiłeś to. - stwierdziłam.
- Niezupełnie. - powiedział, a ja popatrzyłam na niego podejrzliwym wzrokiem. - Poszedłem pod jej dom. Stanąłem pod oknem. Grałem i wydzierałem się próbując śpiewać jakąś wymyśloną na szybko piosenkę o tym że ją kocham.
- Co ona na to?
- Ona nic. Pomyliłem okna.
- Co zrobiłeś? - zaśmiałam się, odzyskując mój dobry humor.
- Okazało się że stałem pod oknem sypialni jej rodziców. Okno otworzył jej ojciec. Zaczął mnie gonić ulicą wraz ze swoim psem strzelając przy tym pistoletem, który zabrał swojemu małemu synowi. Uciekałem tak przez parę przecznic całkiem nagi, z gitarą w ręce i krzyczałem co chwilę "Ała" albo "To nie byłem ja". Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo boli dostać taką plastikową kulką w tyłek. - zaśmiał się na wspomnienie tego wydarzenia.
Zwijałam się ze śmiechu wyobrażając sobie Michaela w tej sytuacji. Gdy już się w miarę uspokoiłam
- Myślałam że godząc się na takie zadanie byłeś na tyle pijany, żeby na drugi dzień nic nie pamiętać.
- Bo nie pamiętałem. Znajomi kręcili całe zajście za krzakami. Nadal mam gdzieś w domu nagranie tego.
- Obowiązkowo musisz mi to kiedyś pokazać.
- Uwierz mi, nie chcesz oglądać mnie nago.
- Wstydzisz się. - zakpiłam.
- Wcale że nie. - oburzył się robiąc fochniętą minę i przytupując nogą, na co ja wybuchłam śmiechem bo wyglądał jak mały chłopiec. - Przestań!
- Okej, okej.
Zapadła chwilowa cisza, którą postanowiłam przerwać zaraz po tym jak potrząsnęłam butelką wina.
- Wino się skończyło.
- To znak że trzeba iść spać.
- Mam nadzieję że wiesz gdzie są drzwi bo nie chce mi się ciebie do nich odprowadzać. - wzdychnęłam.
- Przecież mieszamy razem.
- Aaaa... No tak. Zapomniałam.
- Jesteś pijana. - zaśmiał się.
- Tak jak i ty. - prychnęłam. - Koniec tego dobrego idę spać!
Spróbowałam wstać, ale od razu się zachwiałam i upadłam na podłogę powodując tym głośny napad śmiechu chłopaka.
- Nie dojdę! - krzyknęłam przeciągle i zaczęłam iść na czworakach zostawiając za sobą nadać śmiejącego się Michaela.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć kochani! Tak jak zawsze czas na krótką notkę.
Po pierwsze: KOMENTUJCIE!
Po drugie: Pod ostatnim rozdziałem dostałam komentarz że to opowiadanie jest podobne do Cienia. Zdaję sobie z tego sprawę bo to właśnie tamten ff mnie inspiruje. Jednak nie on jedyny. Nie wym czy czytaliście, ale moją kolejną inspiracją jest ff HUNGER, który nawiasem mówiąc jest świetny ( http://hunger-fanfiction.blogspot.com/2013/04/prolog.html ). Nie tylko te dwa ff mnie inspirują, ale wiele więcej, niestety nie jestem w stanie wypisać ich wszystkich, dlatego wypisałam tylko te dwa najlepsze. Mam nadzieję że pomimo tego nie przestaniecie czytać tego opowiadania. Obiecuję wam że namieszam tutaj na max'a, będzie wiele ciekawych akcji oraz mnóstwo niespodzianek.
Po trzecie: Możecie się ze mną skontaktować przede wszystkim na tt (alex98turner). Jeśli chcecie żebym dała wam follow to piszcie swoje tt w komentarzach ;)
Po czwarte: Poszukuję osoby do zrobienia szablonu na bloga. Chętni niech piszą w komentarzach.
Po piąte: Ostatnio mam dobrą passę, dlatego postaram się dodać kolejny rozdział za kilka dni.
♥U!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
