wtorek, 26 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ 13

    Wyobrażałeś sobie kiedyś jak to jest stracić głos? Być niemową. Ja nie muszę sobie tego wyobrażać. Ja to przeżywam. Minęło dopiero parę godzin odkąd ostatni raz się odezwałam. Tyle wystarczyło żebym zaczęła wariować. Nie mogłam z nikim normalnie porozmawiać, wszędzie nosiłam blok i flamastry od Mike'a , nawet jak się oparzyłam nie mogłam wykrzyczeć serii przekleństw, jak to miałam w zwyczaju. Powinnam się już przyzwyczaić do tego, że życie lubi dawać mi w kość.
    Gdy się obudziłam, Ashton'a już nie było. Leżałam sama w łóżku przytulona do poduszki. Mogłam się tego spodziewać, w końcu nie chciał żebym go widziała. Jednak tak jak obiecał, przysłał mi towarzystwo. Michael i Calum czuli się jak u siebie. Parę sekund po wejściu Cal już siedział na kanapie, oglądając telewizję i zajadając się chipsami, a Mike grzebał mi w lodówce. Nawet nie musiałam pisać żeby się rozgościli. Zamieniliśmy parę słów po czym każdy zajął się sobą. No prawie każdy. Mike co chwilę pytał się czy czegoś potrzebuję, albo jak się czuję. Nie rozumiem go. Przecież ja tylko nie mogę mówić, nie jestem kaleką, ani też nie jestem umierająca. Właściwie to było miłe z jego strony, ale także irytujące więc jak zadał mi po raz dziesiętny to samo pytanie w ciągu godziny rzuciłam w niego poduszką, powodując tym samym chichot Cal'a.
    Popołudnie minęło dość szybko. Nie mieliśmy nic ciekawego do robienia, więc przesiedzieliśmy cały ten czas na kanapie wlepiając się w telewizor. Byliśmy równie leniwi co do obiadu. Nikomu nie chciało się nic gotować, więc zamówiliśmy pizzę, bo długiej kłótni kto ma wstać i iść po telefon. Oczywiście głównie chłopacy się kłócili bo trudno było mi dorzucić swoje dwa grosze pisząc. Na moje i Mike'a szczęście wygraliśmy pretekstem że Calum dziś się jeszcze nie ruszył z kanapy. Szatyn z obrazą poszedł po telefon, a następnie wybuchła kolejna kłótnia na temat tego jaką pizzę zamawiamy. Tym razem nawet nie próbowałam się wtrącać, bo obydwie pizze jakie chcieli zamówić chłopcy były moimi ulubionymi. Po skończonej kłótni i zamówieniu obydwóch pizz, zabraliśmy się za grę w fifę. Michael próbował przekonać Calum'a żeby się ze mną nie zakładał o to kto wygra, ale szatyn się uparł i tym samym chwilę później przegrał. Zaraz po tym zaczęliśmy rywalizować w różnych grach.
                                                                         *
    - Nie kumam tego. - poskarżył się Cal.
    - Stary po prostu przesuń ta figurkę. - odpowiedział mu Mike, zajadając się pizzą.
    - Ale gdzie?
    - Byle gdzie.
    Szatyn przesunął swoją figurę szachową, dając mi wygrać. Uśmiechnęłam się strącając jego króla i chwilę później pokazując mu napis na kartce.
    "Wybrałam"
   
- Znowu?! To nie fair! Oszukujesz!
    - Stary, dała ci wygrać w karty, to ci nie wystarczy?
    - Dałaś mi wygrać? - spojrzał na mnie złowrogo.
    "Może"
   
- Czyli że cały czas przegrywam z babą?!
    - Przecież to żadna nowość. - zakpił brunet.
    Zaczęliśmy się nabijać z Calum'a, który już po chwili miała na nas focha. Od paru godzin grałam z nim w różne gry, cały czas wygrywając. Dobrze że nie graliśmy na pieniądze bo szatyn byłby już bez grosza.
    Dobrze że Cal, nie umie się gniewać i już po chwili śmiał się razem z nami. Niestety czas szybko mijał, szczególnie z tymi wariatami. Za oknem było już ciemno, a zegarek wskazywał godzinę przed jedenastą wieczorem. Chłopcy zaczęli się zbierać do wyjścia. Wiedziałam że sami po sobie zamkną więc poszłam do łazienki się umyć. Po szybkim prysznicu, wysuszeniu włosów i ubraniu na siebie za dużej koszulki, wyszłam z łazienki. Wszędzie były pogaszone światła, a na moim łóżku siedziała jakaś postać.
    - Witaj księżniczko. - usłyszałam radosny głos mojego prześladowcy. Wiedziałam że jest na tle ciemno żeby nie widział co mam na sobie, ale i tak pociągnęłam koszulkę za brzegi w dół, gdyż sięgała my tylko za tyłek.
    - Będziesz tam tak stać, czy podejdziesz? - zapytał, a ja jak marionetka podeszłam i zajęłam moje wczorajsze miejsce na łóżku. Chłopak położył coś na moich kolanach. Gdy rozbłysło światło jego komórki, zauważyłam że dał mi blok.
    "Po co przyszedłeś?"    - Skoro nie możesz mówić, to odpada rozmowa przez telefon.
    "To nadal nie wyjaśnia czemu tu jesteś."    - Po prostu lubię z tobą rozmawiać. Więc może odpowiesz mi na pytanie, jak minął ci dzień?
    No tak standardowe pytanie, na które i tak pewnie zna odpowiedź. Trzeba jednak jakoś zacząć tą rozmowę.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Przepraszam że tak długo czekaliście na rozdział. Czuję się okropnie przez to. Mam nadzieję że nie uraziłam was poprzednią notką. Dziękuję że nadal jesteście i nie odpuściliście sobie tego opowiadania. Dziś notka będzie krótka i zwięzła. Po pierwsze: nie mogę w to uwierzyć, ale jest już ponad cztery tysiące wyświetleń, za co bardzo mocna wam dziękuję. Po drugie: dziękuję tym którzy komentują. Gdy nie mam weny lub nie chce mi się pisać, czytam wasze komentarze i to mi mega pomaga. Ciesze się jak dziecko widząc nowe komentarze i to jest na prawdę super dlatego nie przestawajcie komentować. Po trzecie: nie wiem kiedy kolejny rozdział. Postaram się dodać w piątek, ale nie mogę wam tego obiecać bo mam prawdziwe urwanie głowy przez nadchodzące urodziny i szkołę. To chyba wszystko co chciałam wam przekazać.U all!PS. Przepraszam za tak krótki rozdział.
   

środa, 20 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ 12

                                                             PLEASE COMMENT

    Obudziwszy się, usiadłam, przeciągając się.
    - Dzień dobry. – usłyszałam pogodny głos Michaela. Spojrzałam w jego stronę z uśmiechem. Chłopak siedział przy moim biurku, uśmiechając się jak zawsze.
    - Dzień dobry. – odpowiedziałam, ale zaraz po wypowiedzeniu tych słów, spojrzeliśmy się na siebie z przerażeniem.
    - Alex, co jest z twoim głosem?
    - Nie wiem.
    Faktycznie mój głos nie brzmiałam tak samo. Jego tonacja uległa zupełnej zmianie. W dodatku brzmiałam strasznie cicho. Ból rozrywał mi gardło. Miałam wrażenie jakbym nie piła od tygodnia, a ktoś jeździł mi po gardle gwoździami.
    - Jedziemy do lekarza. – powiedział Mike, kierując się w stronę mojej szafy. Wyjął z niej jakieś ubrania podając mi i informując że przyrządzi jakiś specyfik na gardło, z przepisu jego babci.
    Ubrałam się i wykonałam poranną toaletę w ekspresowym tempie, jednak wypicie napoju sporządzonego przez Mike’a nie poszło mi już tak łatwo. Wypiłam to dopiero po tym jak brunet zaczął mnie szantażować i mówić że nie odzyskam głosu jeśli tego nie wypiję.
                                                                              *
    U lekarza wyszło na jaw że mam zapalenie dróg oddechowych i coś tam ze strunami głosowymi. Nie wiem dokładnie co bo nigdy nie przywiązuję wagi do tego co mówi lekarz. Usłyszałam za to bardzo dokładnie że nie mogę mówić przez tydzień, pić jakiś syrop i zgłosić się na kontrolę za siedem dni. Cudownie. Oczywiście Mike nie pozwolił mi wejść samej do gabinetu, więc wiedział wszystko, a nawet więcej niż ja. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do apteki i sklepu papierniczego. Dostałam od Michael’a blok rysunkowi i kolorowe flamastry. Stwierdził że z kolorowymi flamastrami będzie mi weselej. Obecnie siedziałam na kanapie, w salonie, z kubkiem gorącej herbaty w ręce.
    - W kuchni masz obiad, koło mikrofali jest syrop i w razie czego przepis na syrop mojej babci, łóżko jest pościelone, wziąłem w twoim imieniu urlop w kawiarni, pochowałem naczynia ze zmywarki, stuknąłem szklankę, posprzątałem szkło z przedpokoju. Jeśli byś czegoś potrzebowała to napisz. Ash pewnie zauważy.
    - Wisisz mi nową szklankę.
    - Miałaś się nie odzywać. – zganił mnie.
    - Oj joj.
    - Alex, jeśli nadal będziesz mówić to nie odzyskasz głosu.
    „A to pech.” Napisałam i pokazałam kartkę brunetowi.
    - Tak lepiej. – uśmiechnął się. – Ja będę się już zbierać. Zadzwonię.
    „Mike.”
    - No tak, nie możesz się odzywać. Zapomniałem. W takim razie jak będę mógł to wpadnę.
    „Dziękuję, za wszystko.”
    - Nie ma za co. – powiedział. Podszedł jeszcze do mnie, poczochrał mi włosy, a następnie wyszedł z mieszkania.
    Nie mając nic innego do robienia, włączyłam telewizor i zaczęłam skakać po kanałach.
                                                                               *
    Poczułam jak ktoś podnosi mnie z kanapy i zaczyna iść ze mną na rękach. Wszędzie było ciemno. Zdałam sobie sprawę, że musiałam zasnąć przed telewizorem i przespać cały dzień. Zamiast spojrzeć na osobę, która mnie niosła, wbrew zakazowi postanowiłam się odezwać.
    - Kim jesteś?
    - Zdaje się że miałam się nie odzywać.
    No tak, kto inny, jak nie Ashton, miałby mnie odwiedzać w środku nocy.
    - Jutro przyślę ci towarzystwo, żebyś się nie nudziła, a teraz śpij. – powiedział kładąc mnie na łóżku w sypialni.
    - Przespałam cały dzień, myślisz że chce mi się teraz spać?
    - Okej. W takim razie idę po twój blok, to sobie pogadamy.
    Wyszedł z pokoju, po chwili wracając z blokiem w ręce i flamastrami. Podał mi to, zajął miejsce obok i podświetlił kartki komórką tak by mógł przeczytać to co napiszę. Podciągnęłam się na rękach siadając i podkulając kolana, żeby było mi wygodniej. I tak zaczęła się nasza nocna rozmowa. Zadawaliśmy sobie nawzajem pytania. Oczywiście zaczęło się do niewinnych pytań, typu twój ulubiony kolor, a skończyło się na pytaniu o ulubiony typ muzyki. Okazało się, że lubiony te same zespoły więc rozwinęliśmy dyskusję na ten temat. Niestety po mimo moich późniejszych prób nakłonienia chłopka, żeby pokazał mi się w świetle, on tego nie zrobił. Cały czas odpowiadał, że lepiej będzie jak nie będę wiedzieć jak wygląda. Mogłam sobie tylko go wyobrazić, bo nawet gdy chciałam podnieść wzrok i spojrzeć na jego twarz, chłopak od razu kierował mój wzrok z powrotem na kartkę. W końcu pod dość długiej rozmowie zaczęłam ziewać. Ashton objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego torsie. Po mimo tego że przespałam cały dzień, sen przeszedł szybko, za szybko.  

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Mam nadzieję że po przeczytaniu tej notki nie przestaniecie czytać tego opowiadania. Zacznę od tego że uwielbiam was i kocham za razem. Jesteście niesamowici, ale jest pewna sprawa. A mianowicie Cień. Jeśli ktoś nie zauważył bądź nie przeczytała, to przed dodaniem bohaterów napisałam notkę że inspiruję się Cieniem i mogą wystąpić podobieństwa. Do waszej wiadomości napisałam do autorki Cienia i dostałam pozwolenie na to opowiadanie. Zdaję sobie sprawę że znajdują się tutaj osoby czytające wcześniej wspomnianego ff i to własnie do nich się chcę zwrócić. Wiem że Cień jest świetny, sama też go uwielbiam, ale proszę was, zamiast się skupiać na podobieństwach i wytykaniu ich palcami, czytajcie tą historię i na nowo poznawajcie wszystko. Nikogo nie zmuszam do czytania tego. Nawet jeśli mnie nie lubicie, bądź jesteście źli za pisanie podobnego opowiadania, ja was uwielbiam za samo to że jesteście. Tak więc sorry, ale nie przestanę dodawać tutaj nowych rozdziałów. Mam nadzieję że nie jesteście źli i nie przestaniecie czytać.♥ U all!

sobota, 16 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ 11

    Chodziliśmy od klubu do klubu. Pijąc, tańcząc, po prostu się bawiąc. Nie wiem która jest godzina, ale wiem że już od dawna jesteśmy całkiem pijani. Już dawno tremu straciłam rachubę czasu. Nie znałam nawet nazwy klubu w którym się teraz znajdywaliśmy, ale bez zwątpienia był to klub ze striptizem. Siedzieliśmy przy jednym ze stolików, a przed nami znajdował się podest z rurą na którym tańczyły pół nagie kobiety. Siedziałam na kolanach Luke’a , który nie odrywał swoich ust od mojej szyi. Monick i Patrick zniknęli gdzieś w tłumie, co zbytnio mi nie przeszkadzało.
    - Nie musisz już udawać. – powiedziałam do blondyna. – Nie ma ich.
    - Dziękuję. – uśmiechnął się do kelnerki, która właśnie przyniosła nam drinki. – Zupełnie nie wiem o czym mówisz. – dodał już do mnie, uśmiechając się zalotnie.
    - Przypominam ci że nie jesteśmy parą.
    - Okej.
    W jednym momencie mnie obejmował, a w drugim siedział z rękoma na oparciu sofy i obserwował striptizerki. Sięgnęłam po swojego drinka i upiłam łyk.
    - Ty byś tak nie potrafiła. – usłyszałam głos mojego towarzysza i momentalnie spojrzałam na dziewczyny przed nami. – Jesteś zbyt sztywna.
    - Jaka jestem?
    - Zbyt sztywna, zbyt poważna…
    Nie dokończył bo przerwałam mu całując go w usta.
    - Sam tego chciałeś.
    Uśmiechnęłam się do niego, po czym zeszłam z jego kolan i ruszyłam w stronę schodków prowadzących na podest.
    - Nie zrobisz tego. – usłyszałam za sobą, ale postanowiłam zignorować tą uwagę. Zdecydowanie wypiłam za dużo alkoholu alkoholu, bo na trzeźwo bym tego nie zrobiła.
    Weszłam na podest i pewnym krokiem ruszyłam w stronę rury. Stanęłam tyłem do 
rozentuzjowanego tłumu i zaczęłam powoli rozpinać sukienkę. Gdy zamek był już cały odpięty, czarny materiał powili zaczął zsuwać się z mojego ciała. Już po chwili wszyscy mogli obejrzeć moją czarną, koronkową bieliznę. Na ułamek sekundy, moje spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem blondyna, który siedział wygodnie, popijając drinka i lustrując mnie wzrokiem. W tym momencie cieszyłam się, że dałam się namówić Monick na kurs tańca na róże, jakieś pół roku temu. Naśladowałam ruchy pozostałych dziewczyn, wykorzystując także te których się kiedyś nauczyłam. Widownia szalała, ale mi to nie wystarczyło. Spojrzałam na Luke’a, sięgając jednocześnie za sobą w celu odpięcia stanika. Chłopak wyciągnął telefon z kieszeni, po czym podbiegł do mnie i przerzucił sobie przez ramię, znosząc ze sceny i zabierając po drodze moją sukienkę, przez co nie zdążyłam uczynić tego czego chciałam. Widownia zaczęła buczeć, ale chłopak się tym nie przejął, zamiast tego ruszył w stronę tylnego wyjścia. Chwilę później moje ciało ogarnął chłód, ale nie na długo, bo blondyn wrzucił mnie na tylnie siedzenie swojego auta, sam zajmując siedzenie pasażera. Nawet nie zdążył dokładnie zamknąć drzwi, gdy auto ruszyło.
    - Wkurwił się. – usłyszałam poważny głos Calum’a, który siedział za kierownicą.
    - To gdzie teraz. – podparłam się o siedzenia chłopców, by spojrzeć na drogę, którą jechaliśmy.
    - Do domu. – odpowiedział oschle Luke.
    - Chcesz przerywać taką fajną zabawę? – jęknęłam.
    - Masz przerąbane. – szatyn znów zwrócił się do blondyna.
    - Chyba nie powiesz mi że ci się to nie podobało. – zaśmiałam się, klepiąc blondyna w ramię.
    - Możesz się zamknąć! – odpowiedział mi krzykiem i gromkim spojrzeniem.
    - Ktoś tu się wkurzył. – zaśmiałam się.
    - Możesz pożegnać się z imprezowaniem. – tym razem Calum skierował tą uwagę do mnie.
    - A to niby dla czego? Bo wasz kolega tak chce? Wielkie mi halo. Jakiś idiota zabawiający się w nie wiadomo co. Jakby był taki odważny to zamiast dzwonić, czy też wysyłać was, sam by przyszedł. – powiedziałam, po czym zaczęłam naśladując głos mojego prześladowcy. – Jestem taki fajny i męski, żadna laska mi się nie oprze. Co tam zadzwonię i zacznę ją straszyć.
    Po wypowiedzeniu tych słów, obaj chłopcy spojrzeli na mnie jak na wariatkę.
    - No co? – zapytałam z uśmiechem.
    - Możemy ją zabić i zakopać? – zapytał Luke, wskazując na mnie kciukiem i spoglądając na Calum’a.
    - Do lasu to na lewo, prawda?
    - Tak skręć tutaj.
    Jak Luke wskazał, tak też Calum skręcił, ale już po chwili po samochodzie rozniosła się melodia. Szatyn kliknął coś na kierownicy i z głośników usłyszałam dobrze znany mi głos, którego ton wskazywał na maksymalne wkurzenie.
    - Nawet nie próbujcie.
    - Oj no weź. – jęknął blondyn. – Na mieście jest dożo lasek, znajdziesz sobie inną.
    - Hemmings, nie przeginaj.
    - Okej. 
    Z wielkim rozczarowaniem chłopcy zawrócili i z powrotem skierowali się w stronę mojego domu.
                                                                                                             *
    Obudziłam się z kacem rozrywającym mi głowę. Jedyne co zmusiło mnie do wstanie z łóżka to pragnienie. Przyniosłam więc z kuchni dwulitrową butelkę wody i zostawiłam ją przy łóżku, ponownie się kładąc z zamiarem przespania całego dnia. Oczywiście w najmniej odpowiednim momencie zadzwonił telefon i ku mojemu zdziwieniu dzwonił nieznajomy.
    - Halo? – powiedziałam szeptem odbierając połączenie.
    - Wczoraj się nieźle zabawiłaś.
    - Mów ciszej.
    - Nie. Kara musi być.
    - Pieprz się.
    - Z tobą zawsze.
    Rozłączyłam się, wyłączając od razu telefon i rzucając go na podłogę. Ostanie co zrobiłam przed pójściem z powrotem spać to otwarcie okna na oścież. Pomimo tego że padało, stwierdziłam że jest za ciepło, a rześkie powietrze pomoże mi zasnąć.
                                                                                                            *
    Obudziłam się koło jedenastej w nocy. Zrobiłam sobie kakao i skierowałam przed telewizor. Byłam w połowie drogi, gdy nagle zgasło światło. Zaczęłam nasłuchiwać, ale nie było słychać grzmotów, więc pewnie od sąsiada dzieciaki znów podłączyły za dużo rzeczy do gniazdka i wywaliło korki w bloku.
    - Wyłączyłaś telefon. – usłyszałam męski głos dochodzący z salonu. Przeszedł mnie dreszcz strachu. Głos nie należał do żadnej znanej mi osoby.
    - Kim jesteś? – zapytałam drżącym głosem. Obcy nie odpowiedział. Zamiast tego usłyszałam jak wstaje z kanapy, na której siedział, i ruszał ciężkim krokiem w moją stronę. Instynktownie zaczęłam się cofać, a kubek z gorącym napojem, trzymany w mojej dłoni, upadł rozbijając się na podłodze.
    - Mówiłem ci że masz go nie wyłączać. – wraz z tym zdaniem zrozumiałam do kogo należał ten głos.
    - Więc co mi teraz zrobisz?
    Nieznajomy zatrzymała się kilka kroków o de mnie. Nie mogłam zobaczyć jego twarzy. Jedyne co widziałam to szczupłą, czarną sylwetkę, dużo wyższą o de mnie.
    - Szkoda że zgasło światło, nie sądzisz? – zapytał z kpiną, tym samym zmieniając temat.
    - Ty to zrobiłeś?
    - Podobno boisz się ciemności. – zakpił. – I pająków. – dodał z naciskiem na ostatnie słowo.
    - Tylko nie mów…
    - Że w twoim mieszkaniu jest pająk? Mówiłem że jak wyłączysz telefon spotka cię kara. – wstrzymałam oddech. – Dokładniej mówiąc, dwa.
    - Co?! – pisnęłam.
    - Dwie czarne wdowy. Życzę miłej nocy. – zaśmiał się, kierując do wyjścia. Zagrodziłam mu drogę, kładąc dłoń na jego klatce piersiowej, żeby powstrzymać go przed wyjściem. Przez jego koszulkę czułam zarys mięśni klatki piersiowej. Jego bliskość spowodowała u mnie szaleńcze bicie serca, ale nie odważyłam się spojrzeć mu w twarz.
    - Nie zostawisz mnie z „tym” samej. – wyszeptałam.
    Chłopak pochylił się, a ja czując jego oddech na swojej szyi przymknęłam oczy.
    - Włącz telefon. – odparł oschle z naciekiem na każde słowo.
    Wyminęłam go i ruszyłam szybkim krokiem do sypialni. Jak tylko znalazłam się w tym pomieszczeniu, upadła na kolana i zaczęłam po omacku szukać telefonu. Gdy w końcu go znalazłam, drżącymi dłońmi włączyłam go i odetchnęłam z ulgą, kiedy ekran komórki choć trochę rozjaśnił pomieszczenie. Moja radość nie trwała jednak długo. Poczułam dziwny dotyk na plecach. Zupełnie jakby coś po mnie szło. Zerwałam się na równe nogi, piszcząc i wymachując rękoma na wszystkie strony, będąc pewna że to pająk po mnie chodzi. Usłyszałam śmiech mojego nocnego towarzysza i momentalnie przestałam.
    - To nie jest śmieszne!
    - Nie sądziłem że taka będzie twoja reakcja. – odpowiedział, przez śmiech.
    - Wpuściłeś do mojego mieszkanie, dwa włochate pająki, wyłączyłeś światło i na domiar wszystkiego teraz robisz ze mnie kretynkę!
    - Uspokój się. Żartowałem z tymi pająkami, aż tak wredny nie jestem.
    - Wynoś się. – powiedziałam, przez zaciśnięte zęby.
    - Jak sobie chcesz.   
    Wzruszył ramionami i skierował się do wyjścia. Ruszyłam za nim na przedpokój, zatrzymując jeszcze na moment.
    - Skoro już tu jesteś, to może się przedstawisz?
    - Nie musisz znać mojej tożsamości.
    - Ale chcę.
    - Po co?
    - Bo mam dość zwracania się do ciebie „nieznajomy”.
    - Ashton.
    - A nazwisko?
    - Ciesz się że znasz chociaż imię.
    Po wypowiedzianych słowach wyszedł z mieszkania nawet się nie żegnając. Usłyszałam jak zamyka drzwi na klucz i już po chwili ciszy ruszyłam do okna. Otworzyłam je na oścież i wychyliłam się jak najbardziej w nadziei że ujrzę choć część parkingu i do wiem się jaki ma samochód. Jednak mogłam tylko o tym pomarzyć. Okna miałam skierowane na tył bloku, a parking był przed nim. Tylko ja byłam taka głupia żeby wpaść na pomysł pooglądania parkingu przez okno. Jedynce czego mogłam się dowiedzieć to, to że jeździ sportowym wozem, gdyż wskazywał na to dźwięk odpalanego silnika i jego późniejszą pracę przy odjeździe.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Wróciłam! Cieszycie się? Bo ja bardzo. Nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo brakowało mi dodawania nowych rozdziałów. To już można nazwać nałogiem. Będąc odciętą od internetu przez dwa tygodnie dowiedziałam się jak czuje się osoba uzależniona. Ale to już nie ważne. Tak jak pisałam w poprzedniej notce, podczas mojego "urlopu", napisałam nowe rozdziały. Jednak nie dodam ich wszystkich na raz. Będę wam robić paro dniowe odstępy. Okej, napisałam to co chciałam napisać, ale czas przejść do najważniejszej sprawy. Pisałam wam już, że was kocham? Nie? To właśnie teraz to pisze. KOCHAM WAS BARDZO, BARDZO MOCNO. Szczerze bałam się że jeśli nie będę przez dłuższy czas tutaj dodawać niczego nowego, to wejścia na bloga spadną. Wy sprawiliście że się pomyliłam. Jest wręcz przeciwnie. Jest więcej wejść, a ja dosłownie skaczę z radości! Na max'a się cieszę za ponad 3000 wejść! Jesteście niesamowici!Teraz mam ochotę, żeby was wszystkich mocnoooooo wyściskać. Jeszcze raz bardzoooooo mocno was kocham.
♥ U all!

wtorek, 29 lipca 2014

ROZDZIAŁ 10

     Jak powiedział Calum, tak też było. Tydzień minął dość szybko, jak i męcząco. Chłopacy cały czas ze sobą rywalizowali i sobie dogryzali, jakby po prostu nie mogli się dogadać, a nocne telefony nieznajomego stały się tradycją. Dzwonił raz dziennie, zawsze o tej samej porze, zawsze z tym samym pytaniem. Jak mi minął dzień. Z początku mnie to irytowało, ale teraz czekałam z upragnieniem na jedenastą w nocy, tak samo jak i na końcową godzinę mojej zmiany w pracy. To były godziny gdy mogłam z kimś spokojnie porozmawiać, bo w domu nie dało się nawiązać żadnej konwersacji bez docinania sobie. Na szczęście dziś była sobota i Max miał samolot powrotny o dwunastej. Nie sądziłam że kiedykolwiek coś takiego przyjdzie mi do głowy, ale cieszyłam się że już wyjeżdżał.
    Było pod dziewiątej, kiedy postanowiłam wstać i zrobić śniadanie. Oczywiście zanim się za to zabrałam, zaliczyłam moją poranną toaletę. Moje lenistwo nie pozwoliło mi na nic innego, jak tylko płatki śniadaniowe. Były szybkie i łatwe do zrobienia, co dla mnie było dużym plusem. Chwilę po tym jak zaczęłam jeść w kuchni pojawił się Max.
    - Smacznego.
    - Dzięki. Podwieźć cię na lotnisko?
    - Nie musisz, zadzwoniłem już po taksówkę.
    - Okej.
    Nabrałam dużą łyżkę płatków, w chwili gdy Mike stanął w progu kuchni.
    - Dzień dobry. - posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam, jednak już po chwili spoważnieliśmy. Usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Spojrzeliśmy na siebie z Michaelem z przerażeniem w oczach. Ani ja, ani on, nie powiedzieliśmy Max'owi co się ostatnio działo. Teraz blondyn spojrzał się na mnie zdziwiony.
    - Jeszcze jeden współlokator? - zapytał, a ja zamiast odpowiedzieć posłałam mu słaby uśmiech i ruszyłam w stronę przedpokoju. Moim oczom ukazał się Calum zamykający za sobą drzwi. Chwilę później w przedpokoju pojawili się również pozostali chłopcy.
    - Kto to? - blondyn zadał kolejne pytanie lustrując uważnie szatyna.
    - Jestem...
    - To chłopak Mike'a. - przerwałam Calum'owi.
    - Że co?! - Mike i Calum wykrzyknęli jednocześnie.
    - To geje. - kontynuowałam. - Ale są wstydliwi więc się z tym ukrywają. - dokończyłam napotykając wściekłe spojrzenie szatyna.
    - Stary nie mogłeś powiedzieć od razu że jesteś gejem. - mój brat zwrócił się do Mike'a, po raz pierwszy, szczerze się do niego uśmiechając. - Cały czas myślałem że lecisz na moją siostrę. Gdybyś od razu się przyznał to lepiej byśmy się dogadali.
    - Ja na Alex? - zaśmiał się Mike. - Traktuję ją jak siostrę.
    - I bardzo dobrze. - klepnął go w ramię. - Ja muszę już iść, bo się spóźnię.
    - Udanego lotu. - przytuliłam go na pożegnanie, a następnie zamknęłam za nim drzwi. Gdy tylko się odwróciłam, natrafiłam na dwóch, mega wkurzonych facetów.
    - Geje! - krzyknęli jednocześnie.
    - No co? Pasujecie do siebie. Z resztą, chyba nie chcecie żeby Max się dowiedział co tu się dzieje, od razu kazałby mi wyjechać z nim.
    - Nie mogłaś powiedzieć że jestem twoim chłopakiem? Byłoby lepiej.
    - W tedy zostałby dłużej, żeby cię sprawdzić.
    - Dobrze że już wyjechał, miałem go dość. - westchnął mój współlokator, następnie zwracając się do szatyna. - Po co przyszedłeś?
    - Byłem w pobliżu, więc pomyślałem że wpadnę.
    - W takim razie wy róbcie co chcecie, a ja idę biegać.
    - Ty biegasz?
    - Biegałam do puki się nie wprowadziłeś. - odpowiedziałam, klepiąc Mike'a w ramię i kierując się do swojego pokoju.
    - Nie ma mowy żebyś biegała sama, coś może ci się stać. Idziemy z tobą. - powiedział Calum z naciskiem na każde słowo.
    - Czekaj jak to idziemy, chyba raczej ty idziesz.
    - Mike, tobie też się to przyda.
                                                                                   *      
    - Zwolnij.
    - Stój.
    Usłyszałam za sobą sapanie chłopaków, którzy już ledwo biegli. Byli parę metrów ode mnie i już od jakiegoś kilometra błagali bym się zatrzymała bo nie dają rady. Nic im nie odpowiadałam, skoro chcieli biegać ze mną to niech się teraz pomęczą.
    Skręciłam za jeden z bloków mojego osiedla i pokonałam ostatnie metry dzielące mnie od domu. Zatrzymałam się przed wejściem do klatki schodowej i obejrzałam za siebie. Nie było za mną chłopaków. Nie musiałam jednak długo czekać bo już po chwili wyłonili się zza zakrętu. Powłóczyli nogami podparci o siebie, sapiąc głośno, a ich języki zwisały jak psom. Dystans który nas dzielił można pokonać w dwie minuty, im to zajęło niecałe dziesięć. Gdy w końcu się do mnie dowlekli, obydwoje podparli się o ścianę budynku i zjechali po niej plecami, siadając na chodniku.
    - Nienawidzę cię. - wysapał ledwo żywy Michael, który odpadł już na samym początku biegu.
    - Już nigdy więcej z tobą nie biegam. - dodał Calum, którego stan niczym nie różnił się od stanu jego przyjaciela.
    - Trochę ruchu wam nie zaszkodzi.
    - Trochę?! - wykrzyknęli jednocześnie posyłając mi gniewne spojrzenia.
    - Idźcie jeszcze do sklepu, a ja idę się szykować. - powiedziałam podając im pieniądze.
    - Zwariowałaś?! - krzyknął Mike. - Ja nawet stąd nie wstanę, a ty mi każesz iść do sklepu?!
    - Też cię kocham. - posłałam mu buziaka i już miałam wchodzić do klatki schodowej, gdy zatrzymał mnie głos drugiego z moich towarzyszy.
    - Gdzie się wybierasz?
    - Jest weekend, więc idę na imprezę.
    Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ruszyłam schodami na górę do mieszkania. Gdy tylko do niego weszłam, zastałam dzwoniący telefon. Biegiem ruszyłam w jego kierunku i w ostatniej chwili udało mi się go odebrać.
    - Halo. - powiedziałam przykładając urządzenie do ucha.
    - Nic nie mówiłaś o imprezie. - usłyszałam oburzony ton, dobrze znanego mi głosu.
    - Bo nie pytałeś.
    - Co to za impreza? Z kim idziesz? O której?
    - Normalna. Ze znajomymi. Wieczorem.
    - Ha ha ha. Bardzo śmieszne. - odpowiedział poirytowany. - Pytam poważnie. Muszę to wiedzieć.
    - Po co?
    - Żeby móc cię chronić.
    - Idę z Monick i jej chłopakiem do Pandora. Jestem z nimi umówiona pod klubem o siódmej wieczorem.
    - Tak lepiej. – powiedział, a następnie zakończył połączenie.
                                                                                    *
    Ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Obcisła czarna sukienka bez ramiączek do tego wysokie szpilki w tym samym kolorze i duży złoty naszyjnik. Włosy pofalowałam pozwalając im swobodnie opadać, a na twarz nałożyłam dość mocny makijaż. Byłam gotowa do wyjścia. Skierował się w stronę drzwi frontowych, po drodze słysząc gwizdanie.
    - No, no, no. Wyglądasz świetnie.
    - Dzięki. Nie czekaj na mnie, bo nie wiem o której wrócę.
    - Okej.
    Usłyszałam pukanie i spojrzałam pytająco na bruneta.
    - Zapraszałeś kogoś?
    - Nie. Myślałem że to do ciebie. – odpowiedział również zdziwiony. Ruszyłam w stronę drzwi żeby otworzyć, ale w tym samym momencie Mike pociągnął mnie za rękę.
    - Ja otworzę. – powiedział poważnie, a mnie przeszedł dreszcz. Jeszcze ani razy nie widziałam Michaela tak poważnego.  Chłopak podszedł po cichu do drzwi i spojrzał przez wizjer, po czym od razu się rozchmurzył i z uśmiechem otworzył drzwi. Moim oczom ukazał się wysoki blondyn ubrany cały na czarno. Opierał się o framugę drzwi z rękami w kieszeni, lustrując mnie wzrokiem.
    - Zamierzasz tak stać? – powiedział oschle.
    - Siema stary, co cię tu sprowadza?
    - Mam chronić naszą drogą Alex na imprezie. – odpowiedział nie zmieniając swojego tonu, ciągle patrząc na mnie.
    - To jakiś żart? – zapytałam z kpiną.
    - A wygląda jakby był?
    - Zamiast ciebie wolałabym Colum’a.
    - Mi również się to nie uśmiecha.
    - Wy coś się chyba nie lubicie.  – przerwał naszą dyskusję Mike.
    - Co ty nie powiesz. – zakpił z niego blondyn, następnie z powrotem zwracając się do mnie. – Idziesz?         Nic nie odpowiedziałam. Tylko przeszła koło niego, kierując się w dół schodami.
    Chwilę później byliśmy już pod klubem. Jak na dżentelmena wypada blondyn obszedł samochód i otworzył mi drzwi, pomagając wysiąść z jego czarnego Range Rover’a. Szybko odszukałam Monick i jej chłopaka i ruszyłam w ich kierunki. Gdy podeszłam do nich przytuliłam dziewczynę na przywitanie.
    - Kim jest twój towarzysz? – zapytała mierząc wzrokiem chłopaka stojącego za mną.
    - Jestem Luke, chłopak Alex. – odpowiedział obejmując mnie w pasie i przyciągając do siebie.
    - Ja jestem Monick, a to Robert. – przedstawiła się i swojego chłopaka brunetka.
    - Chodźmy do środka. – powiedziałam kierując się w stronę wejścia.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    I jak podoba wam się? Tak jak obiecała ten rozdział jest dłuższy i (mam nadzieję) ciekawszy.
   W piątek wyjeżdżam na wieś, na dwa tygodnie, i niestety nie będę miała tam internetu. Postaram się dodać coś jeszcze w ciągu tych dni, ale nie wiem czy dam radę, bo internet w Kołobrzegu to jakaś porażka. Jednak nie rezygnujcie z tego opowiadania, bo po tych dwóch tygodniach wrócę z dużą ilością nowych rozdziałów (;
♥U all!

piątek, 25 lipca 2014

ROZDZIAŁ 9

    - No, no, no, kogo my tu mamy. – powiedziałam posyłając promienny uśmiech w stronę wchodzącego do środka bruneta. Chłopak zajął swoje wczorajsze miejsce przy ladzie, a ja położyłam przed nim czarną kawę i szarlotkę.
    - Na koszt firmy. – dodałam.
    - Co za urocze powitanie. – uśmiechnął się wpakowując przy tym do ust duży kawałek ciasta.
    - Jak ci mija dzień?
    - Jak na razie nie narzekam, a u ciebie jak widzę znów mało ludzi.
    - Większość już poszła.
    - Tobie to nie przeszkadza.
    - Owszem. – zaśmiałam się, rzucając w niego chusteczką. – Jesteś brudny.
    - Dziś masz naprawdę świetny dzień. Uśmiechnięta i tryskająca energią. Taką mogę cię widywać częściej.
    - Świetny pomysł.
    - Mam się do ciebie wprowadzić, jak Mike?
    - Nie, ale mam prośbę.
    - Jaką? – nagle spoważniał.
    - Mogę się do ciebie wprowadzić? – ledwo skończyłam mówić ostatnie słowo, gdy Calum zaczął się krztusić nie wiadomo czym. – Mówię poważnie.
    - Wiem że jestem seksowny, ale jeśli chcesz mnie przelecieć to wystarczyło powiedzieć, nie musisz się od razu wprowadzać.
    - Co? Nie! Fu.
    - Dziękuję. – zrobił fochniętą minę, skrzyżował ręce na piersi i odwrócił się do mnie plecami.
    - Przepraszam, ale nie jesteś w moim typie. Po prostu mam w domu Michael’a i Max’a, którzy skaczą sobie do gardeł i cały czas ze sobą konkurują, a twój kumpel powiedział że nie zabierze Mike’a z mojego mieszkania.
    - Dobra nie umiem się gniewać. – powiedział z powrotem odwracając się do mnie przodem. – Posłuchaj, z chęcią bym ci pomógł, ale nie mogę. Dasz sobie radę. Tak w ogóle to kim jest Max?
    - To mój brat.
    - Na jak długo przyjechał?
    - Do weekendu.
    - Szybko minie. 
    - Taaa…
    Reszta mojej zmiany przeleciała dość szybko. Wraz z Calum’em naśmiewaliśmy się z klientów gdy jeszcze byli, a następnie z siebie kiedy próbowaliśmy sprzątnąć kawiarnię. Po doprowadzeniu wszystkiego do porządku i zamknięciu lokalu, brunet odwiózł mnie do domu, gdyż dziś jadąc do pracy postanowiłam skorzystać z metra.
    Zaraz po wejściu do domu zastałam chłopców grający w fifę. Oczywiście nie szczędzili od ubliżania sobie. Nie musiałam się pytać by wiedzieć że nie zaprzestali walczyć o dominację w moim mieszkaniu.
                                                                                  *
    - Halo. – powiedziałam zaspana przykładając telefon do ucha.
    - Nie mów, że znów cię obudziłem.
    - Nie możesz dzwonić o normalnej porze?
    - A co jest nienormalnego w godzinie jedenastej?
    - Jest środek tygodnia, a ty dzwonisz o jedenastej w nocy i zakłócasz mój kochany sen. Naucz się dzwonić o godzinach w których normalnie funkcjonuję.
    - Zastanowię się.
    - Lepiej przejdźmy do rzeczy i powiedz mi po co dzwonisz.
    - Jak ci minął dzień?

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Przepraszam was za tak krótki rozdział, ale jak już wiecie jestem na wyjeździe i mam mało czasu na pisanie, a na dodatek mam problem z internetem. Pisałam ten rozdział teraz na szybko, gdyż blogger od kilku dni nie chciał mi działać i dopiero dziś postanowił być posłuszny. Nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział. Mam w planach napisać go i opublikować w najbliższych dniach, ale wszystko zależy od mojego dostępu do internetu. Mogę wam jednak obiecać że kolejny rozdział będzie dłuższy i ciekawszy. Jeśli coś się zmieni poinformuję was na moim tt: alex98turner. ♥U all!
PS.Dziękuję tym którzy komentują. Do tych którzy tego nie robią... KOMENTUJCIE.

piątek, 18 lipca 2014

ROZDZIAŁ 8

    Gdy weszłam do domu po prostu mnie zatkało. Stałam w otwartych drzwiach, z otwartą buzią i oczami wielkości piłeczek pink pong'owych. Torebka zjechała z mojego ramienia upadając na podłogę. Chwilę później moim oczom ukazał się Mike.
    - Wcześnie wróciłaś. - uśmiechnął się.
    Wciągnął mnie do mieszkania, zamknął drzwi oraz podniósł moją torebkę i położył ją na szafce.
    - Wow.
    - Coś nie tak?
    - Odkąd tu mieszkam, nie było tak czysto.
    - Nie przesadzaj, standardowe porządki. W kuchni masz obiad.
    - Masz brata bliźniaka?
    - Nie, a powinienem?
    - Jeszcze dziś rano w domu miałam nieogarniętego głodomora, a teraz mam lokaja.
    - Nie przyzwyczajaj się. - zaśmiał się, zachęcając gestem ręki żebym usiadła przy stole i podsuwając mi talerz ze spaghetti. - Po prostu mi się nudziło.
    - Sprzątasz jak ci się nudzi?
    - Czasami. - wzruszył ramionami. - A teraz jedz bo ci wystygnie. Smacznego.
    - A ty nie jesz? - zapytałam nawijając na widelec makaron.
    - Przed chwilą zjadłem.
    Nie ciągnęłam dalej tej rozmowy, zamiast tego zaczęłam się zajadać potrawą przygotowaną przez bruneta, która była po prostu świetna. Po obiedzie postanowiliśmy zagrać w fifę. Bez problemu wygrałam parę meczy z Michael'em, przez co później musiałam go długo przepraszać. Wieczorem obejrzeliśmy mecz piłki nożnej w którym grała Holandia z Niemcami. Oczywiście jak zawsze drużyna której kibicowałam przegrała, więc wygrali Niemcy. Tak właśnie minęło popołudnie z Mike'iem.
                                                                                *
    Obudził mnie dzwonek telefonu. Głośna rock'owa muzyka roznosiła się po całym pokoju. Chwyciłam komórkę w ręce i spojrzałam na ekran. Była 11 w nocy. Nikt nie był tak głupi, żeby dzwonić do mnie o tej godzinie w środku tygodnia, jak sam nieznajomy. Odebrałam połączenie i przystawiłam urządzenie do ucha.
    - Halo. - odezwałam się pół przytomnym głosem.
    - Cześć, dzwonię żeby zapytać jak ci minął dzień. - usłyszałam rozbudzony męski głos.
    - Jesteś idiotą, czy tylko udajesz?
    - O co ci chodzi?
    - Mówiłeś że założyłeś w moim mieszkaniu kamery, więc nie widzisz że śpię. - powiedziałam kładąc się na plecach i czując jak resztki niedawnego snu odchodzą. - Przerwałeś mi właśnie bardzo fajny sen.
    - Oj, a to pech. - zaśmiał się.
    - Czego chcesz?
    - Porozmawiać. Więc odpowiesz na moje pytanie?
    - Jakie?
    - Jak. Minął. Ci. Dzień. - powiedział wolno, jakby mówił do jakiegoś kretyna.
    - Dobrze, a tobie?
    - Całkiem nieźle. Jakie plany na jutro?
    - Obijać się na kanapie z Michael'em i iść do pracy. A co ty planujesz?
    - Pilnować cię.
    - Nie wystarczy że pilnują mnie twoi przyjaciele?
    - Lubię mieć wszystko pod kontrolą.
    - Zauważyłam. Niezwykle porywająca ta rozmowa, ale czy możemy ją przełożyć na jutro? Strasznie chce mi się spać. - ostatnie zdanie powiedziałam ziewając, na co odpowiedział mi śmiech chłopaka.
    - Dobranoc, Alex.
    - Dobranoc.
                                                                                 *
    Dziś pomimo tego że mogłam się wyspać, wstałam dość wcześnie. Wczoraj Monick poprosiła mnie, czy mogłybyśmy się zamienić naszymi godzinami pracy bo umówiła się z kimś na południe. Zgodziłam się bez przeszkód. Teraz, po porannej toalecie i zrobieniu śniadanka, siedziałam w kuchni i piłam kawę. Nie chciałam budzić Mike'a. Należy mu się solidy wypoczynek po tym jak go wczoraj obudziłam i po tym jak wysprzątał całe mieszkanie na błysk. Rozmyślałam o ostatnich wydarzeniach, gdy usłyszałam dźwięk przekręcania klucza w drzwiach. Pewnie jeden z kolegów nieznajomego postanowił wpaść, więc po prostu nadal siedziałam i patrzyłam przez okno.
    - No wiesz. - usłyszałam za sobą męski głos. - Nie widziałaś mnie tak dawno i nawet się nie przywitasz?
    Wstałam i odwróciłam się gwałtownie w stronę wysokiego blondyna. Był dokładnie taki jakim go zapamiętałam. Krótko ścięte włosy, muskularny i jak zawsze uśmiechnięty. Rzuciłam się mu na szyję i mocno przytuliłam. Poczułam jak odrywam się od ziemi i wraz z chłopakiem zaczynam kręcić się w kółko. Wymsknęło mi się piśnięcie, a zaraz potem zaczęłam się śmiać.
    - Tęskniłam. - powiedziałam stając na ziemi przez blondynem.
    - Nie tak bardzo jak ja.
    - Co tu się dzieje. - do moich uszu dobiegł zaspany głos bruneta. Jak zawsze z rana miał na sobie tylko bokserki. Chłopcy zmierzyli się wrogimi spojrzeniami i to dało mi do zrozumienia że czas się odezwać.
    - Max to jest Michael, mój współlokator. Michael to jest mój brat, Max. - przedstawiłam ich sobie, na co podali sobie dłonie nadal mierząc się złowrogim spojrzeniem. - To ja może zrobię śniadanie. - szybko dodałam i zabrałam się do pracy.
    - Nie mówiłaś że masz współlokatora. - odezwał się Max, dość oschłym tonem siadając przy stole.
    - Nie mówiłaś że masz brata. - dodał Mike, siadając na wprost blondyna.
    - Bo nie pytaliście. - prychnęłam i postawiłam przed nimi miski z płatkami. - Wszystko w porządku? - zapytałam patrząc to na jednego, to na drugiego.
    - W najlepszym. - odpowiedział brunet.
    - Jeśli robicie zawody na to kto dłużej wytrzyma bez mrugania, to już lepiej jeśli zagracie w kamień, papier, nożyce.
    - Wygrałbym.
    - Chyba kpisz.
    - A właśnie że nie!
    - No to gramy!
    - Niech mój telefon zadzwoni. - szepnęłam sama do siebie wychodząc z kuchni, w której chłopacy zaczęli grać w tą dziecinadę. Tak jak chciałam tak też się stało. Już po chwili usłyszałam dobrze znaną mi melodię. Wyjęłam komórkę z kieszenie. Na ekranie widniał upragniony, w tej chwili, prze ze mnie napisz.
    - Możesz zabrać Michael'a? Lepiej żeby nie przebywał w tym samym mieszkaniu z moim barem.
    - Nie martw się. Mike nie tknął by muchy. - zaśmiał się.
    - Czy ty właśnie porównałeś mojego brata do muchy?
    - Do usłyszenia.
    - Poczekaj!
    - Nie usunę Mike'a z twojego mieszkania.
    - Okej, zrozumiałam. Ale skoro już rozmawiamy, to może dokończymy naszą nocną pogawędkę.
    - 11 wieczorem, to dla ciebie jest noc?
    - W tygodniu tak, w weekendy nie.
    - Zapamiętam sobie. Niestety nie możemy teraz jej dokończyć.
    - Czemu?
    - Mam parę pilnych spraw, które nie mogą czekać.
    - Jakich?
    - Nie musisz wiedzieć. - odpowiedział oschle na co się wzdrygnęłam. - Miłego dnia. - dodał już łagodniej i nie czekając na moją odpowiedź rozłączył się.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Przepraszam za wszelkiego rodzaju błędy, ale ten post był pisany wczoraj przed pierwszą w nocy i dziś go kończyłam w pół godziny, ponieważ obiecałam że dodał przed sobotą, a ja obietnic dotrzymuję. Mam nadzieję że wam się spodoba. Nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział. Postaram się jak najszybciej, ale nic nie obiecuję bo już jutro wyjeżdżam i nie wiem jak będzie z moim czasem wolnym. Dla mnie wakacje dopiero się zaczynają, dlatego dopiero teraz życzę wam udanych wakacji ;)♥U all! 

PS. Proszę KOMENTUJCIE!

środa, 16 lipca 2014

ROZDZIAŁ 7

                                   PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!!!

    Siedziałam za ladą przeglądając gazetę i korzystając z tego że jest mały ruch. Przewracałam właśnie kolejną stronę, gdy rozbrzmiał dzwonek obwieszczający klienta. Do środka wszedł wysoki brunet, ubrany cały na czarno i od razu skierował się w moją stronę, za co byłam mu ogromnie wdzięczna. Zajął miejsce na wprost mnie i uśmiechnął się pogodnie.
    - Co podać? - zapytałam odwzajemniając uśmiech i chowając gazetę.
    - Kawę i szarlotkę.
    Szybko uporałam się z jego zamówieniem, które już po chwili stało przed nim.
    - Coś mały ruch tu macie. - zagadnął, zaczynając jeść ciastko.
    - Czasem jest mniejszy, czasem większy, to zależy.
    - Od czego?
    - Od tego ile ludzi przyjdzie. - wywróciłam oczami nie przestając się do niego uśmiechać. - Co ciebie tu sprowadza?
    - Śliczna kelnerka.
    - A tak na poważnie? Nie często bywają tu młodzi ludzie.
    - Mam dość skomplikowaną pracę do wykonania. - spojrzał na mnie, odsuwając od siebie już pusty talerz. - Słyszałem że poznałaś się już na głupocie Mike'a.
    - Masz mnie pilnować, prawda. - westchnęłam siadając na swoim poprzednim miejscu.
    - Taaa...
    - Nie wystarczy wam to że Mike mnie pilnuje?
    - On nie sprawdza się w terenie.
    - No pewnie, lepiej żeby wyjadał mi wszystko z lodówki. - powiedziałam sarkastycznie wywracając przy tym oczami, na co chłopak się zaśmiał.
    - Przywykniesz. Tak wo gulę to jestem Calum.
    - Zgaduję że moje imię pewnie znasz.
    - Nie trudno nie znać.
    - Ile was jest?
    - Ja, Mike i Luke.
    - I nieznajomy. - dodałam.
    - Co?
    - Wasz przyjaciel... - mówiąc to nakreśliłam cudzysłów w powietrzu. - ...nadal się nie przedstawił.
    - Nie martw się kiedyś to zrobi.
    - Nie będziesz musiał płacić jeśli zdradzisz mi jego imię.
    - Nie przekupisz mnie. - pokazał mi język.
    - W takim razie 30 dolarów.
    - Ile?!
    - Należy mi się chyba jakiś napiwek. - zakpiłam z niego.
    - 10.
    - 30.
    - 15.
    - 35.
    - 20.
    - 40.
    - Dobra masz. - powiedział wyjmując z portfela 40 dolarów. - Wredna jesteś wiesz?
    - Ja? Wcale że nie.
    - A teraz przyznaj się ile tobie z tego wpadło?
    - 34 dolary. - uśmiechnęłam się i zaczęłam kierować się na zaplecze, gdyż moja zmiana dobiegała końca.
    - Kiedyś też cię tak okantuje. - usłyszałam za sobą.
    - Wątpię. - zaśmiałam się i weszłam za zaplecze.
    Szybko przebrałam się w moje codzienne ciuchy, zarzuciłam na ramie torebkę i wyszłam.
    - To gdzie teraz? - usłyszałam za sobą głos Calum'a, który już po chwili szedł obok mnie.
    - Ja wracam do domu, a ty nie wiem.
    - Odwiozę cię.
    - Dzięki, ale mam swoje auto.
    - Jak chcesz. - wzruszył ramionami. - Ale na twoim miejscu zrobiłbym jeszcze zakupy, bo Michael potrafi naprawdę dożo zjeść.
    - On je, on robi zakupy. Solidarność musi być. Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się do niego wsiadając do auta.
    - Do jutra. - pomachał mi również się uśmiechając i odszedł do pobliskiego czarnego range rovera.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Wiem, wiem, wiem. Rozdział dość nudnawy, ale musimy przez niego przejść, żeby dowiedzieć się co będzie dalej. Jeśli was to pocieszy to kolejny rozdział już się pisze (obiecuję że będzie ciekawszy) i postaram się go dodać jeszcze przed sobotą. Niestety w sobotę wyjeżdżam i pomimo tego że będę miała dostęp do internetu nie wiem czy znajdę czas na pisanie, ale się postaram choćbym miała pisać po jednym zdaniu dziennie i sklejać to w całość. Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Pisałam to wczoraj na tt, ale napiszę to też tutaj. 
 

    Wiem że słabo widać liczby w czerwonej "ramce" i dla tych co nie dowidzą to jest 52 wyświetleń i 7 komentarzy łącznie. Codziennie na blogu jest podobna liczba wyświetleń, a ten spadek był jednorazowy. Jak to w każdym poście i tutaj proszę was KOMENTUJCIE!!! Dziękuję tym którzy komentują. To dla mnie dużo znaczy i daje mi motywację. Jednak jest was bardzo dużo i w porównaniu do tego jest bardzo mało komentarzy. Pewnie większość z was myśli sobie "Ja nie skomentuję, zrobi to ktoś inny", ale tak nie jest. Dlatego bardzo, bardzo, bardzo proszę komentujcie!
    Jeśli chcecie się z mną skontaktować to możecie znaleźć mnie na tt: alex98turner. Wchodzę na niego codziennie i uwielbiam pisać z innymi dlatego nie będziecie musieli się martwić o to że wam nie odpiszę ;)
    Teraz czas na najważniejsze! PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ!!! Dziękuję wszystkim, którzy się do togo przyczynili. Jesteście niesamowici i mam ochotę was wszystkich mocno uściskać. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Mega się ciesze. Dziękuję, dziękuję, dziękuję.
    To na tyle. Pewnie coś jeszcze miałam napisać, ale zapomniałam :/
♥U all!