PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!
- Wygląda na to, że wszystko jest w porządku. - powiedział lekarz, zapisując coś na kartce, a następnie podając mi ją. - Bież jeszcze przez tydzień tabletki na gardło, żeby twoja utrata głosu się nie powtórzyła.
- Mogę już mówić? - zapytałam niepewnie, po raz pierwszy się odzywając odkąd jestem w gabinecie.
- Tak.
- Dzięki bogu. - westchnęłam, na co mężczyzna się zaśmiał.
Pożegnałam lekarza i wychodząc z jego gabinetu, a następnie z budynku przychodni, ruszyłam w stronę apteki trzymając w ręce receptę. Szłam uśmiechając się od ucha do ucha. Strasznie się cieszyłam że mogę z powrotem się odzywać. Nie cierpiałam pisania na kartkach, które zajmowało mi dwa razy więcej czasu niżeli powiedzenie tego czego chciałam. Na szczęście wszystko wróciło do normy. Muszę przyznać że ten tydzień minął w mgnieniu oka. Pomimo tego że cały tan czas siedziałam w domu, to i tak się nie nudziłam. Nie mogłam się nudzić. Codziennie przychodzili do mnie chłopcy, a z nimi nie miałam się jak nudzić. Nawet z Like'iem udało mi się złapać dobry kontakt. Zaczęło się od tego że przyszedł sam, oglądaliśmy w ciszy telewizję do puki nie zauważyłam na podłodze pająka. Zaczęłam piszczeć i uciekać, a chłopak zwijał się ze śmiechu, już po chwili goniąc mnie po mieszkaniu trzymając w ręce owe paskudztwo. Z Calum'em kontynuowaliśmy rywalizację w różnych grach, zawsze z takim samym zakończeniem. To nie moja wina że on w nic nie potrafi grać. Chociaż parę razy dałam mu wygrać. Gdy przychodził Mike miałam pewność, że po jego wizycie będę miała pustą lodówkę. Na szczęście zawsze na drugi dzień któryś z chłopców robił mi zakupy. Podczas jednej z wizyt, brunet przyniósł ze sobą kota, pod pretekstem że żal mu było zostawiać go samego w domu. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby nie to że jego zwierzak mnie nie polubił. Cały czas patrzał się na mnie złowrogo, a gdy próbowałam go pogłaskać to na mnie syczał. Nic na to nie poradzę, że zwierzęta mnie nie lubią. Wieczorami, za to, miałam chyba mojego ulubionego gościa. Ash przychodził i odchodził zawsze niespodziewanie. Po prysznicu lub po obudzeniu się w środku nocy odkrywałam jego obecność w moim mieszkaniu i zaczynaliśmy nasze nocne rozmowy, następnie gdy już zaczynałam zasypiać, przytulał mnie i pozwalał mi zasnąć leżąc na sobie, za to rano już go nie było. Zupełnie ja ninja. Oczywiście ani razu jeszcze nie pozwolił mi spojrzeć sobie w twarz. Nadal nie chciał żebym wiedziała jak wygląda, zupełnie nie wiem czemu. Zdradził mi jednak, że nieraz spotykaliśmy się w klubach, kawiarni bądź mijaliśmy na ulicy. Próbowałam sobie przypomnieć kogoś z jego posturą, ale jedyne co miałam w głowie gdy o tym myślałam to, czarna dziura. Próbowałam wyciągnąć od Michaela informacje na temat wyglądy Ashtona, zważając na to, że Mike jako jedyny z chłopców nie grzeszył inteligencją. Szperanie w jego telefonie również przyniosło marne skutki, gdyż chłopak miał blokadę na zdjęcia i kontakty. Jako jedyna pozostawała mi już tylko nadzieją, że Ash prędzej, czy później sam się ujawni. Mówią że nadzieja jest matką głupich, no cóż w końcu byłam głupia i chyba każdy się ze mną zgodzi.
Po zakupieniu tabletek na gardło, udałam się do kawiarni. Myślałam czyby nie udać się do Starbuck'a, ale perspektywa spotkania się z Josh'em wydała mi się ciekawsza. Zanim dojechałam na miejsce, wystałam się w korkach gdyż ruch na ulicach był dość spory. Przynajmniej przed kawiarnią było miejsce parkingowe. Szybko je zajęłam, widząc jak inny kierowca również je sobie upatrzył. Wysiadłam z samochodu i skierowałam się w stronę drzwi wejściowych do kawiarni. Otwierając drzwi, rozległ się dźwięk dzwonka zawieszonego nad drzwiami, a do moich nozdrzy doszedł zapach parzonej kawy. Ruch był dziś spory, ale pomimo tego osoba dla której tu przyszłam siedziała za ladą znudzona. Skierowałam się w stronę przyjaciela, uśmiechając się przy tym szeroko.
- Hej. - przywitałam się i nie czekając na odpowiedź, przytuliłam go.
- Hej, młoda. - zaśmiał się, gniotąc mnie w niedźwiedzim uścisku. Po chwili oderwałam się do niego i usiadłam na stołku barowym, prosząc przyjaciela o zwykłą kawę z mlekiem. Czekając na swoje zamówienie, cały czas czułam na sobie czyjś wzrok. Starałam się to ignorować, ale poczucie dyskomfortu i ciekawość zwyciężyły. Spojrzałam dyskretnie przez ramię i w tedy mój wzrok spotkał się ze spojrzeniem tajemniczego chłopaka. Miał na sobie czarne dżinsy, conversy oraz koszulkę z logo Nirvany. Kręcone, brązowe włosy były przewiązane czerwoną bandaną, przez co grzywka wchodziła mu do oczu. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć, a po mimo tego że nasze spojrzenia się spotkały on nawet nie odwrócił wzroku, ani nie starał się ukryć tego że się mi przygląda. Wydawał się dziwnie znajomy, ale nie mogłam sobie przypomnieć kogo mi przypomina.
- Proszę bardzo. - podskoczyłam na dźwięk głosy przyjaciela.
- Dziękuję.
- To, teraz opowiadaj.
- Ale, co?
- Wszystko. Co się działo z tobą przez cały tydzień? Nie odbierałaś telefonu, nie było cię w pracy...
- Byłam chora.
- A tak na serio?
- Mówię serio. Zapomniałam zamknąć okna na noc i się przeziębiłam. Lekarz zakazał mi mówić, więc cały czas musiałam wszystko pisać na kartkach, dlatego też nie odbierałam telefonu.
- Powiedzmy że ci wieżę.
- Zmieniając temat. - wyprostowałam się, obejmując rękoma kubek. - Kim jest ten chłopak pod ścianą?
- Ten który się ciągle na ciebie patrzy? - przytaknęłam. - Nie mam zielonego pojęcia. Pierwszy raz go widzę.
- Mógłby już przestać się gapić. - fuknęłam.
- Nigdy ci nie przeszkadzali adoratorzy. - zaśmiał się.
- Taaa... W jego spojrzeniu jest coś intrygującego. Mam wrażenie jakbym już gdzieś go spotkała.
- Podejdź do niego i zagadaj.
- Nie, dzięki. Po raz pierwszy posłużę się słowami Monick.
- Żyjemy w XXI wieku. Chłopacy nie musza pierwsi zagadywać. - oburzył się krzyżując ręce na piersi.
- W każdym bądź razie, niech on nie liczy na mój pierwszy krok. - wytknęłam mu język, następnie zeszłam ze stołka i chwyciłam w dłoń tekturowy kubek z kawą. - Ja będę się zbierać. Jak będziesz wolny to wpadnij do mnie. Dawno nie mieliśmy nocy filmowej.
- Zobaczę co da się zrobić. Na razie.
- Pa. - pomachałam mu będąc już w połowie drogi do wyjścia. Zanim wyszłam, ostatni raz spojrzałam w stronę nieznajomego, który nadal wypalał we mnie dziurę swym wzrokiem.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Za wszelkie błędy przepraszam, ale pisałam do przed 1 w nocy na wpół już śpiąc. Jednak naszła mnie wena i postanowiłam napisać nowy rozdział, korzystając przy okazji z wolnej chwili. Niestety ostatnio nie mam ich zbyt dużo. Liceum daje mi po dupie, więc jeśli jest tutaj ktoś z gimnazjum to niech wie że cholernie mu zazdroszczę.
Mam do was taką małą sprawę. Nie należę do osób które piszą "spokojne" opowiadania, dlatego też już teraz chce wam napisać że będą występować tu sceny +18. Nie wiem w którym rozdziel pojawi się pierwsza taka scena, ale na pewno nie będzie jedyna. Pisze to już teraz gdyż potem nie będę ich jakoś szczególnie odznaczać pisząc np na początku rozdziału lub w jego trakcie że owe +18 się pojawi.
Na zakończenie chce wam bardzo podziękować, że pomimo mojej długiej przerwy wy nie zrezygnowaliście i nadal wchodzicie na tego bloga. Jestem wam za to ogromnie wdzięczna. Nie pamiętam teraz dokładnie, ale już chyba dawno was nie prosiłam o komentarze. Tak więc proszę KOMENTUJCIE, gdyż komentarzy w porównaniu do wejść jest bardzo mało.
Love U all!
sobota, 27 września 2014
poniedziałek, 8 września 2014
ROZDZIAŁ 14
Obudził mnie grający telewizor. Oczywiście Ashton'a nie było. Pewnie znów przysłał swoich kumpli. Żeby sprawdzić kto dziś dotrzyma mi towarzystwa, wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę salonu. Na kanapie siedział Luke w dłoni trzymając pilot i przeglądając kanały. Nie zwrócił nawet na mnie uwagi, gdy tak stałam przez chwilę i mu się przyglądałam. Blond włosy jak zawsze miał postawione na żelu. Ubrany był na czarno co czyniło go jeszcze bladszym. Przygryzał swój kolczyk, delikatnie nim ruszając. Był wyluzowany, przez co wyglądał na młodszego ode mnie, ale było coś w jego wyglądzie i postawie pociągającego. Skłamałabym mówiąc że nie wygląda seksownie. Jednak wyglądając jak gówniarz miał u mnie małe szanse, w dodatku jego zachowanie doprowadzało mnie do szału, przez co prędzej bym mu przywaliła niżeli dała dupy.
Postanowiłam nie odrywać go od jego zajęcia, więc poszłam zrobić śniadanie. Tradycyjnie, płatki z mlekiem były moim pierwszym posiłkiem. Zaraz po zjedzeniu ich wzięłam syrop i ruszyłam do łazienki. Uporałam się w miarę szybko z poranną toaletą i już po chwili, trzymając blok i jeden z flamastrów w dłoni, usiałam na kanapie obok blondyna.
- Podobno masz problem z gardłem i nie możesz mówić. - powiedział, spoglądając na mnie.
"Taaa"
- To dobrze.
"Czemu?"
- Bo nie muszę cię słuchać. - uśmiechnął się, po czym z powrotem skierował swój wzrok na ekran telewizora. Uśmiech na jego twarzy zmienił się szybko w grymas bólu, bo uderzyłam go blokiem w głowę.
- Za co to?! - krzyknął pocierając obolałe miejsce.
"Za bycie chamem!"
- Nie obrażaj się ślicznotko. Jeśli cię to pocieszy, to masz świetny tyłek. - odpowiedziałam mu wściekłym spojrzeniem, na co on się zasłonił rękoma i szybko dodał. - Tylko nie bij.
Uśmiechnęłam się na jego reakcję. Czułam się jak zwycięzca, widząc blondyna w takiej sytuacji. Jeśli myślał że jestem jakąś pustą panienką, która strzeli focha i już, to się mylił. Uważałam że fochy są żałosne, dlatego też ich nie miewałam. Nie obrażałam się też o byle co, jednak łatwo było wytrącić mnie z równowagi. Moi znajomi zawsze mi mówili że mam trudny charakter, ale to nie prawda. Mój charakter był banalny, a to że nie miałam takiego samego charakteru jak inne dziewczyny to już nie był mój problem. Jakaś laska wolałaby iść na zakupy, a ja wolałam pomóc mojemu bratu w warsztacie samochodowym. Tak jestem dziewczyną i tak uwielbiam motoryzację. Taka już jestem.
Siedząc na kanapie z Luke'iem i oglądając telewizor, czułam się troszeczkę nieswojo. Siedzieliśmy koło siebie, nie odzywając się. Panująca cisza jednak nie należała do tych najmilszych, raczej zaliczyłabym ją do kategorii niezręcznych. Myślałam o czym mogłabym z nim porozmawiać, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Blondyn był dla mnie skomplikowaną osobą. Raz mnie nie lubił, innym razem mnie całował, a jeszcze innym grał mi na nerwach. I o czym tu z takim człowiekiem rozmawiać. Rozmowa jaką toczyłam z innymi chłopakami wydawała się nie pasować do tej sytuacji. Tak więc siedzieliśmy w ogóle się nie odzywając, ani nawet nie zwracając na siebie uwagi.
*
- A ty dokąd? - zapytałam blondyna, chwilę po tym jak wstał z kanapy i zaczął ubierać buty na przedpokoju.
- Miałaś się nie odzywać. - uśmiechnął się, wstając i zakładając kurtkę. Zaczęłam kartkować blok, by chwilę później pokazać Loke'owi jeden z moich dawnych napisów.
"Oj joj"
Chłopak zaśmiał się, ukazując dołeczek w swoim prawych policzku, który, nawiasem mówiąc, był uroczy.
- Na razie mała. - poczochrał mnie po głowie i wyszedł z mieszania.
Chwila, czy on powiedział do mnie mała?! Like Pieprzony Hemmings?! Dobra to było dziwne. Nie spodziewałam się czegoś takiego.
Po chwili osłupienia, powróciłam na ziemię. Zakluczyłam dom i ruszyłam z powrotem do salonu w zamiarze wyłączenia telewizora.
*
- Luke, cię polubił.
"Bo się nie odzywałam?"
Nie otrzymałam odpowiedzi, ale za miast tego po pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięczny głos Ash'a.
Kolejny już wieczór, siedzieliśmy na moim łóżku i prowadziliśmy, przymuloną moim zdaniem, konwersację. Pomimo tego że nie widziałam chłopaka siedzącego obok, to mogłam poczuć każdy jego ruch, każdy oddech, ciepło bojące od jego ciała. Nie musiałam go widzieć żeby wiedzieć że siedzi bokiem do mnie. Przylegał do mnie całym ciałem, ale mi to szczególnie nie przeszkadzało, a już w ogóle nie przeszkadzały mi wyczuwalne pod jego koszulką mięśnie.
- Z kim chcesz spędzić jutrzejszy dzień? - zapytał. Zastanowiłam się chwilę, po czym napisałam odpowiedź.
"A co jeśli odpowiem że z tobą?"
- W tedy będę musiał odpowiedzieć nie.
"W takim razie przyślij Mike'a. I nie zapomnij mu powiedzieć żeby po drodze zrobił zakupy."
- Czy ty traktujesz mojego przyjaciela, jak swojego służącego? - zachichotał, a ja po raz pierwszy usłyszałam chichoczącego chłopaka.
"Czy ty chichoczesz?"
- Taaa, a co?
"Normalnie od chichotania są dziewczyny."
- Oj, zamknij się, Turner.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam i to bardzo, bardzo, bardzo. Pewnie macie ochotę teraz mnie ukatrupić za tak długą przerwę i ja wam na to pozwalam. Postaram się nie robić tak długich przerw, ale obecnie jestem w liceum i mam tyle nauki, zadań i w ogóle, że nie mogę wam nic obiecać. Przeprasza. Nie wiem tez kiedy będzie następny rozdział. Wiem jestem okropna, ale wy za to jesteście kochani, bo pomimo tej długiej przerwy wy nadal wchodzicie na tego bloga, za co bardzo wam dziękuję, a już szczególnie tym którzy komentują. Ci którzy tego nie robią, to bardzo was proszę zacznijcie komentować.
♥ U all!
Postanowiłam nie odrywać go od jego zajęcia, więc poszłam zrobić śniadanie. Tradycyjnie, płatki z mlekiem były moim pierwszym posiłkiem. Zaraz po zjedzeniu ich wzięłam syrop i ruszyłam do łazienki. Uporałam się w miarę szybko z poranną toaletą i już po chwili, trzymając blok i jeden z flamastrów w dłoni, usiałam na kanapie obok blondyna.
- Podobno masz problem z gardłem i nie możesz mówić. - powiedział, spoglądając na mnie.
"Taaa"
- To dobrze.
"Czemu?"
- Bo nie muszę cię słuchać. - uśmiechnął się, po czym z powrotem skierował swój wzrok na ekran telewizora. Uśmiech na jego twarzy zmienił się szybko w grymas bólu, bo uderzyłam go blokiem w głowę.
- Za co to?! - krzyknął pocierając obolałe miejsce.
"Za bycie chamem!"
- Nie obrażaj się ślicznotko. Jeśli cię to pocieszy, to masz świetny tyłek. - odpowiedziałam mu wściekłym spojrzeniem, na co on się zasłonił rękoma i szybko dodał. - Tylko nie bij.
Uśmiechnęłam się na jego reakcję. Czułam się jak zwycięzca, widząc blondyna w takiej sytuacji. Jeśli myślał że jestem jakąś pustą panienką, która strzeli focha i już, to się mylił. Uważałam że fochy są żałosne, dlatego też ich nie miewałam. Nie obrażałam się też o byle co, jednak łatwo było wytrącić mnie z równowagi. Moi znajomi zawsze mi mówili że mam trudny charakter, ale to nie prawda. Mój charakter był banalny, a to że nie miałam takiego samego charakteru jak inne dziewczyny to już nie był mój problem. Jakaś laska wolałaby iść na zakupy, a ja wolałam pomóc mojemu bratu w warsztacie samochodowym. Tak jestem dziewczyną i tak uwielbiam motoryzację. Taka już jestem.
Siedząc na kanapie z Luke'iem i oglądając telewizor, czułam się troszeczkę nieswojo. Siedzieliśmy koło siebie, nie odzywając się. Panująca cisza jednak nie należała do tych najmilszych, raczej zaliczyłabym ją do kategorii niezręcznych. Myślałam o czym mogłabym z nim porozmawiać, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Blondyn był dla mnie skomplikowaną osobą. Raz mnie nie lubił, innym razem mnie całował, a jeszcze innym grał mi na nerwach. I o czym tu z takim człowiekiem rozmawiać. Rozmowa jaką toczyłam z innymi chłopakami wydawała się nie pasować do tej sytuacji. Tak więc siedzieliśmy w ogóle się nie odzywając, ani nawet nie zwracając na siebie uwagi.
*
- A ty dokąd? - zapytałam blondyna, chwilę po tym jak wstał z kanapy i zaczął ubierać buty na przedpokoju.
- Miałaś się nie odzywać. - uśmiechnął się, wstając i zakładając kurtkę. Zaczęłam kartkować blok, by chwilę później pokazać Loke'owi jeden z moich dawnych napisów.
"Oj joj"
Chłopak zaśmiał się, ukazując dołeczek w swoim prawych policzku, który, nawiasem mówiąc, był uroczy.
- Na razie mała. - poczochrał mnie po głowie i wyszedł z mieszania.
Chwila, czy on powiedział do mnie mała?! Like Pieprzony Hemmings?! Dobra to było dziwne. Nie spodziewałam się czegoś takiego.
Po chwili osłupienia, powróciłam na ziemię. Zakluczyłam dom i ruszyłam z powrotem do salonu w zamiarze wyłączenia telewizora.
*
- Luke, cię polubił.
"Bo się nie odzywałam?"
Nie otrzymałam odpowiedzi, ale za miast tego po pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięczny głos Ash'a.
Kolejny już wieczór, siedzieliśmy na moim łóżku i prowadziliśmy, przymuloną moim zdaniem, konwersację. Pomimo tego że nie widziałam chłopaka siedzącego obok, to mogłam poczuć każdy jego ruch, każdy oddech, ciepło bojące od jego ciała. Nie musiałam go widzieć żeby wiedzieć że siedzi bokiem do mnie. Przylegał do mnie całym ciałem, ale mi to szczególnie nie przeszkadzało, a już w ogóle nie przeszkadzały mi wyczuwalne pod jego koszulką mięśnie.
- Z kim chcesz spędzić jutrzejszy dzień? - zapytał. Zastanowiłam się chwilę, po czym napisałam odpowiedź.
"A co jeśli odpowiem że z tobą?"
- W tedy będę musiał odpowiedzieć nie.
"W takim razie przyślij Mike'a. I nie zapomnij mu powiedzieć żeby po drodze zrobił zakupy."
- Czy ty traktujesz mojego przyjaciela, jak swojego służącego? - zachichotał, a ja po raz pierwszy usłyszałam chichoczącego chłopaka.
"Czy ty chichoczesz?"
- Taaa, a co?
"Normalnie od chichotania są dziewczyny."
- Oj, zamknij się, Turner.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam i to bardzo, bardzo, bardzo. Pewnie macie ochotę teraz mnie ukatrupić za tak długą przerwę i ja wam na to pozwalam. Postaram się nie robić tak długich przerw, ale obecnie jestem w liceum i mam tyle nauki, zadań i w ogóle, że nie mogę wam nic obiecać. Przeprasza. Nie wiem tez kiedy będzie następny rozdział. Wiem jestem okropna, ale wy za to jesteście kochani, bo pomimo tej długiej przerwy wy nadal wchodzicie na tego bloga, za co bardzo wam dziękuję, a już szczególnie tym którzy komentują. Ci którzy tego nie robią, to bardzo was proszę zacznijcie komentować.
♥ U all!
wtorek, 26 sierpnia 2014
ROZDZIAŁ 13
Wyobrażałeś sobie kiedyś jak to jest stracić głos? Być niemową. Ja nie muszę sobie tego wyobrażać. Ja to przeżywam. Minęło dopiero parę godzin odkąd ostatni raz się odezwałam. Tyle wystarczyło żebym zaczęła wariować. Nie mogłam z nikim normalnie porozmawiać, wszędzie nosiłam blok i flamastry od Mike'a , nawet jak się oparzyłam nie mogłam wykrzyczeć serii przekleństw, jak to miałam w zwyczaju. Powinnam się już przyzwyczaić do tego, że życie lubi dawać mi w kość.
Gdy się obudziłam, Ashton'a już nie było. Leżałam sama w łóżku przytulona do poduszki. Mogłam się tego spodziewać, w końcu nie chciał żebym go widziała. Jednak tak jak obiecał, przysłał mi towarzystwo. Michael i Calum czuli się jak u siebie. Parę sekund po wejściu Cal już siedział na kanapie, oglądając telewizję i zajadając się chipsami, a Mike grzebał mi w lodówce. Nawet nie musiałam pisać żeby się rozgościli. Zamieniliśmy parę słów po czym każdy zajął się sobą. No prawie każdy. Mike co chwilę pytał się czy czegoś potrzebuję, albo jak się czuję. Nie rozumiem go. Przecież ja tylko nie mogę mówić, nie jestem kaleką, ani też nie jestem umierająca. Właściwie to było miłe z jego strony, ale także irytujące więc jak zadał mi po raz dziesiętny to samo pytanie w ciągu godziny rzuciłam w niego poduszką, powodując tym samym chichot Cal'a.
Popołudnie minęło dość szybko. Nie mieliśmy nic ciekawego do robienia, więc przesiedzieliśmy cały ten czas na kanapie wlepiając się w telewizor. Byliśmy równie leniwi co do obiadu. Nikomu nie chciało się nic gotować, więc zamówiliśmy pizzę, bo długiej kłótni kto ma wstać i iść po telefon. Oczywiście głównie chłopacy się kłócili bo trudno było mi dorzucić swoje dwa grosze pisząc. Na moje i Mike'a szczęście wygraliśmy pretekstem że Calum dziś się jeszcze nie ruszył z kanapy. Szatyn z obrazą poszedł po telefon, a następnie wybuchła kolejna kłótnia na temat tego jaką pizzę zamawiamy. Tym razem nawet nie próbowałam się wtrącać, bo obydwie pizze jakie chcieli zamówić chłopcy były moimi ulubionymi. Po skończonej kłótni i zamówieniu obydwóch pizz, zabraliśmy się za grę w fifę. Michael próbował przekonać Calum'a żeby się ze mną nie zakładał o to kto wygra, ale szatyn się uparł i tym samym chwilę później przegrał. Zaraz po tym zaczęliśmy rywalizować w różnych grach.
*
- Nie kumam tego. - poskarżył się Cal.
- Stary po prostu przesuń ta figurkę. - odpowiedział mu Mike, zajadając się pizzą.
- Ale gdzie?
- Byle gdzie.
Szatyn przesunął swoją figurę szachową, dając mi wygrać. Uśmiechnęłam się strącając jego króla i chwilę później pokazując mu napis na kartce.
"Wybrałam"
- Znowu?! To nie fair! Oszukujesz!
- Stary, dała ci wygrać w karty, to ci nie wystarczy?
- Dałaś mi wygrać? - spojrzał na mnie złowrogo.
"Może"
- Czyli że cały czas przegrywam z babą?!
- Przecież to żadna nowość. - zakpił brunet.
Zaczęliśmy się nabijać z Calum'a, który już po chwili miała na nas focha. Od paru godzin grałam z nim w różne gry, cały czas wygrywając. Dobrze że nie graliśmy na pieniądze bo szatyn byłby już bez grosza.
Dobrze że Cal, nie umie się gniewać i już po chwili śmiał się razem z nami. Niestety czas szybko mijał, szczególnie z tymi wariatami. Za oknem było już ciemno, a zegarek wskazywał godzinę przed jedenastą wieczorem. Chłopcy zaczęli się zbierać do wyjścia. Wiedziałam że sami po sobie zamkną więc poszłam do łazienki się umyć. Po szybkim prysznicu, wysuszeniu włosów i ubraniu na siebie za dużej koszulki, wyszłam z łazienki. Wszędzie były pogaszone światła, a na moim łóżku siedziała jakaś postać.
- Witaj księżniczko. - usłyszałam radosny głos mojego prześladowcy. Wiedziałam że jest na tle ciemno żeby nie widział co mam na sobie, ale i tak pociągnęłam koszulkę za brzegi w dół, gdyż sięgała my tylko za tyłek.
- Będziesz tam tak stać, czy podejdziesz? - zapytał, a ja jak marionetka podeszłam i zajęłam moje wczorajsze miejsce na łóżku. Chłopak położył coś na moich kolanach. Gdy rozbłysło światło jego komórki, zauważyłam że dał mi blok.
"Po co przyszedłeś?" - Skoro nie możesz mówić, to odpada rozmowa przez telefon.
"To nadal nie wyjaśnia czemu tu jesteś." - Po prostu lubię z tobą rozmawiać. Więc może odpowiesz mi na pytanie, jak minął ci dzień?
No tak standardowe pytanie, na które i tak pewnie zna odpowiedź. Trzeba jednak jakoś zacząć tą rozmowę.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że tak długo czekaliście na rozdział. Czuję się okropnie przez to. Mam nadzieję że nie uraziłam was poprzednią notką. Dziękuję że nadal jesteście i nie odpuściliście sobie tego opowiadania. Dziś notka będzie krótka i zwięzła. Po pierwsze: nie mogę w to uwierzyć, ale jest już ponad cztery tysiące wyświetleń, za co bardzo mocna wam dziękuję. Po drugie: dziękuję tym którzy komentują. Gdy nie mam weny lub nie chce mi się pisać, czytam wasze komentarze i to mi mega pomaga. Ciesze się jak dziecko widząc nowe komentarze i to jest na prawdę super dlatego nie przestawajcie komentować. Po trzecie: nie wiem kiedy kolejny rozdział. Postaram się dodać w piątek, ale nie mogę wam tego obiecać bo mam prawdziwe urwanie głowy przez nadchodzące urodziny i szkołę. To chyba wszystko co chciałam wam przekazać.♥ U all!PS. Przepraszam za tak krótki rozdział.
Gdy się obudziłam, Ashton'a już nie było. Leżałam sama w łóżku przytulona do poduszki. Mogłam się tego spodziewać, w końcu nie chciał żebym go widziała. Jednak tak jak obiecał, przysłał mi towarzystwo. Michael i Calum czuli się jak u siebie. Parę sekund po wejściu Cal już siedział na kanapie, oglądając telewizję i zajadając się chipsami, a Mike grzebał mi w lodówce. Nawet nie musiałam pisać żeby się rozgościli. Zamieniliśmy parę słów po czym każdy zajął się sobą. No prawie każdy. Mike co chwilę pytał się czy czegoś potrzebuję, albo jak się czuję. Nie rozumiem go. Przecież ja tylko nie mogę mówić, nie jestem kaleką, ani też nie jestem umierająca. Właściwie to było miłe z jego strony, ale także irytujące więc jak zadał mi po raz dziesiętny to samo pytanie w ciągu godziny rzuciłam w niego poduszką, powodując tym samym chichot Cal'a.
Popołudnie minęło dość szybko. Nie mieliśmy nic ciekawego do robienia, więc przesiedzieliśmy cały ten czas na kanapie wlepiając się w telewizor. Byliśmy równie leniwi co do obiadu. Nikomu nie chciało się nic gotować, więc zamówiliśmy pizzę, bo długiej kłótni kto ma wstać i iść po telefon. Oczywiście głównie chłopacy się kłócili bo trudno było mi dorzucić swoje dwa grosze pisząc. Na moje i Mike'a szczęście wygraliśmy pretekstem że Calum dziś się jeszcze nie ruszył z kanapy. Szatyn z obrazą poszedł po telefon, a następnie wybuchła kolejna kłótnia na temat tego jaką pizzę zamawiamy. Tym razem nawet nie próbowałam się wtrącać, bo obydwie pizze jakie chcieli zamówić chłopcy były moimi ulubionymi. Po skończonej kłótni i zamówieniu obydwóch pizz, zabraliśmy się za grę w fifę. Michael próbował przekonać Calum'a żeby się ze mną nie zakładał o to kto wygra, ale szatyn się uparł i tym samym chwilę później przegrał. Zaraz po tym zaczęliśmy rywalizować w różnych grach.
*
- Nie kumam tego. - poskarżył się Cal.
- Stary po prostu przesuń ta figurkę. - odpowiedział mu Mike, zajadając się pizzą.
- Ale gdzie?
- Byle gdzie.
Szatyn przesunął swoją figurę szachową, dając mi wygrać. Uśmiechnęłam się strącając jego króla i chwilę później pokazując mu napis na kartce.
"Wybrałam"
- Znowu?! To nie fair! Oszukujesz!
- Stary, dała ci wygrać w karty, to ci nie wystarczy?
- Dałaś mi wygrać? - spojrzał na mnie złowrogo.
"Może"
- Czyli że cały czas przegrywam z babą?!
- Przecież to żadna nowość. - zakpił brunet.
Zaczęliśmy się nabijać z Calum'a, który już po chwili miała na nas focha. Od paru godzin grałam z nim w różne gry, cały czas wygrywając. Dobrze że nie graliśmy na pieniądze bo szatyn byłby już bez grosza.
Dobrze że Cal, nie umie się gniewać i już po chwili śmiał się razem z nami. Niestety czas szybko mijał, szczególnie z tymi wariatami. Za oknem było już ciemno, a zegarek wskazywał godzinę przed jedenastą wieczorem. Chłopcy zaczęli się zbierać do wyjścia. Wiedziałam że sami po sobie zamkną więc poszłam do łazienki się umyć. Po szybkim prysznicu, wysuszeniu włosów i ubraniu na siebie za dużej koszulki, wyszłam z łazienki. Wszędzie były pogaszone światła, a na moim łóżku siedziała jakaś postać.
- Witaj księżniczko. - usłyszałam radosny głos mojego prześladowcy. Wiedziałam że jest na tle ciemno żeby nie widział co mam na sobie, ale i tak pociągnęłam koszulkę za brzegi w dół, gdyż sięgała my tylko za tyłek.
- Będziesz tam tak stać, czy podejdziesz? - zapytał, a ja jak marionetka podeszłam i zajęłam moje wczorajsze miejsce na łóżku. Chłopak położył coś na moich kolanach. Gdy rozbłysło światło jego komórki, zauważyłam że dał mi blok.
"Po co przyszedłeś?" - Skoro nie możesz mówić, to odpada rozmowa przez telefon.
"To nadal nie wyjaśnia czemu tu jesteś." - Po prostu lubię z tobą rozmawiać. Więc może odpowiesz mi na pytanie, jak minął ci dzień?
No tak standardowe pytanie, na które i tak pewnie zna odpowiedź. Trzeba jednak jakoś zacząć tą rozmowę.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że tak długo czekaliście na rozdział. Czuję się okropnie przez to. Mam nadzieję że nie uraziłam was poprzednią notką. Dziękuję że nadal jesteście i nie odpuściliście sobie tego opowiadania. Dziś notka będzie krótka i zwięzła. Po pierwsze: nie mogę w to uwierzyć, ale jest już ponad cztery tysiące wyświetleń, za co bardzo mocna wam dziękuję. Po drugie: dziękuję tym którzy komentują. Gdy nie mam weny lub nie chce mi się pisać, czytam wasze komentarze i to mi mega pomaga. Ciesze się jak dziecko widząc nowe komentarze i to jest na prawdę super dlatego nie przestawajcie komentować. Po trzecie: nie wiem kiedy kolejny rozdział. Postaram się dodać w piątek, ale nie mogę wam tego obiecać bo mam prawdziwe urwanie głowy przez nadchodzące urodziny i szkołę. To chyba wszystko co chciałam wam przekazać.♥ U all!PS. Przepraszam za tak krótki rozdział.
środa, 20 sierpnia 2014
ROZDZIAŁ 12
PLEASE COMMENT
Obudziwszy się, usiadłam, przeciągając się.
- Dzień dobry. – usłyszałam pogodny głos Michaela. Spojrzałam w jego stronę z uśmiechem. Chłopak siedział przy moim biurku, uśmiechając się jak zawsze.
- Dzień dobry. – odpowiedziałam, ale zaraz po wypowiedzeniu tych słów, spojrzeliśmy się na siebie z przerażeniem.
- Alex, co jest z twoim głosem?
- Nie wiem.
Faktycznie mój głos nie brzmiałam tak samo. Jego tonacja uległa zupełnej zmianie. W dodatku brzmiałam strasznie cicho. Ból rozrywał mi gardło. Miałam wrażenie jakbym nie piła od tygodnia, a ktoś jeździł mi po gardle gwoździami.
- Jedziemy do lekarza. – powiedział Mike, kierując się w stronę mojej szafy. Wyjął z niej jakieś ubrania podając mi i informując że przyrządzi jakiś specyfik na gardło, z przepisu jego babci.
Ubrałam się i wykonałam poranną toaletę w ekspresowym tempie, jednak wypicie napoju sporządzonego przez Mike’a nie poszło mi już tak łatwo. Wypiłam to dopiero po tym jak brunet zaczął mnie szantażować i mówić że nie odzyskam głosu jeśli tego nie wypiję.
*
U lekarza wyszło na jaw że mam zapalenie dróg oddechowych i coś tam ze strunami głosowymi. Nie wiem dokładnie co bo nigdy nie przywiązuję wagi do tego co mówi lekarz. Usłyszałam za to bardzo dokładnie że nie mogę mówić przez tydzień, pić jakiś syrop i zgłosić się na kontrolę za siedem dni. Cudownie. Oczywiście Mike nie pozwolił mi wejść samej do gabinetu, więc wiedział wszystko, a nawet więcej niż ja. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do apteki i sklepu papierniczego. Dostałam od Michael’a blok rysunkowi i kolorowe flamastry. Stwierdził że z kolorowymi flamastrami będzie mi weselej. Obecnie siedziałam na kanapie, w salonie, z kubkiem gorącej herbaty w ręce.
- W kuchni masz obiad, koło mikrofali jest syrop i w razie czego przepis na syrop mojej babci, łóżko jest pościelone, wziąłem w twoim imieniu urlop w kawiarni, pochowałem naczynia ze zmywarki, stuknąłem szklankę, posprzątałem szkło z przedpokoju. Jeśli byś czegoś potrzebowała to napisz. Ash pewnie zauważy.
- Wisisz mi nową szklankę.
- Miałaś się nie odzywać. – zganił mnie.
- Oj joj.
- Alex, jeśli nadal będziesz mówić to nie odzyskasz głosu.
„A to pech.” Napisałam i pokazałam kartkę brunetowi.
- Tak lepiej. – uśmiechnął się. – Ja będę się już zbierać. Zadzwonię.
„Mike.”
- No tak, nie możesz się odzywać. Zapomniałem. W takim razie jak będę mógł to wpadnę.
„Dziękuję, za wszystko.”
- Nie ma za co. – powiedział. Podszedł jeszcze do mnie, poczochrał mi włosy, a następnie wyszedł z mieszkania.
Nie mając nic innego do robienia, włączyłam telewizor i zaczęłam skakać po kanałach.
*
Poczułam jak ktoś podnosi mnie z kanapy i zaczyna iść ze mną na rękach. Wszędzie było ciemno. Zdałam sobie sprawę, że musiałam zasnąć przed telewizorem i przespać cały dzień. Zamiast spojrzeć na osobę, która mnie niosła, wbrew zakazowi postanowiłam się odezwać.
- Kim jesteś?
- Zdaje się że miałam się nie odzywać.
No tak, kto inny, jak nie Ashton, miałby mnie odwiedzać w środku nocy.
- Jutro przyślę ci towarzystwo, żebyś się nie nudziła, a teraz śpij. – powiedział kładąc mnie na łóżku w sypialni.
- Przespałam cały dzień, myślisz że chce mi się teraz spać?
- Okej. W takim razie idę po twój blok, to sobie pogadamy.
Wyszedł z pokoju, po chwili wracając z blokiem w ręce i flamastrami. Podał mi to, zajął miejsce obok i podświetlił kartki komórką tak by mógł przeczytać to co napiszę. Podciągnęłam się na rękach siadając i podkulając kolana, żeby było mi wygodniej. I tak zaczęła się nasza nocna rozmowa. Zadawaliśmy sobie nawzajem pytania. Oczywiście zaczęło się do niewinnych pytań, typu twój ulubiony kolor, a skończyło się na pytaniu o ulubiony typ muzyki. Okazało się, że lubiony te same zespoły więc rozwinęliśmy dyskusję na ten temat. Niestety po mimo moich późniejszych prób nakłonienia chłopka, żeby pokazał mi się w świetle, on tego nie zrobił. Cały czas odpowiadał, że lepiej będzie jak nie będę wiedzieć jak wygląda. Mogłam sobie tylko go wyobrazić, bo nawet gdy chciałam podnieść wzrok i spojrzeć na jego twarz, chłopak od razu kierował mój wzrok z powrotem na kartkę. W końcu pod dość długiej rozmowie zaczęłam ziewać. Ashton objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego torsie. Po mimo tego że przespałam cały dzień, sen przeszedł szybko, za szybko.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że po przeczytaniu tej notki nie przestaniecie czytać tego opowiadania. Zacznę od tego że uwielbiam was i kocham za razem. Jesteście niesamowici, ale jest pewna sprawa. A mianowicie Cień. Jeśli ktoś nie zauważył bądź nie przeczytała, to przed dodaniem bohaterów napisałam notkę że inspiruję się Cieniem i mogą wystąpić podobieństwa. Do waszej wiadomości napisałam do autorki Cienia i dostałam pozwolenie na to opowiadanie. Zdaję sobie sprawę że znajdują się tutaj osoby czytające wcześniej wspomnianego ff i to własnie do nich się chcę zwrócić. Wiem że Cień jest świetny, sama też go uwielbiam, ale proszę was, zamiast się skupiać na podobieństwach i wytykaniu ich palcami, czytajcie tą historię i na nowo poznawajcie wszystko. Nikogo nie zmuszam do czytania tego. Nawet jeśli mnie nie lubicie, bądź jesteście źli za pisanie podobnego opowiadania, ja was uwielbiam za samo to że jesteście. Tak więc sorry, ale nie przestanę dodawać tutaj nowych rozdziałów. Mam nadzieję że nie jesteście źli i nie przestaniecie czytać.♥ U all!
- Dzień dobry. – usłyszałam pogodny głos Michaela. Spojrzałam w jego stronę z uśmiechem. Chłopak siedział przy moim biurku, uśmiechając się jak zawsze.
- Dzień dobry. – odpowiedziałam, ale zaraz po wypowiedzeniu tych słów, spojrzeliśmy się na siebie z przerażeniem.
- Alex, co jest z twoim głosem?
- Nie wiem.
Faktycznie mój głos nie brzmiałam tak samo. Jego tonacja uległa zupełnej zmianie. W dodatku brzmiałam strasznie cicho. Ból rozrywał mi gardło. Miałam wrażenie jakbym nie piła od tygodnia, a ktoś jeździł mi po gardle gwoździami.
- Jedziemy do lekarza. – powiedział Mike, kierując się w stronę mojej szafy. Wyjął z niej jakieś ubrania podając mi i informując że przyrządzi jakiś specyfik na gardło, z przepisu jego babci.
Ubrałam się i wykonałam poranną toaletę w ekspresowym tempie, jednak wypicie napoju sporządzonego przez Mike’a nie poszło mi już tak łatwo. Wypiłam to dopiero po tym jak brunet zaczął mnie szantażować i mówić że nie odzyskam głosu jeśli tego nie wypiję.
*
U lekarza wyszło na jaw że mam zapalenie dróg oddechowych i coś tam ze strunami głosowymi. Nie wiem dokładnie co bo nigdy nie przywiązuję wagi do tego co mówi lekarz. Usłyszałam za to bardzo dokładnie że nie mogę mówić przez tydzień, pić jakiś syrop i zgłosić się na kontrolę za siedem dni. Cudownie. Oczywiście Mike nie pozwolił mi wejść samej do gabinetu, więc wiedział wszystko, a nawet więcej niż ja. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do apteki i sklepu papierniczego. Dostałam od Michael’a blok rysunkowi i kolorowe flamastry. Stwierdził że z kolorowymi flamastrami będzie mi weselej. Obecnie siedziałam na kanapie, w salonie, z kubkiem gorącej herbaty w ręce.
- W kuchni masz obiad, koło mikrofali jest syrop i w razie czego przepis na syrop mojej babci, łóżko jest pościelone, wziąłem w twoim imieniu urlop w kawiarni, pochowałem naczynia ze zmywarki, stuknąłem szklankę, posprzątałem szkło z przedpokoju. Jeśli byś czegoś potrzebowała to napisz. Ash pewnie zauważy.
- Wisisz mi nową szklankę.
- Miałaś się nie odzywać. – zganił mnie.
- Oj joj.
- Alex, jeśli nadal będziesz mówić to nie odzyskasz głosu.
„A to pech.” Napisałam i pokazałam kartkę brunetowi.
- Tak lepiej. – uśmiechnął się. – Ja będę się już zbierać. Zadzwonię.
„Mike.”
- No tak, nie możesz się odzywać. Zapomniałem. W takim razie jak będę mógł to wpadnę.
„Dziękuję, za wszystko.”
- Nie ma za co. – powiedział. Podszedł jeszcze do mnie, poczochrał mi włosy, a następnie wyszedł z mieszkania.
Nie mając nic innego do robienia, włączyłam telewizor i zaczęłam skakać po kanałach.
*
Poczułam jak ktoś podnosi mnie z kanapy i zaczyna iść ze mną na rękach. Wszędzie było ciemno. Zdałam sobie sprawę, że musiałam zasnąć przed telewizorem i przespać cały dzień. Zamiast spojrzeć na osobę, która mnie niosła, wbrew zakazowi postanowiłam się odezwać.
- Kim jesteś?
- Zdaje się że miałam się nie odzywać.
No tak, kto inny, jak nie Ashton, miałby mnie odwiedzać w środku nocy.
- Jutro przyślę ci towarzystwo, żebyś się nie nudziła, a teraz śpij. – powiedział kładąc mnie na łóżku w sypialni.
- Przespałam cały dzień, myślisz że chce mi się teraz spać?
- Okej. W takim razie idę po twój blok, to sobie pogadamy.
Wyszedł z pokoju, po chwili wracając z blokiem w ręce i flamastrami. Podał mi to, zajął miejsce obok i podświetlił kartki komórką tak by mógł przeczytać to co napiszę. Podciągnęłam się na rękach siadając i podkulając kolana, żeby było mi wygodniej. I tak zaczęła się nasza nocna rozmowa. Zadawaliśmy sobie nawzajem pytania. Oczywiście zaczęło się do niewinnych pytań, typu twój ulubiony kolor, a skończyło się na pytaniu o ulubiony typ muzyki. Okazało się, że lubiony te same zespoły więc rozwinęliśmy dyskusję na ten temat. Niestety po mimo moich późniejszych prób nakłonienia chłopka, żeby pokazał mi się w świetle, on tego nie zrobił. Cały czas odpowiadał, że lepiej będzie jak nie będę wiedzieć jak wygląda. Mogłam sobie tylko go wyobrazić, bo nawet gdy chciałam podnieść wzrok i spojrzeć na jego twarz, chłopak od razu kierował mój wzrok z powrotem na kartkę. W końcu pod dość długiej rozmowie zaczęłam ziewać. Ashton objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego torsie. Po mimo tego że przespałam cały dzień, sen przeszedł szybko, za szybko.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że po przeczytaniu tej notki nie przestaniecie czytać tego opowiadania. Zacznę od tego że uwielbiam was i kocham za razem. Jesteście niesamowici, ale jest pewna sprawa. A mianowicie Cień. Jeśli ktoś nie zauważył bądź nie przeczytała, to przed dodaniem bohaterów napisałam notkę że inspiruję się Cieniem i mogą wystąpić podobieństwa. Do waszej wiadomości napisałam do autorki Cienia i dostałam pozwolenie na to opowiadanie. Zdaję sobie sprawę że znajdują się tutaj osoby czytające wcześniej wspomnianego ff i to własnie do nich się chcę zwrócić. Wiem że Cień jest świetny, sama też go uwielbiam, ale proszę was, zamiast się skupiać na podobieństwach i wytykaniu ich palcami, czytajcie tą historię i na nowo poznawajcie wszystko. Nikogo nie zmuszam do czytania tego. Nawet jeśli mnie nie lubicie, bądź jesteście źli za pisanie podobnego opowiadania, ja was uwielbiam za samo to że jesteście. Tak więc sorry, ale nie przestanę dodawać tutaj nowych rozdziałów. Mam nadzieję że nie jesteście źli i nie przestaniecie czytać.♥ U all!
sobota, 16 sierpnia 2014
ROZDZIAŁ 11
Chodziliśmy
od klubu do klubu. Pijąc, tańcząc, po prostu się bawiąc. Nie wiem która jest
godzina, ale wiem że już od dawna jesteśmy całkiem pijani. Już dawno tremu
straciłam rachubę czasu. Nie znałam nawet nazwy klubu w którym się teraz
znajdywaliśmy, ale bez zwątpienia był to klub ze striptizem. Siedzieliśmy przy
jednym ze stolików, a przed nami znajdował się podest z rurą na którym tańczyły
pół nagie kobiety. Siedziałam na kolanach Luke’a , który nie odrywał swoich ust
od mojej szyi. Monick i Patrick zniknęli gdzieś w tłumie, co zbytnio mi nie
przeszkadzało.
- Nie musisz już udawać. – powiedziałam do blondyna. – Nie ma ich.
- Dziękuję. – uśmiechnął się do kelnerki, która właśnie przyniosła nam drinki. – Zupełnie nie wiem o czym mówisz. – dodał już do mnie, uśmiechając się zalotnie.
- Przypominam ci że nie jesteśmy parą.
- Okej.
W jednym momencie mnie obejmował, a w drugim siedział z rękoma na oparciu sofy i obserwował striptizerki. Sięgnęłam po swojego drinka i upiłam łyk.
- Ty byś tak nie potrafiła. – usłyszałam głos mojego towarzysza i momentalnie spojrzałam na dziewczyny przed nami. – Jesteś zbyt sztywna.
- Jaka jestem? - Zbyt sztywna, zbyt poważna…
Nie dokończył bo przerwałam mu całując go w usta.
- Sam tego chciałeś.
Uśmiechnęłam się do niego, po czym zeszłam z jego kolan i ruszyłam w stronę schodków prowadzących na podest.
- Nie zrobisz tego. – usłyszałam za sobą, ale postanowiłam zignorować tą uwagę. Zdecydowanie wypiłam za dużo alkoholu alkoholu, bo na trzeźwo bym tego nie zrobiła.
Weszłam na podest i pewnym krokiem ruszyłam w stronę rury. Stanęłam tyłem do rozentuzjowanego tłumu i zaczęłam powoli rozpinać sukienkę. Gdy zamek był już cały odpięty, czarny materiał powili zaczął zsuwać się z mojego ciała. Już po chwili wszyscy mogli obejrzeć moją czarną, koronkową bieliznę. Na ułamek sekundy, moje spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem blondyna, który siedział wygodnie, popijając drinka i lustrując mnie wzrokiem. W tym momencie cieszyłam się, że dałam się namówić Monick na kurs tańca na róże, jakieś pół roku temu. Naśladowałam ruchy pozostałych dziewczyn, wykorzystując także te których się kiedyś nauczyłam. Widownia szalała, ale mi to nie wystarczyło. Spojrzałam na Luke’a, sięgając jednocześnie za sobą w celu odpięcia stanika. Chłopak wyciągnął telefon z kieszeni, po czym podbiegł do mnie i przerzucił sobie przez ramię, znosząc ze sceny i zabierając po drodze moją sukienkę, przez co nie zdążyłam uczynić tego czego chciałam. Widownia zaczęła buczeć, ale chłopak się tym nie przejął, zamiast tego ruszył w stronę tylnego wyjścia. Chwilę później moje ciało ogarnął chłód, ale nie na długo, bo blondyn wrzucił mnie na tylnie siedzenie swojego auta, sam zajmując siedzenie pasażera. Nawet nie zdążył dokładnie zamknąć drzwi, gdy auto ruszyło.
- Wkurwił się. – usłyszałam poważny głos Calum’a, który siedział za kierownicą.
- To gdzie teraz. – podparłam się o siedzenia chłopców, by spojrzeć na drogę, którą jechaliśmy.
- Do domu. – odpowiedział oschle Luke.
- Chcesz przerywać taką fajną zabawę? – jęknęłam.
- Masz przerąbane. – szatyn znów zwrócił się do blondyna.
- Chyba nie powiesz mi że ci się to nie podobało. – zaśmiałam się, klepiąc blondyna w ramię.
- Możesz się zamknąć! – odpowiedział mi krzykiem i gromkim spojrzeniem.
- Ktoś tu się wkurzył. – zaśmiałam się.
- Możesz pożegnać się z imprezowaniem. – tym razem Calum skierował tą uwagę do mnie.
- A to niby dla czego? Bo wasz kolega tak chce? Wielkie mi halo. Jakiś idiota zabawiający się w nie wiadomo co. Jakby był taki odważny to zamiast dzwonić, czy też wysyłać was, sam by przyszedł. – powiedziałam, po czym zaczęłam naśladując głos mojego prześladowcy. – Jestem taki fajny i męski, żadna laska mi się nie oprze. Co tam zadzwonię i zacznę ją straszyć.
Po wypowiedzeniu tych słów, obaj chłopcy spojrzeli na mnie jak na wariatkę.
- No co? – zapytałam z uśmiechem.
- Możemy ją zabić i zakopać? – zapytał Luke, wskazując na mnie kciukiem i spoglądając na Calum’a.
- Do lasu to na lewo, prawda?
- Tak skręć tutaj.
Jak Luke wskazał, tak też Calum skręcił, ale już po chwili po samochodzie rozniosła się melodia. Szatyn kliknął coś na kierownicy i z głośników usłyszałam dobrze znany mi głos, którego ton wskazywał na maksymalne wkurzenie.
- Nawet nie próbujcie.
- Oj no weź. – jęknął blondyn. – Na mieście jest dożo lasek, znajdziesz sobie inną.
- Hemmings, nie przeginaj.
- Okej.
Z wielkim rozczarowaniem chłopcy zawrócili i z powrotem skierowali się w stronę mojego domu.
*
Obudziłam się z kacem rozrywającym mi głowę. Jedyne co zmusiło mnie do wstanie z łóżka to pragnienie. Przyniosłam więc z kuchni dwulitrową butelkę wody i zostawiłam ją przy łóżku, ponownie się kładąc z zamiarem przespania całego dnia. Oczywiście w najmniej odpowiednim momencie zadzwonił telefon i ku mojemu zdziwieniu dzwonił nieznajomy.
- Halo? – powiedziałam szeptem odbierając połączenie.
- Wczoraj się nieźle zabawiłaś.
- Mów ciszej.
- Nie. Kara musi być.
- Pieprz się.
- Z tobą zawsze.
Rozłączyłam się, wyłączając od razu telefon i rzucając go na podłogę. Ostanie co zrobiłam przed pójściem z powrotem spać to otwarcie okna na oścież. Pomimo tego że padało, stwierdziłam że jest za ciepło, a rześkie powietrze pomoże mi zasnąć.
*
Obudziłam się koło jedenastej w nocy. Zrobiłam sobie kakao i skierowałam przed telewizor. Byłam w połowie drogi, gdy nagle zgasło światło. Zaczęłam nasłuchiwać, ale nie było słychać grzmotów, więc pewnie od sąsiada dzieciaki znów podłączyły za dużo rzeczy do gniazdka i wywaliło korki w bloku.
- Wyłączyłaś telefon. – usłyszałam męski głos dochodzący z salonu. Przeszedł mnie dreszcz strachu. Głos nie należał do żadnej znanej mi osoby.
- Kim jesteś? – zapytałam drżącym głosem. Obcy nie odpowiedział. Zamiast tego usłyszałam jak wstaje z kanapy, na której siedział, i ruszał ciężkim krokiem w moją stronę. Instynktownie zaczęłam się cofać, a kubek z gorącym napojem, trzymany w mojej dłoni, upadł rozbijając się na podłodze.
- Mówiłem ci że masz go nie wyłączać. – wraz z tym zdaniem zrozumiałam do kogo należał ten głos.
- Więc co mi teraz zrobisz?
Nieznajomy zatrzymała się kilka kroków o de mnie. Nie mogłam zobaczyć jego twarzy. Jedyne co widziałam to szczupłą, czarną sylwetkę, dużo wyższą o de mnie.
- Szkoda że zgasło światło, nie sądzisz? – zapytał z kpiną, tym samym zmieniając temat.
- Ty to zrobiłeś?
- Podobno boisz się ciemności. – zakpił. – I pająków. – dodał z naciskiem na ostatnie słowo.
- Tylko nie mów…
- Że w twoim mieszkaniu jest pająk? Mówiłem że jak wyłączysz telefon spotka cię kara. – wstrzymałam oddech. – Dokładniej mówiąc, dwa.
- Co?! – pisnęłam.
- Dwie czarne wdowy. Życzę miłej nocy. – zaśmiał się, kierując do wyjścia. Zagrodziłam mu drogę, kładąc dłoń na jego klatce piersiowej, żeby powstrzymać go przed wyjściem. Przez jego koszulkę czułam zarys mięśni klatki piersiowej. Jego bliskość spowodowała u mnie szaleńcze bicie serca, ale nie odważyłam się spojrzeć mu w twarz.
- Nie zostawisz mnie z „tym” samej. – wyszeptałam.
Chłopak pochylił się, a ja czując jego oddech na swojej szyi przymknęłam oczy.
- Włącz telefon. – odparł oschle z naciekiem na każde słowo.
Wyminęłam go i ruszyłam szybkim krokiem do sypialni. Jak tylko znalazłam się w tym pomieszczeniu, upadła na kolana i zaczęłam po omacku szukać telefonu. Gdy w końcu go znalazłam, drżącymi dłońmi włączyłam go i odetchnęłam z ulgą, kiedy ekran komórki choć trochę rozjaśnił pomieszczenie. Moja radość nie trwała jednak długo. Poczułam dziwny dotyk na plecach. Zupełnie jakby coś po mnie szło. Zerwałam się na równe nogi, piszcząc i wymachując rękoma na wszystkie strony, będąc pewna że to pająk po mnie chodzi. Usłyszałam śmiech mojego nocnego towarzysza i momentalnie przestałam.
- To nie jest śmieszne!
- Nie sądziłem że taka będzie twoja reakcja. – odpowiedział, przez śmiech.
- Wpuściłeś do mojego mieszkanie, dwa włochate pająki, wyłączyłeś światło i na domiar wszystkiego teraz robisz ze mnie kretynkę!
- Uspokój się. Żartowałem z tymi pająkami, aż tak wredny nie jestem.
- Wynoś się. – powiedziałam, przez zaciśnięte zęby.
- Jak sobie chcesz.
Wzruszył ramionami i skierował się do wyjścia. Ruszyłam za nim na przedpokój, zatrzymując jeszcze na moment.
- Skoro już tu jesteś, to może się przedstawisz?
- Nie musisz znać mojej tożsamości.
- Ale chcę.
- Po co?
- Bo mam dość zwracania się do ciebie „nieznajomy”.
- Ashton.
- A nazwisko?
- Ciesz się że znasz chociaż imię.
Po wypowiedzianych słowach wyszedł z mieszkania nawet się nie żegnając. Usłyszałam jak zamyka drzwi na klucz i już po chwili ciszy ruszyłam do okna. Otworzyłam je na oścież i wychyliłam się jak najbardziej w nadziei że ujrzę choć część parkingu i do wiem się jaki ma samochód. Jednak mogłam tylko o tym pomarzyć. Okna miałam skierowane na tył bloku, a parking był przed nim. Tylko ja byłam taka głupia żeby wpaść na pomysł pooglądania parkingu przez okno. Jedynce czego mogłam się dowiedzieć to, to że jeździ sportowym wozem, gdyż wskazywał na to dźwięk odpalanego silnika i jego późniejszą pracę przy odjeździe.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wróciłam! Cieszycie się? Bo ja bardzo. Nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo brakowało mi dodawania nowych rozdziałów. To już można nazwać nałogiem. Będąc odciętą od internetu przez dwa tygodnie dowiedziałam się jak czuje się osoba uzależniona. Ale to już nie ważne. Tak jak pisałam w poprzedniej notce, podczas mojego "urlopu", napisałam nowe rozdziały. Jednak nie dodam ich wszystkich na raz. Będę wam robić paro dniowe odstępy. Okej, napisałam to co chciałam napisać, ale czas przejść do najważniejszej sprawy. Pisałam wam już, że was kocham? Nie? To właśnie teraz to pisze. KOCHAM WAS BARDZO, BARDZO MOCNO. Szczerze bałam się że jeśli nie będę przez dłuższy czas tutaj dodawać niczego nowego, to wejścia na bloga spadną. Wy sprawiliście że się pomyliłam. Jest wręcz przeciwnie. Jest więcej wejść, a ja dosłownie skaczę z radości! Na max'a się cieszę za ponad 3000 wejść! Jesteście niesamowici!Teraz mam ochotę, żeby was wszystkich mocnoooooo wyściskać. Jeszcze raz bardzoooooo mocno was kocham.♥ U all!
- Nie musisz już udawać. – powiedziałam do blondyna. – Nie ma ich.
- Dziękuję. – uśmiechnął się do kelnerki, która właśnie przyniosła nam drinki. – Zupełnie nie wiem o czym mówisz. – dodał już do mnie, uśmiechając się zalotnie.
- Przypominam ci że nie jesteśmy parą.
- Okej.
W jednym momencie mnie obejmował, a w drugim siedział z rękoma na oparciu sofy i obserwował striptizerki. Sięgnęłam po swojego drinka i upiłam łyk.
- Ty byś tak nie potrafiła. – usłyszałam głos mojego towarzysza i momentalnie spojrzałam na dziewczyny przed nami. – Jesteś zbyt sztywna.
- Jaka jestem? - Zbyt sztywna, zbyt poważna…
Nie dokończył bo przerwałam mu całując go w usta.
- Sam tego chciałeś.
Uśmiechnęłam się do niego, po czym zeszłam z jego kolan i ruszyłam w stronę schodków prowadzących na podest.
- Nie zrobisz tego. – usłyszałam za sobą, ale postanowiłam zignorować tą uwagę. Zdecydowanie wypiłam za dużo alkoholu alkoholu, bo na trzeźwo bym tego nie zrobiła.
Weszłam na podest i pewnym krokiem ruszyłam w stronę rury. Stanęłam tyłem do rozentuzjowanego tłumu i zaczęłam powoli rozpinać sukienkę. Gdy zamek był już cały odpięty, czarny materiał powili zaczął zsuwać się z mojego ciała. Już po chwili wszyscy mogli obejrzeć moją czarną, koronkową bieliznę. Na ułamek sekundy, moje spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem blondyna, który siedział wygodnie, popijając drinka i lustrując mnie wzrokiem. W tym momencie cieszyłam się, że dałam się namówić Monick na kurs tańca na róże, jakieś pół roku temu. Naśladowałam ruchy pozostałych dziewczyn, wykorzystując także te których się kiedyś nauczyłam. Widownia szalała, ale mi to nie wystarczyło. Spojrzałam na Luke’a, sięgając jednocześnie za sobą w celu odpięcia stanika. Chłopak wyciągnął telefon z kieszeni, po czym podbiegł do mnie i przerzucił sobie przez ramię, znosząc ze sceny i zabierając po drodze moją sukienkę, przez co nie zdążyłam uczynić tego czego chciałam. Widownia zaczęła buczeć, ale chłopak się tym nie przejął, zamiast tego ruszył w stronę tylnego wyjścia. Chwilę później moje ciało ogarnął chłód, ale nie na długo, bo blondyn wrzucił mnie na tylnie siedzenie swojego auta, sam zajmując siedzenie pasażera. Nawet nie zdążył dokładnie zamknąć drzwi, gdy auto ruszyło.
- Wkurwił się. – usłyszałam poważny głos Calum’a, który siedział za kierownicą.
- To gdzie teraz. – podparłam się o siedzenia chłopców, by spojrzeć na drogę, którą jechaliśmy.
- Do domu. – odpowiedział oschle Luke.
- Chcesz przerywać taką fajną zabawę? – jęknęłam.
- Masz przerąbane. – szatyn znów zwrócił się do blondyna.
- Chyba nie powiesz mi że ci się to nie podobało. – zaśmiałam się, klepiąc blondyna w ramię.
- Możesz się zamknąć! – odpowiedział mi krzykiem i gromkim spojrzeniem.
- Ktoś tu się wkurzył. – zaśmiałam się.
- Możesz pożegnać się z imprezowaniem. – tym razem Calum skierował tą uwagę do mnie.
- A to niby dla czego? Bo wasz kolega tak chce? Wielkie mi halo. Jakiś idiota zabawiający się w nie wiadomo co. Jakby był taki odważny to zamiast dzwonić, czy też wysyłać was, sam by przyszedł. – powiedziałam, po czym zaczęłam naśladując głos mojego prześladowcy. – Jestem taki fajny i męski, żadna laska mi się nie oprze. Co tam zadzwonię i zacznę ją straszyć.
Po wypowiedzeniu tych słów, obaj chłopcy spojrzeli na mnie jak na wariatkę.
- No co? – zapytałam z uśmiechem.
- Możemy ją zabić i zakopać? – zapytał Luke, wskazując na mnie kciukiem i spoglądając na Calum’a.
- Do lasu to na lewo, prawda?
- Tak skręć tutaj.
Jak Luke wskazał, tak też Calum skręcił, ale już po chwili po samochodzie rozniosła się melodia. Szatyn kliknął coś na kierownicy i z głośników usłyszałam dobrze znany mi głos, którego ton wskazywał na maksymalne wkurzenie.
- Nawet nie próbujcie.
- Oj no weź. – jęknął blondyn. – Na mieście jest dożo lasek, znajdziesz sobie inną.
- Hemmings, nie przeginaj.
- Okej.
Z wielkim rozczarowaniem chłopcy zawrócili i z powrotem skierowali się w stronę mojego domu.
*
Obudziłam się z kacem rozrywającym mi głowę. Jedyne co zmusiło mnie do wstanie z łóżka to pragnienie. Przyniosłam więc z kuchni dwulitrową butelkę wody i zostawiłam ją przy łóżku, ponownie się kładąc z zamiarem przespania całego dnia. Oczywiście w najmniej odpowiednim momencie zadzwonił telefon i ku mojemu zdziwieniu dzwonił nieznajomy.
- Halo? – powiedziałam szeptem odbierając połączenie.
- Wczoraj się nieźle zabawiłaś.
- Mów ciszej.
- Nie. Kara musi być.
- Pieprz się.
- Z tobą zawsze.
Rozłączyłam się, wyłączając od razu telefon i rzucając go na podłogę. Ostanie co zrobiłam przed pójściem z powrotem spać to otwarcie okna na oścież. Pomimo tego że padało, stwierdziłam że jest za ciepło, a rześkie powietrze pomoże mi zasnąć.
*
Obudziłam się koło jedenastej w nocy. Zrobiłam sobie kakao i skierowałam przed telewizor. Byłam w połowie drogi, gdy nagle zgasło światło. Zaczęłam nasłuchiwać, ale nie było słychać grzmotów, więc pewnie od sąsiada dzieciaki znów podłączyły za dużo rzeczy do gniazdka i wywaliło korki w bloku.
- Wyłączyłaś telefon. – usłyszałam męski głos dochodzący z salonu. Przeszedł mnie dreszcz strachu. Głos nie należał do żadnej znanej mi osoby.
- Kim jesteś? – zapytałam drżącym głosem. Obcy nie odpowiedział. Zamiast tego usłyszałam jak wstaje z kanapy, na której siedział, i ruszał ciężkim krokiem w moją stronę. Instynktownie zaczęłam się cofać, a kubek z gorącym napojem, trzymany w mojej dłoni, upadł rozbijając się na podłodze.
- Mówiłem ci że masz go nie wyłączać. – wraz z tym zdaniem zrozumiałam do kogo należał ten głos.
- Więc co mi teraz zrobisz?
Nieznajomy zatrzymała się kilka kroków o de mnie. Nie mogłam zobaczyć jego twarzy. Jedyne co widziałam to szczupłą, czarną sylwetkę, dużo wyższą o de mnie.
- Szkoda że zgasło światło, nie sądzisz? – zapytał z kpiną, tym samym zmieniając temat.
- Ty to zrobiłeś?
- Podobno boisz się ciemności. – zakpił. – I pająków. – dodał z naciskiem na ostatnie słowo.
- Tylko nie mów…
- Że w twoim mieszkaniu jest pająk? Mówiłem że jak wyłączysz telefon spotka cię kara. – wstrzymałam oddech. – Dokładniej mówiąc, dwa.
- Co?! – pisnęłam.
- Dwie czarne wdowy. Życzę miłej nocy. – zaśmiał się, kierując do wyjścia. Zagrodziłam mu drogę, kładąc dłoń na jego klatce piersiowej, żeby powstrzymać go przed wyjściem. Przez jego koszulkę czułam zarys mięśni klatki piersiowej. Jego bliskość spowodowała u mnie szaleńcze bicie serca, ale nie odważyłam się spojrzeć mu w twarz.
- Nie zostawisz mnie z „tym” samej. – wyszeptałam.
Chłopak pochylił się, a ja czując jego oddech na swojej szyi przymknęłam oczy.
- Włącz telefon. – odparł oschle z naciekiem na każde słowo.
Wyminęłam go i ruszyłam szybkim krokiem do sypialni. Jak tylko znalazłam się w tym pomieszczeniu, upadła na kolana i zaczęłam po omacku szukać telefonu. Gdy w końcu go znalazłam, drżącymi dłońmi włączyłam go i odetchnęłam z ulgą, kiedy ekran komórki choć trochę rozjaśnił pomieszczenie. Moja radość nie trwała jednak długo. Poczułam dziwny dotyk na plecach. Zupełnie jakby coś po mnie szło. Zerwałam się na równe nogi, piszcząc i wymachując rękoma na wszystkie strony, będąc pewna że to pająk po mnie chodzi. Usłyszałam śmiech mojego nocnego towarzysza i momentalnie przestałam.
- To nie jest śmieszne!
- Nie sądziłem że taka będzie twoja reakcja. – odpowiedział, przez śmiech.
- Wpuściłeś do mojego mieszkanie, dwa włochate pająki, wyłączyłeś światło i na domiar wszystkiego teraz robisz ze mnie kretynkę!
- Uspokój się. Żartowałem z tymi pająkami, aż tak wredny nie jestem.
- Wynoś się. – powiedziałam, przez zaciśnięte zęby.
- Jak sobie chcesz.
Wzruszył ramionami i skierował się do wyjścia. Ruszyłam za nim na przedpokój, zatrzymując jeszcze na moment.
- Skoro już tu jesteś, to może się przedstawisz?
- Nie musisz znać mojej tożsamości.
- Ale chcę.
- Po co?
- Bo mam dość zwracania się do ciebie „nieznajomy”.
- Ashton.
- A nazwisko?
- Ciesz się że znasz chociaż imię.
Po wypowiedzianych słowach wyszedł z mieszkania nawet się nie żegnając. Usłyszałam jak zamyka drzwi na klucz i już po chwili ciszy ruszyłam do okna. Otworzyłam je na oścież i wychyliłam się jak najbardziej w nadziei że ujrzę choć część parkingu i do wiem się jaki ma samochód. Jednak mogłam tylko o tym pomarzyć. Okna miałam skierowane na tył bloku, a parking był przed nim. Tylko ja byłam taka głupia żeby wpaść na pomysł pooglądania parkingu przez okno. Jedynce czego mogłam się dowiedzieć to, to że jeździ sportowym wozem, gdyż wskazywał na to dźwięk odpalanego silnika i jego późniejszą pracę przy odjeździe.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wróciłam! Cieszycie się? Bo ja bardzo. Nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo brakowało mi dodawania nowych rozdziałów. To już można nazwać nałogiem. Będąc odciętą od internetu przez dwa tygodnie dowiedziałam się jak czuje się osoba uzależniona. Ale to już nie ważne. Tak jak pisałam w poprzedniej notce, podczas mojego "urlopu", napisałam nowe rozdziały. Jednak nie dodam ich wszystkich na raz. Będę wam robić paro dniowe odstępy. Okej, napisałam to co chciałam napisać, ale czas przejść do najważniejszej sprawy. Pisałam wam już, że was kocham? Nie? To właśnie teraz to pisze. KOCHAM WAS BARDZO, BARDZO MOCNO. Szczerze bałam się że jeśli nie będę przez dłuższy czas tutaj dodawać niczego nowego, to wejścia na bloga spadną. Wy sprawiliście że się pomyliłam. Jest wręcz przeciwnie. Jest więcej wejść, a ja dosłownie skaczę z radości! Na max'a się cieszę za ponad 3000 wejść! Jesteście niesamowici!Teraz mam ochotę, żeby was wszystkich mocnoooooo wyściskać. Jeszcze raz bardzoooooo mocno was kocham.♥ U all!
wtorek, 29 lipca 2014
ROZDZIAŁ 10
Jak
powiedział Calum, tak też było. Tydzień minął dość szybko, jak i męcząco.
Chłopacy cały czas ze sobą rywalizowali i sobie dogryzali, jakby po prostu nie
mogli się dogadać, a nocne telefony nieznajomego stały się tradycją. Dzwonił
raz dziennie, zawsze o tej samej porze, zawsze z tym samym pytaniem. Jak mi
minął dzień. Z początku mnie to irytowało, ale teraz czekałam z upragnieniem na
jedenastą w nocy, tak samo jak i na końcową godzinę mojej zmiany w pracy. To
były godziny gdy mogłam z kimś spokojnie porozmawiać, bo w domu nie dało się
nawiązać żadnej konwersacji bez docinania sobie. Na szczęście dziś była sobota
i Max miał samolot powrotny o dwunastej. Nie sądziłam że kiedykolwiek coś
takiego przyjdzie mi do głowy, ale cieszyłam się że już wyjeżdżał.
Było pod dziewiątej, kiedy postanowiłam wstać i zrobić śniadanie.
Oczywiście zanim się za to zabrałam, zaliczyłam moją poranną toaletę. Moje
lenistwo nie pozwoliło mi na nic innego, jak tylko płatki śniadaniowe. Były
szybkie i łatwe do zrobienia, co dla mnie było dużym plusem. Chwilę po tym jak
zaczęłam jeść w kuchni pojawił się Max.
- Smacznego.
- Dzięki. Podwieźć cię na lotnisko?
- Nie musisz, zadzwoniłem już po taksówkę.
- Okej.
Nabrałam dużą łyżkę płatków, w chwili gdy Mike stanął w progu kuchni.
- Dzień dobry. - posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam, jednak już po chwili spoważnieliśmy. Usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Spojrzeliśmy na siebie z Michaelem z przerażeniem w oczach. Ani ja, ani on, nie powiedzieliśmy Max'owi co się ostatnio działo. Teraz blondyn spojrzał się na mnie zdziwiony.
- Jeszcze jeden współlokator? - zapytał, a ja zamiast odpowiedzieć posłałam mu słaby uśmiech i ruszyłam w stronę przedpokoju. Moim oczom ukazał się Calum zamykający za sobą drzwi. Chwilę później w przedpokoju pojawili się również pozostali chłopcy.
- Kto to? - blondyn zadał kolejne pytanie lustrując uważnie szatyna.
- Jestem...
- To chłopak Mike'a. - przerwałam Calum'owi.
- Że co?! - Mike i Calum wykrzyknęli jednocześnie.
- To geje. - kontynuowałam. - Ale są wstydliwi więc się z tym ukrywają. - dokończyłam napotykając wściekłe spojrzenie szatyna.
- Stary nie mogłeś powiedzieć od razu że jesteś gejem. - mój brat zwrócił się do Mike'a, po raz pierwszy, szczerze się do niego uśmiechając. - Cały czas myślałem że lecisz na moją siostrę. Gdybyś od razu się przyznał to lepiej byśmy się dogadali.
- Ja na Alex? - zaśmiał się Mike. - Traktuję ją jak siostrę.
- I bardzo dobrze. - klepnął go w ramię. - Ja muszę już iść, bo się spóźnię.
- Udanego lotu. - przytuliłam go na pożegnanie, a następnie zamknęłam za nim drzwi. Gdy tylko się odwróciłam, natrafiłam na dwóch, mega wkurzonych facetów.
- Geje! - krzyknęli jednocześnie.
- No co? Pasujecie do siebie. Z resztą, chyba nie chcecie żeby Max się dowiedział co tu się dzieje, od razu kazałby mi wyjechać z nim.
- Nie mogłaś powiedzieć że jestem twoim chłopakiem? Byłoby lepiej.
- W tedy zostałby dłużej, żeby cię sprawdzić.
- Dobrze że już wyjechał, miałem go dość. - westchnął mój współlokator, następnie zwracając się do szatyna. - Po co przyszedłeś?
- Byłem w pobliżu, więc pomyślałem że wpadnę.
- W takim razie wy róbcie co chcecie, a ja idę biegać.
- Ty biegasz?
- Biegałam do puki się nie wprowadziłeś. - odpowiedziałam, klepiąc Mike'a w ramię i kierując się do swojego pokoju.
- Nie ma mowy żebyś biegała sama, coś może ci się stać. Idziemy z tobą. - powiedział Calum z naciskiem na każde słowo.
- Czekaj jak to idziemy, chyba raczej ty idziesz.
- Mike, tobie też się to przyda.
*
- Zwolnij.
- Stój.
Usłyszałam za sobą sapanie chłopaków, którzy już ledwo biegli. Byli parę metrów ode mnie i już od jakiegoś kilometra błagali bym się zatrzymała bo nie dają rady. Nic im nie odpowiadałam, skoro chcieli biegać ze mną to niech się teraz pomęczą.
Skręciłam za jeden z bloków mojego osiedla i pokonałam ostatnie metry dzielące mnie od domu. Zatrzymałam się przed wejściem do klatki schodowej i obejrzałam za siebie. Nie było za mną chłopaków. Nie musiałam jednak długo czekać bo już po chwili wyłonili się zza zakrętu. Powłóczyli nogami podparci o siebie, sapiąc głośno, a ich języki zwisały jak psom. Dystans który nas dzielił można pokonać w dwie minuty, im to zajęło niecałe dziesięć. Gdy w końcu się do mnie dowlekli, obydwoje podparli się o ścianę budynku i zjechali po niej plecami, siadając na chodniku.
- Nienawidzę cię. - wysapał ledwo żywy Michael, który odpadł już na samym początku biegu.
- Już nigdy więcej z tobą nie biegam. - dodał Calum, którego stan niczym nie różnił się od stanu jego przyjaciela.
- Trochę ruchu wam nie zaszkodzi.
- Trochę?! - wykrzyknęli jednocześnie posyłając mi gniewne spojrzenia.
- Idźcie jeszcze do sklepu, a ja idę się szykować. - powiedziałam podając im pieniądze.
- Zwariowałaś?! - krzyknął Mike. - Ja nawet stąd nie wstanę, a ty mi każesz iść do sklepu?!
- Też cię kocham. - posłałam mu buziaka i już miałam wchodzić do klatki schodowej, gdy zatrzymał mnie głos drugiego z moich towarzyszy.
- Gdzie się wybierasz?
- Jest weekend, więc idę na imprezę.
Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ruszyłam schodami na górę do mieszkania. Gdy tylko do niego weszłam, zastałam dzwoniący telefon. Biegiem ruszyłam w jego kierunku i w ostatniej chwili udało mi się go odebrać.
- Halo. - powiedziałam przykładając urządzenie do ucha.
- Nic nie mówiłaś o imprezie. - usłyszałam oburzony ton, dobrze znanego mi głosu.
- Bo nie pytałeś.
- Co to za impreza? Z kim idziesz? O której?
- Normalna. Ze znajomymi. Wieczorem.
- Ha ha ha. Bardzo śmieszne. - odpowiedział poirytowany. - Pytam poważnie. Muszę to wiedzieć.
- Po co?
- Żeby móc cię chronić.
- Idę z Monick i jej chłopakiem do Pandora. Jestem z nimi umówiona pod klubem o siódmej wieczorem.
- Tak lepiej. – powiedział, a następnie zakończył połączenie.
*
Ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Obcisła czarna sukienka bez ramiączek do tego wysokie szpilki w tym samym kolorze i duży złoty naszyjnik. Włosy pofalowałam pozwalając im swobodnie opadać, a na twarz nałożyłam dość mocny makijaż. Byłam gotowa do wyjścia. Skierował się w stronę drzwi frontowych, po drodze słysząc gwizdanie.
- No, no, no. Wyglądasz świetnie.
- Dzięki. Nie czekaj na mnie, bo nie wiem o której wrócę.
- Okej.
Usłyszałam pukanie i spojrzałam pytająco na bruneta.
- Zapraszałeś kogoś?
- Nie. Myślałem że to do ciebie. – odpowiedział również zdziwiony. Ruszyłam w stronę drzwi żeby otworzyć, ale w tym samym momencie Mike pociągnął mnie za rękę.
- Ja otworzę. – powiedział poważnie, a mnie przeszedł dreszcz. Jeszcze ani razy nie widziałam Michaela tak poważnego. Chłopak podszedł po cichu do drzwi i spojrzał przez wizjer, po czym od razu się rozchmurzył i z uśmiechem otworzył drzwi. Moim oczom ukazał się wysoki blondyn ubrany cały na czarno. Opierał się o framugę drzwi z rękami w kieszeni, lustrując mnie wzrokiem.
- Zamierzasz tak stać? – powiedział oschle.
- Siema stary, co cię tu sprowadza?
- Mam chronić naszą drogą Alex na imprezie. – odpowiedział nie zmieniając swojego tonu, ciągle patrząc na mnie.
- To jakiś żart? – zapytałam z kpiną.
- A wygląda jakby był?
- Zamiast ciebie wolałabym Colum’a.
- Mi również się to nie uśmiecha.
- Wy coś się chyba nie lubicie. – przerwał naszą dyskusję Mike.
- Co ty nie powiesz. – zakpił z niego blondyn, następnie z powrotem zwracając się do mnie. – Idziesz? Nic nie odpowiedziałam. Tylko przeszła koło niego, kierując się w dół schodami.
Chwilę później byliśmy już pod klubem. Jak na dżentelmena wypada blondyn obszedł samochód i otworzył mi drzwi, pomagając wysiąść z jego czarnego Range Rover’a. Szybko odszukałam Monick i jej chłopaka i ruszyłam w ich kierunki. Gdy podeszłam do nich przytuliłam dziewczynę na przywitanie.
- Kim jest twój towarzysz? – zapytała mierząc wzrokiem chłopaka stojącego za mną.
- Jestem Luke, chłopak Alex. – odpowiedział obejmując mnie w pasie i przyciągając do siebie.
- Ja jestem Monick, a to Robert. – przedstawiła się i swojego chłopaka brunetka.
- Chodźmy do środka. – powiedziałam kierując się w stronę wejścia.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak podoba wam się? Tak jak obiecała ten rozdział jest dłuższy i (mam nadzieję) ciekawszy.
W piątek wyjeżdżam na wieś, na dwa tygodnie, i niestety nie będę miała tam internetu. Postaram się dodać coś jeszcze w ciągu tych dni, ale nie wiem czy dam radę, bo internet w Kołobrzegu to jakaś porażka. Jednak nie rezygnujcie z tego opowiadania, bo po tych dwóch tygodniach wrócę z dużą ilością nowych rozdziałów (;♥U all!
- Smacznego.
- Dzięki. Podwieźć cię na lotnisko?
- Nie musisz, zadzwoniłem już po taksówkę.
- Okej.
Nabrałam dużą łyżkę płatków, w chwili gdy Mike stanął w progu kuchni.
- Dzień dobry. - posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam, jednak już po chwili spoważnieliśmy. Usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Spojrzeliśmy na siebie z Michaelem z przerażeniem w oczach. Ani ja, ani on, nie powiedzieliśmy Max'owi co się ostatnio działo. Teraz blondyn spojrzał się na mnie zdziwiony.
- Jeszcze jeden współlokator? - zapytał, a ja zamiast odpowiedzieć posłałam mu słaby uśmiech i ruszyłam w stronę przedpokoju. Moim oczom ukazał się Calum zamykający za sobą drzwi. Chwilę później w przedpokoju pojawili się również pozostali chłopcy.
- Kto to? - blondyn zadał kolejne pytanie lustrując uważnie szatyna.
- Jestem...
- To chłopak Mike'a. - przerwałam Calum'owi.
- Że co?! - Mike i Calum wykrzyknęli jednocześnie.
- To geje. - kontynuowałam. - Ale są wstydliwi więc się z tym ukrywają. - dokończyłam napotykając wściekłe spojrzenie szatyna.
- Stary nie mogłeś powiedzieć od razu że jesteś gejem. - mój brat zwrócił się do Mike'a, po raz pierwszy, szczerze się do niego uśmiechając. - Cały czas myślałem że lecisz na moją siostrę. Gdybyś od razu się przyznał to lepiej byśmy się dogadali.
- Ja na Alex? - zaśmiał się Mike. - Traktuję ją jak siostrę.
- I bardzo dobrze. - klepnął go w ramię. - Ja muszę już iść, bo się spóźnię.
- Udanego lotu. - przytuliłam go na pożegnanie, a następnie zamknęłam za nim drzwi. Gdy tylko się odwróciłam, natrafiłam na dwóch, mega wkurzonych facetów.
- Geje! - krzyknęli jednocześnie.
- No co? Pasujecie do siebie. Z resztą, chyba nie chcecie żeby Max się dowiedział co tu się dzieje, od razu kazałby mi wyjechać z nim.
- Nie mogłaś powiedzieć że jestem twoim chłopakiem? Byłoby lepiej.
- W tedy zostałby dłużej, żeby cię sprawdzić.
- Dobrze że już wyjechał, miałem go dość. - westchnął mój współlokator, następnie zwracając się do szatyna. - Po co przyszedłeś?
- Byłem w pobliżu, więc pomyślałem że wpadnę.
- W takim razie wy róbcie co chcecie, a ja idę biegać.
- Ty biegasz?
- Biegałam do puki się nie wprowadziłeś. - odpowiedziałam, klepiąc Mike'a w ramię i kierując się do swojego pokoju.
- Nie ma mowy żebyś biegała sama, coś może ci się stać. Idziemy z tobą. - powiedział Calum z naciskiem na każde słowo.
- Czekaj jak to idziemy, chyba raczej ty idziesz.
- Mike, tobie też się to przyda.
*
- Zwolnij.
- Stój.
Usłyszałam za sobą sapanie chłopaków, którzy już ledwo biegli. Byli parę metrów ode mnie i już od jakiegoś kilometra błagali bym się zatrzymała bo nie dają rady. Nic im nie odpowiadałam, skoro chcieli biegać ze mną to niech się teraz pomęczą.
Skręciłam za jeden z bloków mojego osiedla i pokonałam ostatnie metry dzielące mnie od domu. Zatrzymałam się przed wejściem do klatki schodowej i obejrzałam za siebie. Nie było za mną chłopaków. Nie musiałam jednak długo czekać bo już po chwili wyłonili się zza zakrętu. Powłóczyli nogami podparci o siebie, sapiąc głośno, a ich języki zwisały jak psom. Dystans który nas dzielił można pokonać w dwie minuty, im to zajęło niecałe dziesięć. Gdy w końcu się do mnie dowlekli, obydwoje podparli się o ścianę budynku i zjechali po niej plecami, siadając na chodniku.
- Nienawidzę cię. - wysapał ledwo żywy Michael, który odpadł już na samym początku biegu.
- Już nigdy więcej z tobą nie biegam. - dodał Calum, którego stan niczym nie różnił się od stanu jego przyjaciela.
- Trochę ruchu wam nie zaszkodzi.
- Trochę?! - wykrzyknęli jednocześnie posyłając mi gniewne spojrzenia.
- Idźcie jeszcze do sklepu, a ja idę się szykować. - powiedziałam podając im pieniądze.
- Zwariowałaś?! - krzyknął Mike. - Ja nawet stąd nie wstanę, a ty mi każesz iść do sklepu?!
- Też cię kocham. - posłałam mu buziaka i już miałam wchodzić do klatki schodowej, gdy zatrzymał mnie głos drugiego z moich towarzyszy.
- Gdzie się wybierasz?
- Jest weekend, więc idę na imprezę.
Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ruszyłam schodami na górę do mieszkania. Gdy tylko do niego weszłam, zastałam dzwoniący telefon. Biegiem ruszyłam w jego kierunku i w ostatniej chwili udało mi się go odebrać.
- Halo. - powiedziałam przykładając urządzenie do ucha.
- Nic nie mówiłaś o imprezie. - usłyszałam oburzony ton, dobrze znanego mi głosu.
- Bo nie pytałeś.
- Co to za impreza? Z kim idziesz? O której?
- Normalna. Ze znajomymi. Wieczorem.
- Ha ha ha. Bardzo śmieszne. - odpowiedział poirytowany. - Pytam poważnie. Muszę to wiedzieć.
- Po co?
- Żeby móc cię chronić.
- Idę z Monick i jej chłopakiem do Pandora. Jestem z nimi umówiona pod klubem o siódmej wieczorem.
- Tak lepiej. – powiedział, a następnie zakończył połączenie.
*
Ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Obcisła czarna sukienka bez ramiączek do tego wysokie szpilki w tym samym kolorze i duży złoty naszyjnik. Włosy pofalowałam pozwalając im swobodnie opadać, a na twarz nałożyłam dość mocny makijaż. Byłam gotowa do wyjścia. Skierował się w stronę drzwi frontowych, po drodze słysząc gwizdanie.
- No, no, no. Wyglądasz świetnie.
- Dzięki. Nie czekaj na mnie, bo nie wiem o której wrócę.
- Okej.
Usłyszałam pukanie i spojrzałam pytająco na bruneta.
- Zapraszałeś kogoś?
- Nie. Myślałem że to do ciebie. – odpowiedział również zdziwiony. Ruszyłam w stronę drzwi żeby otworzyć, ale w tym samym momencie Mike pociągnął mnie za rękę.
- Ja otworzę. – powiedział poważnie, a mnie przeszedł dreszcz. Jeszcze ani razy nie widziałam Michaela tak poważnego. Chłopak podszedł po cichu do drzwi i spojrzał przez wizjer, po czym od razu się rozchmurzył i z uśmiechem otworzył drzwi. Moim oczom ukazał się wysoki blondyn ubrany cały na czarno. Opierał się o framugę drzwi z rękami w kieszeni, lustrując mnie wzrokiem.
- Zamierzasz tak stać? – powiedział oschle.
- Siema stary, co cię tu sprowadza?
- Mam chronić naszą drogą Alex na imprezie. – odpowiedział nie zmieniając swojego tonu, ciągle patrząc na mnie.
- To jakiś żart? – zapytałam z kpiną.
- A wygląda jakby był?
- Zamiast ciebie wolałabym Colum’a.
- Mi również się to nie uśmiecha.
- Wy coś się chyba nie lubicie. – przerwał naszą dyskusję Mike.
- Co ty nie powiesz. – zakpił z niego blondyn, następnie z powrotem zwracając się do mnie. – Idziesz? Nic nie odpowiedziałam. Tylko przeszła koło niego, kierując się w dół schodami.
Chwilę później byliśmy już pod klubem. Jak na dżentelmena wypada blondyn obszedł samochód i otworzył mi drzwi, pomagając wysiąść z jego czarnego Range Rover’a. Szybko odszukałam Monick i jej chłopaka i ruszyłam w ich kierunki. Gdy podeszłam do nich przytuliłam dziewczynę na przywitanie.
- Kim jest twój towarzysz? – zapytała mierząc wzrokiem chłopaka stojącego za mną.
- Jestem Luke, chłopak Alex. – odpowiedział obejmując mnie w pasie i przyciągając do siebie.
- Ja jestem Monick, a to Robert. – przedstawiła się i swojego chłopaka brunetka.
- Chodźmy do środka. – powiedziałam kierując się w stronę wejścia.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak podoba wam się? Tak jak obiecała ten rozdział jest dłuższy i (mam nadzieję) ciekawszy.
W piątek wyjeżdżam na wieś, na dwa tygodnie, i niestety nie będę miała tam internetu. Postaram się dodać coś jeszcze w ciągu tych dni, ale nie wiem czy dam radę, bo internet w Kołobrzegu to jakaś porażka. Jednak nie rezygnujcie z tego opowiadania, bo po tych dwóch tygodniach wrócę z dużą ilością nowych rozdziałów (;♥U all!
piątek, 25 lipca 2014
ROZDZIAŁ 9
- No, no, no, kogo
my tu mamy. – powiedziałam posyłając promienny uśmiech w stronę wchodzącego do
środka bruneta. Chłopak zajął swoje wczorajsze miejsce przy ladzie, a ja
położyłam przed nim czarną kawę i szarlotkę.
- Na koszt firmy. – dodałam.
- Co za urocze powitanie. – uśmiechnął się wpakowując przy tym do ust duży kawałek ciasta.
- Jak ci mija dzień?
- Jak na razie nie narzekam, a u ciebie jak widzę znów mało ludzi.
- Większość już poszła.
- Tobie to nie przeszkadza.
- Owszem. – zaśmiałam się, rzucając w niego chusteczką. – Jesteś brudny.
- Dziś masz naprawdę świetny dzień. Uśmiechnięta i tryskająca energią. Taką mogę cię widywać częściej.
- Świetny pomysł.
- Mam się do ciebie wprowadzić, jak Mike?
- Nie, ale mam prośbę.
- Jaką? – nagle spoważniał.
- Mogę się do ciebie wprowadzić? – ledwo skończyłam mówić ostatnie słowo, gdy Calum zaczął się krztusić nie wiadomo czym. – Mówię poważnie.
- Wiem że jestem seksowny, ale jeśli chcesz mnie przelecieć to wystarczyło powiedzieć, nie musisz się od razu wprowadzać.
- Co? Nie! Fu.
- Dziękuję. – zrobił fochniętą minę, skrzyżował ręce na piersi i odwrócił się do mnie plecami.
- Przepraszam, ale nie jesteś w moim typie. Po prostu mam w domu Michael’a i Max’a, którzy skaczą sobie do gardeł i cały czas ze sobą konkurują, a twój kumpel powiedział że nie zabierze Mike’a z mojego mieszkania.
- Dobra nie umiem się gniewać. – powiedział z powrotem odwracając się do mnie przodem. – Posłuchaj, z chęcią bym ci pomógł, ale nie mogę. Dasz sobie radę. Tak w ogóle to kim jest Max?
- To mój brat.
- Na jak długo przyjechał?
- Do weekendu.
- Szybko minie.
- Taaa…
Reszta mojej zmiany przeleciała dość szybko. Wraz z Calum’em naśmiewaliśmy się z klientów gdy jeszcze byli, a następnie z siebie kiedy próbowaliśmy sprzątnąć kawiarnię. Po doprowadzeniu wszystkiego do porządku i zamknięciu lokalu, brunet odwiózł mnie do domu, gdyż dziś jadąc do pracy postanowiłam skorzystać z metra.
Zaraz po wejściu do domu zastałam chłopców grający w fifę. Oczywiście nie szczędzili od ubliżania sobie. Nie musiałam się pytać by wiedzieć że nie zaprzestali walczyć o dominację w moim mieszkaniu.
*
- Halo. – powiedziałam zaspana przykładając telefon do ucha.
- Nie mów, że znów cię obudziłem.
- Nie możesz dzwonić o normalnej porze?
- A co jest nienormalnego w godzinie jedenastej?
- Jest środek tygodnia, a ty dzwonisz o jedenastej w nocy i zakłócasz mój kochany sen. Naucz się dzwonić o godzinach w których normalnie funkcjonuję.
- Zastanowię się.
- Lepiej przejdźmy do rzeczy i powiedz mi po co dzwonisz.
- Jak ci minął dzień?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam was za tak krótki rozdział, ale jak już wiecie jestem na wyjeździe i mam mało czasu na pisanie, a na dodatek mam problem z internetem. Pisałam ten rozdział teraz na szybko, gdyż blogger od kilku dni nie chciał mi działać i dopiero dziś postanowił być posłuszny. Nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział. Mam w planach napisać go i opublikować w najbliższych dniach, ale wszystko zależy od mojego dostępu do internetu. Mogę wam jednak obiecać że kolejny rozdział będzie dłuższy i ciekawszy. Jeśli coś się zmieni poinformuję was na moim tt: alex98turner. ♥U all!
PS.Dziękuję tym którzy komentują. Do tych którzy tego nie robią... KOMENTUJCIE.
- Na koszt firmy. – dodałam.
- Co za urocze powitanie. – uśmiechnął się wpakowując przy tym do ust duży kawałek ciasta.
- Jak ci mija dzień?
- Jak na razie nie narzekam, a u ciebie jak widzę znów mało ludzi.
- Większość już poszła.
- Tobie to nie przeszkadza.
- Owszem. – zaśmiałam się, rzucając w niego chusteczką. – Jesteś brudny.
- Dziś masz naprawdę świetny dzień. Uśmiechnięta i tryskająca energią. Taką mogę cię widywać częściej.
- Świetny pomysł.
- Mam się do ciebie wprowadzić, jak Mike?
- Nie, ale mam prośbę.
- Jaką? – nagle spoważniał.
- Mogę się do ciebie wprowadzić? – ledwo skończyłam mówić ostatnie słowo, gdy Calum zaczął się krztusić nie wiadomo czym. – Mówię poważnie.
- Wiem że jestem seksowny, ale jeśli chcesz mnie przelecieć to wystarczyło powiedzieć, nie musisz się od razu wprowadzać.
- Co? Nie! Fu.
- Dziękuję. – zrobił fochniętą minę, skrzyżował ręce na piersi i odwrócił się do mnie plecami.
- Przepraszam, ale nie jesteś w moim typie. Po prostu mam w domu Michael’a i Max’a, którzy skaczą sobie do gardeł i cały czas ze sobą konkurują, a twój kumpel powiedział że nie zabierze Mike’a z mojego mieszkania.
- Dobra nie umiem się gniewać. – powiedział z powrotem odwracając się do mnie przodem. – Posłuchaj, z chęcią bym ci pomógł, ale nie mogę. Dasz sobie radę. Tak w ogóle to kim jest Max?
- To mój brat.
- Na jak długo przyjechał?
- Do weekendu.
- Szybko minie.
- Taaa…
Reszta mojej zmiany przeleciała dość szybko. Wraz z Calum’em naśmiewaliśmy się z klientów gdy jeszcze byli, a następnie z siebie kiedy próbowaliśmy sprzątnąć kawiarnię. Po doprowadzeniu wszystkiego do porządku i zamknięciu lokalu, brunet odwiózł mnie do domu, gdyż dziś jadąc do pracy postanowiłam skorzystać z metra.
Zaraz po wejściu do domu zastałam chłopców grający w fifę. Oczywiście nie szczędzili od ubliżania sobie. Nie musiałam się pytać by wiedzieć że nie zaprzestali walczyć o dominację w moim mieszkaniu.
*
- Halo. – powiedziałam zaspana przykładając telefon do ucha.
- Nie mów, że znów cię obudziłem.
- Nie możesz dzwonić o normalnej porze?
- A co jest nienormalnego w godzinie jedenastej?
- Jest środek tygodnia, a ty dzwonisz o jedenastej w nocy i zakłócasz mój kochany sen. Naucz się dzwonić o godzinach w których normalnie funkcjonuję.
- Zastanowię się.
- Lepiej przejdźmy do rzeczy i powiedz mi po co dzwonisz.
- Jak ci minął dzień?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam was za tak krótki rozdział, ale jak już wiecie jestem na wyjeździe i mam mało czasu na pisanie, a na dodatek mam problem z internetem. Pisałam ten rozdział teraz na szybko, gdyż blogger od kilku dni nie chciał mi działać i dopiero dziś postanowił być posłuszny. Nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział. Mam w planach napisać go i opublikować w najbliższych dniach, ale wszystko zależy od mojego dostępu do internetu. Mogę wam jednak obiecać że kolejny rozdział będzie dłuższy i ciekawszy. Jeśli coś się zmieni poinformuję was na moim tt: alex98turner. ♥U all!
PS.Dziękuję tym którzy komentują. Do tych którzy tego nie robią... KOMENTUJCIE.
Subskrybuj:
Posty (Atom)