poniedziałek, 2 lutego 2015

ROZDZIAŁ 23

    Czarne dżinsy ciasno opinały jego nogi, tego samego luźna koszulka bez rękawów zwisała z jego ramion, a czerwona bandana oplatała tego niesforne loki. Mężczyzna nie musiał się odwracać, bo i tak dobrze wiedziałam z kim mam do czynienia. Za każdym razem tak samo tajemniczy. Zawsze wytwarzał w okół siebie tą dziwną aurę. Coś mnie do niego ciągnęło, ale też coś kazało mi się trzymać od niego z daleka. Dziwna niewyjaśniona siła, z którą miałam już do czynienia wcześniej. Jednak to był ktoś inny. Ktoś kogo powinnam omijać szerokim łukiem. Nie znałam go, nie wiedziałam kim dokładnie jest. Spotkałam go tylko kilka razy. I o te kilka razy za dużo.
    Pomimo bólu, który odczuwałam, chciałam zeskoczyć z łóżka i uciec jak najdalej stąd. Miałam cichą nadzieję że on nic nie usłyszy, że nie zwróci na mnie uwagi, ale to były tylko marzenia, bo w rzeczywistości znajdowaliśmy się sami w tak cichym pokoju, że mogłam doskonale usłyszeć swój przyśpieszony oddech. Najciszej jak umiałam odrzuciłam kołdrę na bok. Ku mojemu zdziwieniu miałam na sobie te same ubrania co wczoraj. Jedyne czego brakowało to moich vansy'ów. Podniosłam się do pozycji siedzącej, a następnie dotknęłam bosymi stopami podłogi. Rozejrzałam się po niej w poszukiwaniu butów jednak nigdzie ich nie dostrzegłam. Nie przejmując się tym za bardzo wstałam i na palcach ruszyłam do drzwi. Chwyciłam za klamkę jednocześnie ją naciskając i otwierając drzwi. Ostatni raz odwróciłam się w stronę chłopaka z kawiarni. Nie poruszył się ani o milimetr więc uchyliłam szerzej drzwi i wyszłam z pokoju następnie je przymykając. Znajdowałam się w długim korytarzy. Panele, tak jak i w pokoju były ciemno brązowe, a w tym samym kolorze również siedem drzwi, w tym sześć prowadzących do nieznanych mi pomieszczeń. Ściany za to były śnieżno białe. Na prawie samym końcu po prawej dostrzegłam schody prowadzące w dół do których niezwłocznie się udałam. Byłam już w połowie schodzenia na dół gdy usłyszałam męskie głosy. Od razu zwolniłam tępo nie chcąc narobić niepotrzebnego hałasu. Będąc już na ostatnim stopniu rozejrzałam żeby się upewnić czy żadna nieproszona osoba nie pojawi się niespodziewanie. Mężczyźni byli w pomieszczeniu po lewej, na wprost był salon, a kawałek dalej po prawej dostrzegłam drzwi frontowe a przy nich moje vansy. Nie zważając już na ostrożność, ruszyłam w stronę upragnionych drzwi wolności jednak w połowie drogi zatrzymałam się w pół kroku gdy usłyszałam tak dobrze znany mi głos.
    - Hej. - odwróciłam się i ujrzałam osoby których w tym momencie najmniej bym się spodziewała. Z kuchni w której siedzieli chłopacy idealnie dało się zobaczyć cały przedpokój. Luke siedział przy wyspie kuchennej trzymając w dłoni kubek i uśmiechając się przez co jego prawy dołeczek był idealnie widoczny, Calum siedział obok niego z delikatnym uśmiechem, a z jego oczu mogłam wyczytać że jest mu przykro, jednak nie wiedziała dlaczego. Michael za to stał oparty o blat kawałek dalej od pozostałych, z rękoma w kieszeniach i jak zawsze, uśmiechając się od ucha do ucha. Postanowiłam zmienić moją pozycję bo z pewnością wyglądałam jak kretyn stojąc na środku przedpokoju z otwartą buzią.
    - Co wy tutaj robicie? - zapytałam podchodząc do nich bliżej.
    - Mieszkamy. -wzruszył ramionami Luke, a następnie spojrzał gdzieś za mnie. Jego uśmiech momentalnie zniknął, a ja poczułam czyjś oddech przy swoim uchu.
    - Tęskniłaś? - usłyszałam tak dobrze znany mi głos. Odwróciłam się gwałtownie jednocześnie robiąc krok w tył i wstrzymując oddech. Czułam się jakbym zobaczyła ducha. To nie mogła być prawda. Na pewno to jest sen z którego zaraz się obudzę. Tak długo czekałam na ten moment. Pragnęłam go w końcu zobaczyć, dowiedzieć się jak wygląda. Teraz chciałam wymazać go z mojej pamięci. Gdzieś głęboko w podświadomości miałam jednak nadzieję że to nie on. To z pewnością tylko kumpel chłopaków, a oni mnie wkręcają. Błagałam w myślach żeby to wszystko było tylko głupim żartem. Jednak Calum zrujnował moje małe marzenie trzema na pozór nic nieznaczącymi słowami.
    - Alex, poznaj Ashton'a.
    To nie mogła być prawda. Przecież niejednokrotnie go prosiłam żeby mi się pokazał, a on tego nie chciał, a teraz od tak stał przede mną mierząc mnie pogardliwym spojrzeniem. Przegapiłam moment w którym zrobiłam coś nie tak? Przecież, do cholery, to on mnie porwał.
    - Zeszłej nocy jeden z ludzi Stank'a chciał cię porwać. Miałaś szczęście bo Ashton cały czas miał na ciebie oko i był w pobliżu. Oberwałaś tylko w głowę, nic więcej ci nie zrobił. - wyjaśnił Luke jakby czytając mi w myślach.
    - Przepraszam. - ledwo usłyszałam cichy szept Calum'a i już wiedziałam za co mnie przepraszał. Obiecał że ta impreza będzie bez nianiek, jednak jak widać nie dotrzymał obietnicy, a przynajmniej nie całej.
    - Kto to Stank?
    - Nie musisz tego wiedzieć. - Ashton odezwał się szorstkim głosem wciąż ciskając we mnie nienawistnym spojrzeniem.
    - W co ty ze mną grasz? - odezwałam się najbardziej chamskim głosem na jaki się zdobyłam. - Najpierw nie chcesz się pokazać, a teraz stoisz przede mną od tak? - dodałam na co prychnął.
    - Oh błagam. Gdybyś była choć odrobinę mądra od początku wiedziałabyś z kim masz do czynienia. - zrobił krok w moją stronę, tak że nasze klatki piersiowe się stykały, oraz zniżył głowę by ostatnią część swojej wypowiedzi wyszeptać mi do ucha. - Przypomnij sobie noc w której wszystko się zaczęło.

  - Nie podziękujesz mi? - usłyszałam po swojej lewej stronie dźwięczny głos chłopaka, który przed chwilą zwrócił moją uwagę.
    - A powinnam?
    - Podobno wypada.
    - Gówno mnie obchodzi co wypada, a co nie. - odpowiedziałam dość oschle na co chłopak się zaśmiał.
    - Widzę że mamy coś wspólnego.
    Jak to usłyszałam odwróciłam się w jego stronę i zmierzyłam od góry do dołu i z powrotem. Vansy, podarte dżinsy i bluza.
    - Wątpię. - odpowiedziałam i sięgnęłam po szklankę z moim napojem.
    - Po raz pierwszy widzę dziwkę, która wybrzydza. - zastygłam w miejscu trzymając naczynie tuż przy ustach.
    - Słucham?
    - Wam przecież tylko zależy na kasie - spojrzałam na niego piorunującym wzrokiem, na co się zaśmiał. - Chyba nie powiesz mi że się mylę. - odrzekł następnie upijając łyk ze swojej szklanki.
    - Do twojej wiadomości nie jestem dziwką. - powiedziałam wstając i kierując się do tylnego wyjścia.
    - Ja bym teraz stąd nie szedł. - usłyszałam za sobą na co zadarłam wysoko głowę i przyśpieszyłam kroku.  
~*~
  - Zawróć. - usłyszałam w słuchawce ostry i zdecydowany męski głos.
    - Słucham?
    - Zawróć, w tej chwili. Nie idź dalej.
    - Posłuchaj gówniarzu. Jeśli to miał być jakiś głupi żart to ci się nie udał. - powiedziałam wkurzona i się rozłączyłam.
    Telefon znowu zadzwonił, a ja pełna frustracji odrzuciłam połączenie jednak nieznajomy nie zamierzał się poddać. Za którymś już razem wkurzona do granic możliwości postanowiłam odebrać.
    - Czego?! - wrzasnęłam przystając na środku chodnika i powstrzymując się od rzucenia telefonem o ścianę pobliskiego budynku.
    - Uciekaj. - usłyszałam ten sam męski głos, a następnie sygnał zakończonej rozmowy.

    - Chłopak przy barze. To byłeś ty. - powiedziałam zaskoczona cofając się o krok. Jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć. 
    - Od samego początku wiedziałaś kim jestem. Zresztą nie raz wpadłaś na mnie na ulicy, czy też w kawiarni. 
    - Mam dość. - powiedziałam wymijając go i kierują się w stronę drzwi wyjściowych. Ubrałam na nogi buty, a następnie chwyciłam za klamkę i otworzyłam drzwi. Zdziwiło mnie, że nie chcieli mnie powstrzymać. Od tak pozwolili mi iść. Po wyjściu na zewnątrz jednak szybko się przekonałam dlaczego.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Tam tara ram, oto Ashton! Wiem że długo na niego czekaliście, ale oto i jest. Wiem że rozdział zjebany (przepraszam za wyrażenie), ale mam nadzieję że nie tak bardzo jak ostatni. 
    Misie, nie wiem co się dzieje, czy zrobiłam coś nie tak, czy co, ale błagam nie rezygnujcie z komentowania. Komentarze dają mi takiego mega kopa do pisania, dlatego nie zapominajcie o nich. Przecież napisanie paru miłych bądź chamskich słów nie zajmuje dużo, a ostatnim razem pojawiło się ich bardzo malutko. Żeby nie przedłużać i się nie powatżać: BŁAGAM KOMENTUJCIE!
    Kocham was misie i do następnego ;*
  

piątek, 16 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 22

    - Hej, hej, hej! - usłyszałam głos Calum'a, który właśnie wszedł do mieszkania.
    - Zaczynam mieć wrażenie, że to nie jest już tylko moje mieszkanie. - napiłam się łyka kawy z kubka, który trzymałam w ręce, usiadłam na kuchennym blacie po czym kontynuowałam. - Powinniście składać się na czynsz skoro tak dużo tutaj przesiadujecie.
    - Słyszałem że czynsz na tym osiedlu jest wyjątkowo tani, więc sama sobie dasz radę z rachunkami.
    - Dzięki Calum. - fuknęłam.
    - Nie ma za co. Przy okazji fajna piżama. - wskazał palcem na mój strój. Przed chwilą dopiero wstałam i jedyne co zdołałam zrobić przed jego przyjściem to kawę. Miałam na sobie błękitną bokserkę z trzema guziczkami na górze, które aktualnie były odpięte, a że dekolt i tak był niski to chłopak mógł zobaczyć mój mostek. Poza bokserkę miałam jeszcze na sobie wyjątkowo krótkie spodenki w różową kratkę. Nie dziwię się że szatynowi spodobał się mój ubiór.
    - Kawy? - zapytałam i nie czekając na odpowiedź zeszłam z blatu i zaczęłam przygotowywać napój. Po chwili siedzieliśmy na kanapie w salonie z kubkami w dłoniach.
    - Nie powinnaś teraz być w pracy?
    - Rzuciłam to. - Calum na te słowa wypluł kawę którą akurat miał w buzi i zaczął kaszleć.
    - C-co? - wykrztusił.
    - Znudziła mi się praca w kawiarni. - wzruszyłam ramionami jakby to nie było nic takiego.
    - Skąd weźmiesz pieniądze na mieszkanie?
    - Nie należę do biednych ludzi, Cal. Pracowałam w kawiarni, żeby nie siedzieć całymi dniami w domu.
    - W takim razie co teraz zamierzasz robić?
    - Nie wiem. - zrobiłam przerwę patrząc przed siebie i zastanawiając się nad pytaniem - Zawsze chciałam pojechać na Karaiby.
    - Zwariowałaś.
    - Powiedzmy że jestem typem podróżnika, a teraz nadszedł czas na małe zmiany.
    - Małe zmiany?! To nie jest dobry argument na to żeby teraz wszystko rzucić i wyjechać!
    - Gdy sprawy za bardzo się komplikują czasem to jest najlepsze wyjście.
    - O czym ty do cholery mówisz?! Zwariowałaś?! - chłopak gwałtowanie wstał zamaszyście przy tym gestykulując. - Nigdzie nie jedziesz! Ubieraj się zawiozę cię do pracy.
    - Wczoraj jak wyszliście, wysłałam wypowiedzenie i zostało rozpatrzone pozytywnie, tak więc oficjalnie jestem bezrobotna.
    Naszą jakże cudowną rozmowę przerwał nam mój telefon. Dobrze znana mi rock'owa piosenka rozniosła się po domu. Wstałam i nie spieszą cię ruszyłam do sypialnie gdzie zostawiłam komórkę. Chwyciłam ją w dłoń i spojrzałam na wyświetlacz. Odebrałam z wielkim uśmiechem i przystawiła urządzenie do ucha.
    - Hej.
    - OMG Alex! Mam niusa! - krzyknęła uradowana dziewczyna.
    - Monick, weź głęboki oddech i się opanuj.
    - Pamiętasz naszą ekipę ze szkoły?
    - Jak mogłabym zapomnieć skoro szkołę skończyliśmy niecały miesiąc temu.
    - Obowiązkowo masz być dziś na plaży w naszym stałym miejscu. Meg ma urodziny i z tej okazji organizujemy ognisko.
    - Ok. Przyjedziesz po mnie?
    - Pewnie! Będę o 7.40 p.m.
    - Do zobaczenia. - pożegnałam się i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
    - Dokąd się wybierasz? - usłyszałam za sobą męski głos. Odwróciłam się. Calum stał w progu opierając się o futrynę.
    - Na imprezę.
    - Pójdę z tobą.
    - Staruszką wstęp wzbroniony. - pokazałam mu język.
    - Jestem od ciebie o rok młodszy!
    - Poważnie? - wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia, bo cały czas byłam święci przekonana że szatyn jest ode mnie starszy.
    - Mam 18 lat.
    - Cóż, w takim razie małolaci również niemile widziani.
    - Ej! To nie fer!
    - Odkąd was znam nie byłam na żadnej imprezie bez obstawy. To będą urodziny znajomej i mam zamiar dobrze się bawić bez niańki, więc nawet nie próbujcie się tam pojawić.
    - Dobra, ale tylko ten jeden raz.
    - Obiecujesz?
    - Obiecuję. I dopilnuję żeby chłopacy też się tam nie pojawili.
    - Dziękuję! - krzyknęłam i rzuciłam się Cal'owi na szyje bo nie sądziłam że puści mnie bez obstawy.
 *
     Ze względu na to że ognisko było na plaży ubrałam krótkie dżinsowe spodenki, luźną bluzkę na grubych ramiączkach w czarno-białe paski i trzema guziczkami na górze, oraz klasyczne czarno-białe vans'y. Włosy pozostawiłam naturalnie pofalowane, jedynie co, to spięłam je w wysokiego kuzyka. Nie trudziłam się z makijażem, pomalowałam tylko rzęsy maskarą. Znałam swoich znajomych i wiedziałam, że nikt nie zwraca uwagi na wygląd podczas naszych plażowych ognisk. W tedy liczy się tylko piwo i pianki. Na lewą rękę założyłam parę bransoletek, a na szyję srebrny łańcuszek z literka A, który dostałam od Max'a na 18 urodziny. Włożyłam telefon do kieszeni, zabrałam rozpinaną, szarą bluzę gdyby zrobiło się chłodno i ruszyłam do drzwi.
    Po chwili czekania przed blokiem, Monick podjechała swoim czerwonym mini cooper'em countryman. Dziewczyna jako prezent dzisiejszej solenizantce kupiła zawieszkę do bransoletki, a że ja nie miałam nic co mogłabym dać, umówiłyśmy się że zapłacę połowę kwoty za zawieszę i prezent będzie od nas obydwu. 
    Na plaże dojechałyśmy w niecałe 20 minut. Oczywiście jak na szatynkę przystało, całą drogę gadała o tym jak cudownie znów będzie się spotkać całą paczką oraz o tym jaki Taylor jest dobry w łóżku.
    Taylor był w naszej paczce uważany za boga seksu. Wysoki brunet z ciemnymi oczami, parodniowym zarostem i kaloryferem o którym inni chłopacy mogli tylko pomarzyć. Odkąd pamiętam dziewczyny uganiały się za nim tabunami. Co najdziwniejsze byłam jedyną dziewczyna, przynajmniej w naszej szkole, która nie śliniła się na jego widok. Nie zaprzyjaźnilibyśmy się gdyby nie to że na jednym z wf-ów który mieliśmy na basenie, jakiś koleś popchnął mnie do basenu, a je że nie umiem pływać zaczęłam tonąć. Taylor mnie w tedy uratował, a ja zamiast mu podziękować, nakrzyczałam na niego przy całej klasie, że nie chciałam pomocy od takiego zapatrzonego w siebie dupka. Myślę że to zrobiło na nim wrażenie. Dziewczyna która zamiast mdleć na jego widok, wrzeszczy i ma ochotę go zabić. Z pewnością to było coś nowego. Od tamtej pory zaczął się za mną uganiać, aż w końcu zgodziłam się z nim spotkać. Nie było to jednak randka, raczej zwykłe spotkanie dwojga ludzi, którzy akurat nie mieli planów na piątek. Nigdy nie zapomnę, gdy Monick po raz pierwszy się z nim przespała na jednej z imprez i aż skakała z radości. Powiedziałam mu o tym na co wyznał że jest gejem, ale czasem lubi sypiać z dziewczynami. Nikomu nie wyjawiłam tego sekretu, ale za każdym razem gdy widzę uganiające się za nim dziewczyny mam ochotę wybuchnąć niekontrolowanym śmiechem. 
    Od imprezy na której moi przyjaciele się przespali byliśmy jak trzej muszkieterowi. Wszędzie chodziliśmy razem. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Po paru miesiącach dołączyła do nas kuzynka bruneta, Meg, która od razu wpasowała się w naszą grupę. Przedstawiała nam swojego chłopaka, Henry'ego który z początku zadawał się z nami pod przymusem swojej dziewczyny. Dopiero po dłuższym czasie udało nam się złapać wspólny język. Jako kolejny w naszej grupie znalazł się Adam. Klasowy kujon który był zauroczony w Monick i był na każde jej skinięcie. To ona nam go przedstawiła. Nauczyliśmy go jak się dobrze bawić i pokazaliśmy jak wygląda świat poza domem, szkołą i książkami. Ostatnią osobą, która do nas dołączyła był Phil. Został wyrzucony ze swojej poprzedniej szkoły i przeniósł się do Sydney, żeby zacząć wszystko od nowa. Nigdy nam nie powiedział o swojej przeszłości, ale i tak był spoko. Już pierwszego dnia jak wszedł do szkoły, wiedziałam że chcę się z nim zaprzyjaźnić. Wytwarzał w okół siebie aurę, która mówiła nie podchodź bo za siebie nie ręczę, i choć wszyscy się na niego patrzeli jak na dziwaka to ja chciałam go jak najszybciej poznać. Niby przez przypadek na niego wpadłam upuszczając przy tym książki na co powiedział z drwiną "I może mam to teraz pozbierać?" bez zastanowienia odpowiedziałam, że wiem, że to było żałosne ale to było pierwszą rzeczą która mi przyszła do głowy żeby go poznać. Spojrzał na mnie jak na wariatkę na co się uśmiechnęłam, przedstawiłam i powiedziałam że ma fajne spodnie, ale założę się że lepiej wygląda bez nich. Ta uwaga podziałała i chłopak od razu zaczął się śmiać dodając że również wolałby mnie bez koszulki. Tak wiec to była nasza paczka. Bez wątpienia byliśmy paczką wyrzutków. Nikt z nas tak na prawdę nigdy nie miał kogoś bliskiego, a przez przypadki całkiem różni od siebie, zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi. 
    Na naszym stałym miejscy już wszyscy byli. Meg z Henry'm siedziała na kocu, Taylor na przenośnej lodówce, Adam na składanym krzesełku, a Phil jak zawsze na piasku grzebiąc w nim patykiem. Oczywiście wszyscy siedzieli w okół ogniska, które już było rozpalone pomimo tego że było jeszcze jasno. Cała nasza grupa prowadziła ożywioną dyskusję na nieznany mi temat co chwilę wybuchając śmiechem. Gdy tylko podeszłyśmy wszyscy zwrócili na nas uwagę, jeszcze szerzej się uśmiechając o ile można było się jeszcze szerzej uśmiechnąć. Przywitałyśmy się ze wszystkimi, złożyłyśmy Meg życzenia i dałyśmy prezent, a następnie zajęłyśmy standardowe miejsca. Monick usiadła na kolanach Taylor'a, a ja obok Phil'a. Zaczęliśmy rozmawiać o jakiś pierdołach, następnie wymieniliśmy się plotkami na temat niektórych osób z naszej starej szkoły. Nie obyło się również o temacie przyszłości. Wszyscy skończyliśmy szkołę, oprócz Phil'a który musiał powtarzać ostatnią klasę. Jak się okazało Adam złożył podanie na Harvard, Taylor chciał studiować w New York University, Meg i Henry złożyli podania do University College London, Monick wybierała się do University Of Western Sydney, a ja jako jedyna z tegorocznych absolwentów nie miałam jeszcze żadnych planów. Gdy tylko pozostali się o tym dowiedzieli zaczęli mnie namawiać, żebym wyjechała z nimi. Nie raz myślałam o studiach, ale nigdy nie wiedziałam co tak na prawdę chcę robić w życiu, a tym bardziej co chciałabym studiować. 
    Tematów było nieskończenie wiele, były też momenty w których wszyscy mówiliśmy jednocześnie o czymś innym, ale nikt na to nie zwracał większej uwagi. Siedzieliśmy tak już parę godzin. Nikt nie wiedział która jest dokładnie godzina, ale za to bardzo dobrze wiedzieliśmy, że jesteśmy sami na plaży, całkiem piani oraz na haju, bo jak zawsze Phil przyniósł zioło. Wszyscy stopniowa zaczęliśmy się rozchodzić. Jako pierwszy imprezę opuścił Adam twierdząc że jeśli znajdzie się w domu to będzie cud, następnie Taylor postanowił jechać taksówką z Monick która cały czas się do niego kleiła i nie umiała samodzielnie ustać na nogach. Henry przez to że nie pił wziął na siebie odpowiedzialność za Meg, a że był motorem to nie mógł mnie odwieźć. Phil zmył się niezauważony, tak więc zostałam sama. 
    Stałam na chodniku opatulając się szczelniej bluzą i trzęsąc się z zimna. Nie przypuszczałam że będzie aż tak zimno, w dodatku taksówka którą zamówiłam nie śpieszyła się żeby przyjechać. Spojrzałam w prawo z nadzieją że ujrzę nadjeżdżający pojazd. Owszem zobaczyłam go, ale to nie był pojazd na który bym czekała. Czarny wan gwałtownie zatrzymał się przede mną. Wyszedł z niego mężczyzna w kominiarce i zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować, on uderzył mnie w głowę. Poczułam jak upadam na ziemię. Potem już nic nie pamiętam.
*
    Obudziłam się z potwornym bólem. Jednak nie był to kac. Kac w porównaniu do tego był niczym. Wszystko mnie bolało. Miałam wrażenie, że poprzedniej nocy ktoś potraktował mnie jak worek treningowy. Otworzyłam oczy. Leżałam na wysokim łóżku z niebiesko- białą pościelą. Ściany były ciemno czerwone, ale nie aż tak żeby nazwać ten kolor bordowym. Jęknęłam gdy przyszło mi odwrócić się na drugi bok, ale w połowie ruchu zamarłam. Tyłem do mnie, przy oknie stała postać. Bardzo dobrze znana mi postać.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Hej misie! Mam nadzieję że ten rozdział wynagrodził wam moją długą nieobecność. Ze względy na to że w tym rozdziale pojawiły się postacie, których nie ma w bohaterach to wstawiam wam tutaj ich zdjęcia. 
Taylor




Phil



Meg



Henry



Adam

     Czytasz = komentujesz
    Love you all!

niedziela, 11 stycznia 2015

LIEBSTER AWARD

Nominacja Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała, Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

NOMINACJA OD DAJMOND

 1.Jakie było Twoje małe marzenie związane z tym właśnie blogiem?

    Przede wszystkim jak każdy chciałam znaleźć osoby którym spodobałoby się to opowiadanie, ale również nadal moim takim małym marzeniem jest, żeby nie był to jeden z tych nikomu nie znanych ff. Marzę o tym, że gdy kiedyś ktoś powie Past Becomes Future każdy będzie wiedział o co chodzi, ale znając moje szczęście to się nigdy nie wydarzy.
  

 2.Uważasz, że piszesz dobrze, czy może warto by było się trochę podszkolić? Hej, spokojnie, ja potrzebuję tę drugą opcję.

    Szczerze to uważam, że piszę okropnie, ale nie przejmuję się tym. Musiałabym się, i to bardzo, podszkolić z resztą każdy kto kiedykolwiek przeczytał choć jeden napisany prze zemnie rozdział na pewno się z tym zgodzi. 

 
3.Jak reagujesz na negatywne komentarze?

    Jak na razie mało ich tutaj było, z czego się cieszę. Nie raz jednak zostałam skrytykowana przez znajomych, którzy jakimś cudem tu trafili, i uważam że ich krytyka w jakimś stopniu mi pomogła. Jestem raczej osobą, która nie przejmuje się opinią innych i robi wszystko po swojemu. Nie biorę niczego do siebie, więc nawet jeśli pojawiłby się jakiś negatywny komentarz pewnie bym się tym nie przejęła i nie spędzała dnia nad użalaniem się. Jednak słysząc krytykę, pomimo tego że moim pierwszym odruchem jest puszczenie jej mimo uszu to po pewnym czasie do niej wracam i długo się nad nią zastanawiam, następnie staram się nie popełniać tego samego błędu. Nie ukrywam jednak że bardzo wkurzają mnie komentarze mówiące że to opowiadanie jest podobne do Cienia, lub że kradnę jego treść. Owszem zaczyna się ono podobnie do Cienia, jednak cała przyszłość bohaterów jest w pewnym stopniu już prze zemnie zaplanowana i całkiem różni się od wcześniej wspomnianego ff. Może gdybym stworzyła zwiastun wszystko stałoby się klarowniejsze, ale po co mam to robić skoro zdradziłabym większą część fabuły niż w zapowiedzi. Z resztą wystarczy lepiej przyjrzeć się wydarzeniom następującym po wprowadzeniu się Michaela, żeby znaleźć różnicę w tych dwóch opowiadaniach. Kolejną sprawą jest to że autorka Cienia, jak i Pułapki, stworzyła thriller, ja bardziej dążę do sensacji/komedii i jeszcze jednego gatunku, którego nie mogę wam zdradzić, bo równie dobrze mogłabym od razu napisać całe streszczenie.


 4.Czym kierujesz się pisząc swoje opowiadanie?

    Hmmm... To dość trudne pytanie. Myślę że jak do tej pory najbardziej kierowałam się rozśmieszaniem czytelników nieudacznością bohaterów i mam nadzieję że mi się to udało. Jednak nie mam określonej rzeczy którą bym się kierowała pisząc.


5.Myślisz nad ewentualną przyszłą karierą pisarską? 

    Nie, zdecydowanie nie. Na przyszłość mam już inne plany. Jednakże gdyby w przyszłości udałoby mi się poprawić umiejętności pisarskie chciałabym wydać sagę książek i w tedy poprawiłabym tego ff i zrobiła z niego drugą część. Pewnie teraz każdy zadaje sobie pytanie czemu drugą, a nie pierwszą. Otóż po napisaniu i opublikowaniu kilku pierwszych rozdziałów, zaczęłam żałować że nie napisałam wcześniej początków, całej przeszłości Alex, ale było już na to za późno bo pierwsi czytelnicy i obserwatorzy już się pojawili. Tak więc gdybym miała kiedykolwiek wydać jakąś książkę zaczęłabym od wydania pierwszej części tego ff. Pewnie gdybym wcześniej o tym pomyślała i napisała ją, teraz większość rzeczy wydawałabym się jaśniejsza.

 
6.Chciałabyś, by Twoje fanfiction było wszech znane?

    Oczywiście że tak! Kto by tego nie chciał? Jak do tej pory to było najprostsze pytanie.

 
7.Co robisz, gdy kończą Ci się pomysły na pisanie?

    Większość rzeczy które piszę, jest pisana spontanicznie. W mojej głowie mam tylko fabułę i parę wydarzeń. Tak było zawsze. Jako przykład takich fragmentów wydarzeń mogę dać to jak Mike wywalił się o krawężnik chcąc otworzyć Alex drzwi, lub to jak Luke, Michael i Alex mieli trójkącik. Od kiedy umieściłam jednego z przyjaciół Ash'a w mieszkaniu głównej bohaterki miałam w głowie pomysł na jego upadek. Cały czas miałam przed oczami to jak on się potyka o krawężnik i leży na chodniku jednak cały czas nie wiedziałam jak ma do tego dojść, aż doszłam do momentu w którym stwierdziłam że jest zbyt poważnie, a Mike od dawna nie zrobił czegoś głupiego i godzinami myślałam nad tym jak wrzucić ten jeden moment do opowiadania. Pamiętam jak miałam kryzys i nie wiedziałam co mogę napisać w kolejnym rozdziale, w tedy przyśnił mi się sen jak z nie wiadomych powodów pobiłam chłopaków i tak oto powstał pomysł na włamywaczy i Alex, która również pobiła swoich wybawców. Kolejnym takim moim kryzysem było gdy nie wiedziałam jak mogę wprowadzić 5SOS-ów do opowiadania i przypomniał mi się mój sen z przed kilku lat w którym mieszkałam z 1D i w środku nocy uderzyłam Harry'ego kijem do golfa bo myślałam że to włamywacz (wiem mam głupie sny xd).


8.Masz może własną playlistę do swojego opowiadania?
    
    Nie. Nigdy nie miałam i wątpię w to, że będę mieć.

 
9.Opowiedz coś ciekawego o tym blogu.
    
    Nie mam zielonego pojęcia co mogę napisać. Zazwyczaj w takich momentach pytam się "co chcesz wiedzieć" albo "na przykład co", ale teraz nie mam jak zadać jednego z tych pytań. Przychodzi mi wiele pomysłów do głowy, ale czegokolwiek bym nie napisała zdradzę przyszłość bohaterów. Może cofniemy się do momentu w którym powstał pomysł na tego bloga.Czytając Cienia zawsze irytowała mnie postać Catlin (bez obrazy, to tylko moje zdanie). Wydawała mi się taką nieporadną dziewczynką wokół której kręci się cały świat. Za każdym razem po przeczytaniu nowego rozdziału myślałam nad tym jak mogłoby wyglądać to opowiadanie, gdyby główna bohaterka miała "ostrzejszy" charakter. Brakowało mi też pewnych scen, jeśli mogę to tak ująć, niegrzecznych scen. Mogę szczerze powiedzieć, że to dzięki Cieniowi powstał pomysł na tego bloga, jednak nie jest on moją główną inspiracją. Co prawda jest wiele blogów, który mnie inspirują jak np. Hunger, Crazy In Love oraz wile innych których niestety teraz nie mogę przytoczyć gdyż czytałam ich wiele i nie pamiętam wszystkich tytułów jednak ich treść wciąż jest zapisana w mojej głowie. Teraz pewnie was zdziwię, bo moją główną inspiracją nie jest żaden ff. Jest nią książka "Na każde jego żądanie". Jeśli ktoś jej nie czytał to uwierzcie, warto.


10.Obrazisz się, jeśli jedenastego pytania nie będzie?

    Pewnie że nie.


NOMINUJĘ:
1.Baby I'm a Sinner ( http://baby-im-a-sinner-pl.blogspot.com/ )
2.I'm Different ( http://imdifferentfanfict.blogspot.com/ )
3.Dangerous Luke Hammings ( http://dangerous-luke-hemmings-fanfiction.blogspot.com/ )
4.Blind For Love ( http://blind-for-love-fanfiction.blogspot.com/ )
5.Surly ( http://surly-fanfiction.blogspot.com/ )
(Mam nadzieję że mogę też nominować ff z wattpad xd)
6.Crazy In Love ( http://www.wattpad.com/story/21936254-crazy-in-love-n-h )
7.Pakt Samobójców ( http://www.wattpad.com/story/17302088-pakt-samob%C3%B3jc%C3%B3w-luke-hemmings )
8.Therapy ( http://www.wattpad.com/story/17951454-therapy )
9.Sexuality Education ( http://www.wattpad.com/story/25814399-sexuality-education-h-s )
10.Dark Niall Horan ( http://www.wattpad.com/story/17613505-dark-niall-horan-t%C5%82umaczenie )
11.With You ( http://www.wattpad.com/story/18948636-with-you-niall-horan-fanfiction )

PYTANIA:
1.Jak powstał pomysł na bloga? Jeśli jest to tłumaczenie to czemu postanowiłaś/-eś to tłumaczyć?
2.W czym znajdujesz inspirację?
3.Co robisz gdy nie masz czasu, a dawno nie dodawałaś/-eś nowego rozdziału?
4.Jeśli jesteś autorem bloga to jak wpadłeś na pomysł na głównego bohatera? Jeśli jesteś tłumaczem to czy podoba ci się główny bohater?
5.Twoja ulubiona postać z ff? Dlaczego akurat ona?
6.Myślałaś/-eś kiedykolwiek nad wydaniem książki?
7.Jak udało ci się zdobyć czytelników?
8.Jak do tej pory, co było dla ciebie najtrudniejsze?
9.Czy twoi znajomi wiedzą o twoim blogu? Jeśli tak to czy dopingują cię, a jeśli nie to czy kiedykolwiek im o nim powiesz?
10.Nawiązałeś jakikolwiek kontakt z którymś z czytelników?
11.Co dla ciebie jest najważniejsze? Oczywiście chodzi o coś związanego z blogiem.
 
 


niedziela, 28 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 21

    Powoli otworzyłam oczy nieświadoma tego gdzie się znajduję. Do pokoju wpadały poranne promienie słońca skutecznie go oświetlając. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i rozpoznałam w nim moją sypialnię. Przynajmniej trafiłam do domu. Z wczorajszej nocy ostatnie zdarzenie jakie pamiętam, to gdy tańczyłam z Calum'em, potem mam kompletną pustkę. Mam nadzieję że nikt z nas nie prowadził bo wszyscy piliśmy i to dość sporo co teraz skutkowało u mnie okropnym kacem. Ból rozrywał mi głowę. Czułam się jak kompletny wrak człowieka, nie miałam nawet siły żeby wstać i pójść po wodę. Zamknęłam oczy z zamiarem powrotu do krainy snów i wyrwania się z tej bolesnej rzeczywistości. Nagle poczułam jak łóżko się porusza i ktoś przytula mnie od tyłu i w tym samym momencie zdałam sobie sprawę że moja głowa znajduje się na czymś ruchomym. Rzeczywistość uderzyła we mnie natychmiast. Zajrzałam pod kołdrę i jak się okazało byłam naga. Zerwałam się do pozycji siedzącej z piskiem, a następnie rozejrzałam się na boki. Jak się okazało leżałam na Luke'u, a od tyłu przytulał mnie Mike.
    - Chłopacy, pobudka! - wrzasnęłam nie tyle wścieka na nich, co na siebie. Błagam żeby tylko się nie okazało że ze sobą spaliśmy.
    - Zamilcz zła kobieto. - jęknął brunet przewracając się na drugi bok.
    - Nie żartuję, wstawajcie. Musimy pogadać.
    - Później.
    - Która godzina? - usłyszałam z drugiej strony zachrypnięty głos Luke'a. Spojrzałam na szafkę nocną na której znajdował się nowy budzik.
    - 6.30.
    - Nienawidzę cię. - burknął i zakrył głowę poduszką. Jedną ręką nadal przytrzymywałam kołdrę przy klatce piersiowej, a drugą chwyciłam poduszkę którą zakrywał się blondyn i mu ją wyrwałam.
    - Do cholery, wstawajcie! - wrzasnęłam, aż zabolało mnie gardło. Michael ociężale wstał, a Luke tylko otworzył oczy i na mnie spojrzał.
    - Po cholerę budzisz nas tak wcześnie. - burknął.
    - Chyba ze sobą spaliśmy. - szepnęłam, bo z nie wiadomych powodów bałam się powiedzieć to na głos.
    - Że co! - obydwoje nagle poderwali się na równe nogi, a ja zakryłam oczy nie chcąc oglądać ich nago.
    - Ubierzcie się.
                                                                                   *
    Po tym jak chłopacy się ubrali i wyszli z mojego pokoju tak abym i ja mogła się ubrać, przeszukaliśmy całą sypialnie, poszukując jakiś dowodów na to że mieliśmy trójkącik. Jak się okazało oni również nie pamiętali wszystkiego z wczorajszej nocy co działało tylko na naszą niekorzyść. Niestety nasze przypuszczenia stały się trafne po tym jak znaleźliśmy dwa wykorzystane kondomy, jeden pod łóżkiem, a drugi na lampce nocnej. Od razu pozbyliśmy się dowodów i zgodnie stwierdziliśmy że skoro i tak nic nie pamiętamy to równie dobrze możemy uważać że nic się nie wydarzyło.
    Na kanapie w salonie znaleźliśmy śpiącą Kate, a następnie Luke przyprowadził Calum'a tłumacząc że znalazł go śpiącego pod prysznicem. Będąc już razem, zjedliśmy śniadanie po którym usiedliśmy w salonie. Zajęłam miejsce na podłodze i położyłam na stoliku do kawy kartkę na której postanowiliśmy zapisać wszystko co pamiętamy z wczoraj. Jak się okazało po wypiciu drinków przy barze ja poszłam tańczyć z jakimś kolesiem, Luke zaliczył nieznaną laskę w toalecie, Kate poszła szukać Ashton'a, którego jak się później okazało w ogóle nie było, a Mike i Cal zostali przy barze zagadując jakieś bliźniaczki. Następnie Tańczyłam ze wszystkimi po kolei. Kate tańczyła na barze. Urządziliśmy konkurs tańca twerk. Ostatnim co udało nam się ustalić, a raczej ostatnią rzeczą jaką zapamiętał Calum był nasz powrót taksówką do mojego domu, potem już nikt nic nie pamięta.
    - Mike, tak w ogóle co ci się stało z włosami? - nagle zapytał szatyn, po tym jak ówcześnie cały czas przyglądał się przyjacielowi. Po jego pytaniu także zwróciłam uwagę na włosy Mike'a.
    - Nic, a co ma z nimi być? - odpowiedział zdziwiony.
    - O cholera. - szepnęła Kate również przyglądając się brunetowi, a raczej już byłemu brunetowi. Luke próbował się nie śmiać, ale coś mu nie wychodziło. Michael tylko spojrzał na każdego z nas po kolei po czym ruszył w stronę lustra.
    - Czekaj!
    - Nie idź!
    Cal rzuciła się na przyjaciela i próbował go powstrzymać, a ja uczepiłam się jego nogi, ale na marne bo Mike i tak bez problemu poruszał się ciągnąc mnie za sobą.
    - Kurwa! - krzyknął jak tylko zobaczył się w lustrze. Wrócił do salonu, a ja za nim.
    - Przyznać się kto mi to zrobił! - wskazał na swoją nową fryzurę.
    - Stary, nie przesadzaj. Nie jest tak źle. - próbował pocieszyć go Luke i o dziwo przestał się już śmiać.
    - Pasują ci. - dodałam, ale chłopak tylko zgromił mnie wzrokiem.
    - Mam czerwone włosy!
    - Na pewno da się z tym coś zrobić.
    - Piszą że nie da się jej zmyć. - nagle odezwał się szatyn trzymając w dłoni pudełko po farbie i stając koło mnie. - Znalazłam to w łazience. - wyciągnął rękę z pudełkiem w stronę przyjaciela.
    - Ognista czerwień. - przeczytał Luke, zaglądając przez ramię Michaela. - Czym ty się przejmujesz, kiedyś też się farbowałeś.
    - Ale ostatnio nie miałam tego w planach.
    - Podobno ludzie po pijaku robią rzeczy na które nie mają odwagi na co dzień. - wtrąciłam na co Mike posłał mi mordercze spojrzenie.
    - Czuję się, jak w jakimś pieprzonym Kac Vegas. - odezwała się Kate.
    - Ta, szkoda tylko że nikt nie zaginął, nie ożenił się i nie musimy niańczyć ryczącego bachora. - odpowiedziałam z kpiną.
    - Mike, jeśli cię to pocieszy to przynajmniej nie jesteś łysy. - Cal klepną przyjaciela uśmiechając się.
    - Niezmiernie mi przykro, ale muszę was opuścić. - Kate z powrotem zwróciła na siebie naszą uwagę kierując się do wyjścia.
    - A to niby dlaczego? - zapytał lekko zdziwiony Luke.
    - Nic tu po mnie, z resztą zrobiła się jakoś nudno. - odpowiedziała nawet na nas nie patrząc, a następnie wyszła trzaskając drzwiami.
    - Masakra. - szepnęłam.
    - Nie przejmuj się nią, ona już taka jest. - spojrzałam na Luke'a który posłał mi słaby uśmiech.
    - Wiecie co, im dłużej się im przyglądam, tym bardziej się do nich przekonuję. - krzykną z łazienki Mike. - W sumie to one wyglądają ekstra.
    - Przynajmniej jeden z nas jest zadowolony.
    - Ja tam nie narzekam. Nie mam kaca, wczoraj z tego co pamiętam to nie miałem żadnych wpadek, więc jest okej. - powiedział z uśmiechem Cal. - Ale teraz czas na mnie. Muszę załatwić parę spraw na mieście. Nawiasem mówiąc, Alex, nie powinnaś być teraz w pracy?
    - Cholera!
    Rzuciłam się biegiem do sypialni po swój telefon, a następnie do przedpokoju w którym założyłam w pośpiechu buty i chwyciłam do ręki kluczę z samochodu i domu.
    - Wychodzę! - krzyknęłam po czym wybiegłam z domu.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Proszę was, KOMENTUJCIE!
    Love you all!

sobota, 20 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 20

    Usłyszeliśmy śmiech i szybko spojrzeliśmy w tamtą stronę.
    - Wyglądacie przekomicznie. - śmiał się Calum robiąc nam jednocześnie zdjęcie. Jak zawsze ubrany cały na czarno szatyn podszedł do lady i zajął miejsce koło mnie. Nic dziwnego że się śmiał. Ja siedziałam na lodzie, a mój cudowny towarzysz uczył się obsługiwać jakże trudne urządzenie zwane ekspresem do kawy. Kawa którą miał wsypać do ekspresu była rozsypana na około niego, jak i na nim, a on sam stał z jakimiś metalowymi częściami w ręce.
    - Okej mam trzy pytania. Pierwsze. Alex co ci się stało?
    - Jakiś idiota mnie popchnął i miałam bliskie spotkanie z ziemią.
    - Ej! - odezwał się Michael. - Ja przez ciebie też się wywaliłem.
    - Nie moja wina że nie umiesz przechodzić przez krawężnik.
    - Patrz co sobie zrobiłam. - powiedział smutny brunet podtykając pod nos Cal'a swoją rękę na której miał plasterek, no co ten jeszcze bardziej zaczął się śmiać.
    - Dobra, czas na drugie pytanie. - nagle spoważniał i znów zwrócił się do mnie. - Co ci odbiło żeby to właśnie z nim wychodzić?! Przecież ci mówiłem że on nie sprawdza się w terenie, o czym jak widzę się już przekonałaś.
    - Lepszy Mike i Luke.
    - Jest! - wykrzyknął uradowany Michael wyrzucając ręce w górę. - W końcu ktoś woli mnie niż jego!
    - Z resztą z Luke'iem nie byłoby tak wesoło, prawda Mike'i?
    - Stu procentowa. - uśmiechnął się i przybił mi piątkę.
    - Nie mam do was siły więc zadam ostatnie pytanie. Mike, co ty odpierdalasz?
    - Postanowiłem zastąpić Alex w pracy.
    - Świetnie ci to idzie.
    - No wiem. - wyszczerzył się, na co szatyn wywrócił oczami.
    - Wyluzuj trochę. - szturchnęłam go w ramię, następnie wstając i pomagając Michael'owi posprzątać.
    Sprzątanie zajęło nam trochę więcej czasu niż podejrzewaliśmy. Gdy już mi się wydawało że skończyliśmy, Michael na nowo zaczynał się wydurniać i robić jeszcze większy syf. Na szczęście Calum wkroczył do akcji sadzając swojego przyjaciela na krześle oddalonym od wszystkiego co mogło wywołać jeszcze większy bałagan, a następnie sam pomógł mi sprzątać. We dwójkę poszło nam całkiem sprawnie.
    Dziś Josh miał wolne więc na jego miejsce mianowałam szatyna, który świetnie sobie radził w swojej nowej pracy. Ku mojemu zdziwieniu dziś kafejkę nawiedziły tłumy, przez co nie mieliśmy ani chwili wytchnienia. Marzyłam tylko o tym, żeby móc wrócić do domu i się wyluzować na kanapie. Jednak to było tylko moje marzenie, gdyż jak tylko weszłam do mieszkania, Luke kazał mi się przyszykować obwieszczając że zabiera mnie na imprezę. Nie miałam najmniejszej chęci na ubieranie sukienki bądź spódniczki więc w swoim ubiorze postawiłam na skurzane spodnie, krótką, czarną bluzkę, skurzaną kurtkę i wysokie szpilki. Włosy wyprostowałam i jak zawsze, gdy wybierałam się do klubu, na twarz nałożyłam mocny makijaż. Będąc już gotowa wyszłam z blondynem z mieszkania, następnie dołączając co Cal'a i Mike'a, którzy czekali na nas pod blokiem. Cała trójka wspólnie stwierdziła że po ostatnim zdarzeniu musimy odreagować. Nie zaprzeczając wsiadłam do auta i udałam się z nimi do nieznanego mi klubu.
    Kolejka do wejścia wydawała się nie mieć końca, ale chłopacy zaprowadzili mnie do tylnego wejścia i po znajomości, ochroniarz wpuścił nas do środka. W klubie było pełno ludzi, ale pomimo tego pozostawało wiele wolnego miejsca, gdyż był on ogromny. Całe pomieszczenia było wypełnione sztucznym dymem, a muzyka zdawała się grać tak głośno, że miałam wrażenie iż podłogo drży pod moimi nogami. Poczułam szarpnięcie w łokciu, a gdy się odwróciłam, Luke pokazał mi gestem ręki żebym poszła za nim. Skierowaliśmy się, jak się po chwili okazało, do baru przy którym już byli nasi towarzysze, a wraz z nimi jakaś blondynka.
    - Luke! - pisnęła jak tylko zobaczyła blondyna i od razu rzuciła mu się na szyję. Zbyt krótka, moim zdanie, sukienka ledwo zakrywała jej tyłek, a szpilki wydłużały jej i tak już długie nogi. Włosy falami opadały jej na ramiona i ku mojemu zdziwieniu, jak na taki ubiór miała delikatny, dziewczęcy makijaż. Gdy tylko mój wzrok spotkał się z jej wiedziałam że się nie polubimy. Patrzyła na mnie z wyższością. Pogarda i wrogość aż biły od jej osoby. Odsunęła się od blondyna i stanęła przede mną patrząc z góry z czym nie miała najmniejszego problemu, gdyż górowała nade mną o niecałą głowę.
    - Kate poznaj Alex, Alex to jest Kate. - przedstawił nas sobie Calum uśmiechając się przy tym i zupełnie nie zwracając uwagi na wrogie spojrzenia które posyłałam sobie razem z blondynką.
    - Jest Ash? - zapytał po chwili Luke.
    - Ashton? - przeniosłam zdziwione spojrzenie z blondynki na chłopaka, który akurat stał oparty o blat baru.
    - Nie, sądziłam że przyjdzie z wami. - odpowiedziała przesłodzonym głosem Kate zwracając się do Luke'a.
    - Przyszły nasze drinki! - klasnął w dłonie Mike przerywając panujące napięcie i tym samym przypominając nam o swojej osobie, a następnie podając każdemu szklankę z kolorowym napojem. Czas zaszaleć - pomyślałam następnie przechylając szklankę i wypijając całą jej zawartość. To miała być udana noc i żadna Kate mi jej nie zniszczy.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Misie, pozostawcie po sobie komentarze.
    Love you x

sobota, 6 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 19

    Nie spałam całą noc zastanawiając się czego chcieli włamywacze. Przecież nic im nie zrobiłam. Przez trzy lata nikomu się nie naraziłam, nie wplątywałam się w brudne sprawy, unikałam kłopotów. Oni zjawili się znikąd, zupełnie jak Ash i jego kumple. Jednak to nie był jedyny problem mojej bezsenności. Brakowało mi osoby która by mnie pocieszyła. Osoby która powiedziałaby że to nic takiego, że wszystko będzie dobrze, że mnie obroni.Osoby która by mnie przytuliła i pozwoliła zasnąć na swojej klatce piersiowej gładząc moje włosy. Oczywiście mogłam iść bądź zaprosić do sypialni jednego z chłopaków, którzy spali za ścianą, ale oni nie byli nim. Oni nie byli Ashton'em. Tak samo jak bardzo chciałam żeby zniknął, tak teraz chciałam żeby wrócił. W nocy mówiłam, błagałam żeby zadzwonił, jednak zawsze odpowiadała mi cisza. Nicość która z każdą chwilą była coraz gorsza. Prawda była taka, że choć nie znałam tego człowieka to go potrzebowałam. On miał w sobie coś co mnie przyciągało. Jaszcze nie wiem co to jest, ale zamierzam się dowiedzieć.
*
    Gdyby nie to że w salonie znalazłam chłopaków, myślałabym że miałam porąbany sen. Był poranek. Jak zawsze szykowałam się do pracy. Wstałam wcześniej niż normalnie żeby wyrobić się ze wszystkim bez gonitwy. Jedząc śniadanie zastanawiałam się jak teraz będą wyglądały moje dni. Czy przyjaciele Ash'a będą teraz moim cieniem? Czy będą za mną podążali krok w krok, czy też może będą zachowywać się jak do tej pory? Może to był tylko jednorazowy wypadek, jednak sama nie wierzyłam w tą myśl. Miałam dziwne przeczucie że coś się dziś wydarzy. Nie chciałam jechać sama do pracy. Calum'a nie było, a pozostali chłopacy nadal spali na kanapie. Postanowiłam obudzić Mike'a i zapytać się czy pojedzie ze mną, bo wiedziałam że jeśli zamiast niego obudzę Luke'a to spotkam się z odmową. Na szczęście mój wybór okazał się trafny. Brązowo włosy chłopak zgodził się bez przeszkód więc jak tylko się ubrał wyszliśmy z mieszkania pozostawiając Luke'ow wiadomość gdzie jesteśmy.
    - Co z Cal'em? - zapytałam po dłuższej chwili milczenia.
    - Jeszcze do niego nie dzwoniłem, ale pewnie ustala z Ashton'em różne sprawy.
    - Jakie sprawy?
    - Trzeba ustalić zmiany kto i kiedy ciebie będzie miał na oku i takie tam.
    - Świetnie.
    - Hej, uśmiechnij się to nie koniec świata.
    - Wiem, ale do tej pory nie traktowałam tego wszystkiego poważnie. - westchnęłam i wlepiłam wzrok w kafejkę przed którą Mike zaparkował samochód.
    - Nie wiem jeszcze jak, ale sprawię że o tym zapomnisz i będziesz miała ogromny uśmiech na twarzy. Zobaczysz.
    - Powodzenia. - wytknęłam mu język. Chwyciłam za klamkę, ale drzwi były zablokowane.
    - Ja ci otworzę, będę dżentelmenem.
    Skierowałam wzrok na chłopaka, który pośpieszni wyszedł z auta i truchtem skierował się na drugą stronę samochodu. Gdy był przed maską pojazdu potknął się o krawężnik i runął na ziemie. Od razu wybuchłam niepochamowanym śmiechem. Ten chłopak jest jak dziecko, nawet chodzić nie umie. Obserwowałam jak nieporadnie wstaje i otrzepuje się z brudu, próbując jednocześnie pohamować swój śmiech. Brunet podszedł w końcu do moich drzwi i je otworzył.
    - Zrobiłem sobie bubu. - powiedział ze smutną miną pokazując mi swoją rękę na której była mała ranka. W oczach miał łzy. Dolna warga zaczęła mu drgać, a ja nie wytrzymałam i znów wybuchłam niepochamowanym śmiechem. Już wiem co miał na myśli Calum mówiąc że Michael nie sprawdza się w terenie. Gdy już się uspokoiłam, wygramoliłam się z auta i przytuliłam Mike'a. Pomimo tego że był ode mnie wyższy o ponad głowę i z tego co mi powiedział to był starszy o rok, ja i tak miałam wrażenie że przytulam pięcioletnie dziecko.
    - Nie płacz, mama kupi cukierka.
    - Przestań się ze mnie nabijać! - odepchnął mnie od siebie i tupnął nogą, powodując nie tylko mój śmiech, ale też wszystkich ludzi do o koła.
    - Ok, ok. Choć do środka, na zapleczu mam apteczkę. Chociaż sama nie wiem co mam opatrywać.
    - Jak to co?! Czy ty nie tego nie widzisz! Ja krwawię!
    - Przestań histeryzować, to tylko zadrapanie.
    - Ty nic nie rozumiesz. - fuknął.
    - Przepraszam, ale nie co dzień chłopak chcący otworzyć mi drzwi wykłada się na chodniku.
    Znów zaczęłam się śmiać na co oburzony Mike szturchnął mnie w ramię. Zaplątałam się o własne nogi i tracąc równowagę upadłam. Michael zaczął pokładać się ze śmiechu tak jak ja wcześniej z niego z tym że zamiast płakać że upadłam ja śmiałam się razem z nim. Część przechodzących ludzi śmiała się z nas, a druga część patrzała jak na idiotów, jednak zbytnio się tym nie przejęliśmy.
    - Przez ciebie, dupa mnie boli. - powiedziałam przez śmiech.
    - Wstawaj księżniczko. - podał mi rękę i pomógł wstać. Weszliśmy razem do kafejki i od razu udaliśmy się na zaplecze. Zdezynfekowałam zadrapanie Mike'a i pod jego naleganiem przykleiłam mu plaster z Kubusiem Puchatkiem, a następnie wyciągnęłam worek z lodem i przyłożyłam sobie do tyłka. Cały czas się z siebie nabijaliśmy i wspominaliśmy dzisiejszy ranek. Co jak co, ale dobrana z nas para.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Hej misie. Dzisiejszy rozdział przeznaczony Malex. Wybaczcie, ale jestem kiepska w łączeniu imion dlatego jeśli ktoś jest w tym lepszy to nich napisze swoją propozycję połączenia imion Alex i Michael/Mike.
    Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam Mike'a w roli idioty. Dlatego będzie jeszcze dużo jego niepowodzeń. W końcu każde opowiadanie ma swoją ofiarę, a oto i moja.

    Tak w ogóle to dziś mamy przez wielu upragnionego Mikołaja. Więc życzę wam dużo prezentów i żebyście szczęśliwie spędzili ten dzień, a raczej jego resztkę. Przepraszam że rozdział krótki, ale to taki mikołajkowy prezent dla was.
    Pozostawcie swoje opinie w komentarzach, oraz inne rzeczy którymi chcecie się ze mną podzielić.
    Love you!   

piątek, 21 listopada 2014

ROZDZIAŁ 18

    - Okej, czas przejść do rzeczy. - powiedziałam podając woreczek z lodem Mike'owi - Co wam odwaliło?!
    Chłopcy siedzieli w salonie. Mike przykładając lud do podbitego oka, Cal z woreczkiem lodu przy nosie, a Luke z mrożonymi brokułami przy swoim kroczu.
    - Jak to co? - odezwał się oburzony Cal. - Gdyby nie my nie wiadomo co by się teraz z tobą działo.
    - Nie o to mi chodziło. Nawiasem mówiąc dziękuję za pomoc...
    - Nareszcie, a już myślałem że będę musiał się upomnieć o podziękowania. - przerwał szatyn.
    - Po cholerę skradaliście się do szafy i wyciągaliście mnie mając na sobie kaptury, tak że nie mogłam zobaczyć kim jesteście. Myślałam że to włamywacze.
    - Oj tam zaraz włamywacze.
    - Prawie dostałam zawału!
    - Jak na kogoś kto prawie dostał zawału dość agresywnie zareagowałaś. - parsknął Luke.
    - Następnym razem wskoczę do szafy z wielkim uśmiechem i cię przytulę, ale zanim to zrobię krzyknę że to ja. - dodał Michael.
    - Dziękuję. A i jeszcze taka sprawa. Co to był za wystrzał?
    - Jaki znowu wystrzał?
    - Michael, ty to jesteś idiotą. - Luke uderzył przyjaciela w tył głowy. - Przecież zabiliśmy jednego z nich.
    - Że co zrobiliście?!
    - Spokojnie nie zostało żadnych śladów. - Calum zaczął wszystko wyjaśniać. - Mike z Luke'iem wynieśli ciało z domu, a ja umyłem na szybko podłogę mopem żebyś nie spanikowała na widok krwi. Gdy poszedłem odnieść go do łazienki chłopacy wrócili żeby wyciągnąć cię z szafy, a ja jak wracałem do pokoju oberwałem od ciebie.
    - Przepraszam, ale przynajmniej na przyszłość wiecie żeby tego nie powtarzać.
    - Nigdy więcej. - jęknął blondyn.
    - Stary nie narzekaj, może teraz nie będziesz musiał się martwić o zabezpieczenia.
    - Calum zamknij się!
    - Gdzie teraz jest ciało włamywacza? - przerwałam.
    - Nie wiem. - odpowiedział brunet z lekkim uśmiechem.
    - Jak to nie wiesz skoro je stąd wyniosłeś? Musiałeś je gdzieś zostawić.
    - Zostawiliśmy je na klatce, a jego usunięciem miał się zająć Ash.
    - Ashton tu był? - zapytałam nie kryjąc zdziwienia.
    - Ta, co w tym dziwnego? - odpowiedział pytaniem na pytanie Luke.
    - Bo nie przychodzi tutaj za dnia.
    - Pewnie że przychodzi. - parsknął. - To on umieścił kamery w twoim mieszkaniu, wykradł twoje klucze i dorobił je dla nas po czym je odniósł, no i bywa tutaj całkiem często gdy cię nie ma.
    - Super.
    - Przy okazji, kazał ci przekazać, że nie usunęłaś wszystkich kamer.
    - Dupek. - mruknęłam pod nosem, ale Mike, który siedział najbliżej mnie to usłyszał bo od razu się roześmiał.
    - Szczere. - powiedział przez śmiech, szturchając mnie łokciem.
    - Co teraz?
    - Nic - Luke wzruszył ramionami w odpowiedzi.
    - Ashton coś wymyśli. - dodał po Cal. - Jak na razie pewnie będziemy ciebie częściej odwiedzać.
    - Taaa... Pewnie będziesz nas mieć 24/7.
    - Dzięki za pocieszenie Luke.
    - Nie ma za co, ale to ty mnie powinnaś pocieszać. - odparł wskazując na swoje krocze. Wszyscy zaczęliśmy się z tego śmieć.
    Chłopcy zostali na noc, tylko Calum wyszedł mówiąc że pogada z Ashton'em co dalej. Mając przy boku Luke'a i Michael'a czułam się bezpiecznie, pomimo tego że Mike nie grzeszył inteligencją i zajął się moją lodówką, a Luke nie odrywał oczu od telewizora. Gdzieś tam na zewnątrz ktoś chciał mnie dopaść, a ci dwaj idioci zachowywali się jakby nigdy nic. Siedząc z nimi na kanapie w salonie czułam się jakby to był kolejny zwykły dzień, jakby nic się nie stało. Jednak ta błogość nie mogła trwać wiecznie. Gdy zegarek wybił godzinę jedenastą wieczorem, a telefon nie zadzwonił, przypomniałam sobie że to wcale nie był zwykły dzień. Ashton dotrzymał słowa, ale tylko po części. Jego kumple wrócili, ale on nie.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Pozostaw po sobie komentarz ;*