niedziela, 11 stycznia 2015

LIEBSTER AWARD

Nominacja Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała, Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

NOMINACJA OD DAJMOND

 1.Jakie było Twoje małe marzenie związane z tym właśnie blogiem?

    Przede wszystkim jak każdy chciałam znaleźć osoby którym spodobałoby się to opowiadanie, ale również nadal moim takim małym marzeniem jest, żeby nie był to jeden z tych nikomu nie znanych ff. Marzę o tym, że gdy kiedyś ktoś powie Past Becomes Future każdy będzie wiedział o co chodzi, ale znając moje szczęście to się nigdy nie wydarzy.
  

 2.Uważasz, że piszesz dobrze, czy może warto by było się trochę podszkolić? Hej, spokojnie, ja potrzebuję tę drugą opcję.

    Szczerze to uważam, że piszę okropnie, ale nie przejmuję się tym. Musiałabym się, i to bardzo, podszkolić z resztą każdy kto kiedykolwiek przeczytał choć jeden napisany prze zemnie rozdział na pewno się z tym zgodzi. 

 
3.Jak reagujesz na negatywne komentarze?

    Jak na razie mało ich tutaj było, z czego się cieszę. Nie raz jednak zostałam skrytykowana przez znajomych, którzy jakimś cudem tu trafili, i uważam że ich krytyka w jakimś stopniu mi pomogła. Jestem raczej osobą, która nie przejmuje się opinią innych i robi wszystko po swojemu. Nie biorę niczego do siebie, więc nawet jeśli pojawiłby się jakiś negatywny komentarz pewnie bym się tym nie przejęła i nie spędzała dnia nad użalaniem się. Jednak słysząc krytykę, pomimo tego że moim pierwszym odruchem jest puszczenie jej mimo uszu to po pewnym czasie do niej wracam i długo się nad nią zastanawiam, następnie staram się nie popełniać tego samego błędu. Nie ukrywam jednak że bardzo wkurzają mnie komentarze mówiące że to opowiadanie jest podobne do Cienia, lub że kradnę jego treść. Owszem zaczyna się ono podobnie do Cienia, jednak cała przyszłość bohaterów jest w pewnym stopniu już prze zemnie zaplanowana i całkiem różni się od wcześniej wspomnianego ff. Może gdybym stworzyła zwiastun wszystko stałoby się klarowniejsze, ale po co mam to robić skoro zdradziłabym większą część fabuły niż w zapowiedzi. Z resztą wystarczy lepiej przyjrzeć się wydarzeniom następującym po wprowadzeniu się Michaela, żeby znaleźć różnicę w tych dwóch opowiadaniach. Kolejną sprawą jest to że autorka Cienia, jak i Pułapki, stworzyła thriller, ja bardziej dążę do sensacji/komedii i jeszcze jednego gatunku, którego nie mogę wam zdradzić, bo równie dobrze mogłabym od razu napisać całe streszczenie.


 4.Czym kierujesz się pisząc swoje opowiadanie?

    Hmmm... To dość trudne pytanie. Myślę że jak do tej pory najbardziej kierowałam się rozśmieszaniem czytelników nieudacznością bohaterów i mam nadzieję że mi się to udało. Jednak nie mam określonej rzeczy którą bym się kierowała pisząc.


5.Myślisz nad ewentualną przyszłą karierą pisarską? 

    Nie, zdecydowanie nie. Na przyszłość mam już inne plany. Jednakże gdyby w przyszłości udałoby mi się poprawić umiejętności pisarskie chciałabym wydać sagę książek i w tedy poprawiłabym tego ff i zrobiła z niego drugą część. Pewnie teraz każdy zadaje sobie pytanie czemu drugą, a nie pierwszą. Otóż po napisaniu i opublikowaniu kilku pierwszych rozdziałów, zaczęłam żałować że nie napisałam wcześniej początków, całej przeszłości Alex, ale było już na to za późno bo pierwsi czytelnicy i obserwatorzy już się pojawili. Tak więc gdybym miała kiedykolwiek wydać jakąś książkę zaczęłabym od wydania pierwszej części tego ff. Pewnie gdybym wcześniej o tym pomyślała i napisała ją, teraz większość rzeczy wydawałabym się jaśniejsza.

 
6.Chciałabyś, by Twoje fanfiction było wszech znane?

    Oczywiście że tak! Kto by tego nie chciał? Jak do tej pory to było najprostsze pytanie.

 
7.Co robisz, gdy kończą Ci się pomysły na pisanie?

    Większość rzeczy które piszę, jest pisana spontanicznie. W mojej głowie mam tylko fabułę i parę wydarzeń. Tak było zawsze. Jako przykład takich fragmentów wydarzeń mogę dać to jak Mike wywalił się o krawężnik chcąc otworzyć Alex drzwi, lub to jak Luke, Michael i Alex mieli trójkącik. Od kiedy umieściłam jednego z przyjaciół Ash'a w mieszkaniu głównej bohaterki miałam w głowie pomysł na jego upadek. Cały czas miałam przed oczami to jak on się potyka o krawężnik i leży na chodniku jednak cały czas nie wiedziałam jak ma do tego dojść, aż doszłam do momentu w którym stwierdziłam że jest zbyt poważnie, a Mike od dawna nie zrobił czegoś głupiego i godzinami myślałam nad tym jak wrzucić ten jeden moment do opowiadania. Pamiętam jak miałam kryzys i nie wiedziałam co mogę napisać w kolejnym rozdziale, w tedy przyśnił mi się sen jak z nie wiadomych powodów pobiłam chłopaków i tak oto powstał pomysł na włamywaczy i Alex, która również pobiła swoich wybawców. Kolejnym takim moim kryzysem było gdy nie wiedziałam jak mogę wprowadzić 5SOS-ów do opowiadania i przypomniał mi się mój sen z przed kilku lat w którym mieszkałam z 1D i w środku nocy uderzyłam Harry'ego kijem do golfa bo myślałam że to włamywacz (wiem mam głupie sny xd).


8.Masz może własną playlistę do swojego opowiadania?
    
    Nie. Nigdy nie miałam i wątpię w to, że będę mieć.

 
9.Opowiedz coś ciekawego o tym blogu.
    
    Nie mam zielonego pojęcia co mogę napisać. Zazwyczaj w takich momentach pytam się "co chcesz wiedzieć" albo "na przykład co", ale teraz nie mam jak zadać jednego z tych pytań. Przychodzi mi wiele pomysłów do głowy, ale czegokolwiek bym nie napisała zdradzę przyszłość bohaterów. Może cofniemy się do momentu w którym powstał pomysł na tego bloga.Czytając Cienia zawsze irytowała mnie postać Catlin (bez obrazy, to tylko moje zdanie). Wydawała mi się taką nieporadną dziewczynką wokół której kręci się cały świat. Za każdym razem po przeczytaniu nowego rozdziału myślałam nad tym jak mogłoby wyglądać to opowiadanie, gdyby główna bohaterka miała "ostrzejszy" charakter. Brakowało mi też pewnych scen, jeśli mogę to tak ująć, niegrzecznych scen. Mogę szczerze powiedzieć, że to dzięki Cieniowi powstał pomysł na tego bloga, jednak nie jest on moją główną inspiracją. Co prawda jest wiele blogów, który mnie inspirują jak np. Hunger, Crazy In Love oraz wile innych których niestety teraz nie mogę przytoczyć gdyż czytałam ich wiele i nie pamiętam wszystkich tytułów jednak ich treść wciąż jest zapisana w mojej głowie. Teraz pewnie was zdziwię, bo moją główną inspiracją nie jest żaden ff. Jest nią książka "Na każde jego żądanie". Jeśli ktoś jej nie czytał to uwierzcie, warto.


10.Obrazisz się, jeśli jedenastego pytania nie będzie?

    Pewnie że nie.


NOMINUJĘ:
1.Baby I'm a Sinner ( http://baby-im-a-sinner-pl.blogspot.com/ )
2.I'm Different ( http://imdifferentfanfict.blogspot.com/ )
3.Dangerous Luke Hammings ( http://dangerous-luke-hemmings-fanfiction.blogspot.com/ )
4.Blind For Love ( http://blind-for-love-fanfiction.blogspot.com/ )
5.Surly ( http://surly-fanfiction.blogspot.com/ )
(Mam nadzieję że mogę też nominować ff z wattpad xd)
6.Crazy In Love ( http://www.wattpad.com/story/21936254-crazy-in-love-n-h )
7.Pakt Samobójców ( http://www.wattpad.com/story/17302088-pakt-samob%C3%B3jc%C3%B3w-luke-hemmings )
8.Therapy ( http://www.wattpad.com/story/17951454-therapy )
9.Sexuality Education ( http://www.wattpad.com/story/25814399-sexuality-education-h-s )
10.Dark Niall Horan ( http://www.wattpad.com/story/17613505-dark-niall-horan-t%C5%82umaczenie )
11.With You ( http://www.wattpad.com/story/18948636-with-you-niall-horan-fanfiction )

PYTANIA:
1.Jak powstał pomysł na bloga? Jeśli jest to tłumaczenie to czemu postanowiłaś/-eś to tłumaczyć?
2.W czym znajdujesz inspirację?
3.Co robisz gdy nie masz czasu, a dawno nie dodawałaś/-eś nowego rozdziału?
4.Jeśli jesteś autorem bloga to jak wpadłeś na pomysł na głównego bohatera? Jeśli jesteś tłumaczem to czy podoba ci się główny bohater?
5.Twoja ulubiona postać z ff? Dlaczego akurat ona?
6.Myślałaś/-eś kiedykolwiek nad wydaniem książki?
7.Jak udało ci się zdobyć czytelników?
8.Jak do tej pory, co było dla ciebie najtrudniejsze?
9.Czy twoi znajomi wiedzą o twoim blogu? Jeśli tak to czy dopingują cię, a jeśli nie to czy kiedykolwiek im o nim powiesz?
10.Nawiązałeś jakikolwiek kontakt z którymś z czytelników?
11.Co dla ciebie jest najważniejsze? Oczywiście chodzi o coś związanego z blogiem.
 
 


niedziela, 28 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 21

    Powoli otworzyłam oczy nieświadoma tego gdzie się znajduję. Do pokoju wpadały poranne promienie słońca skutecznie go oświetlając. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i rozpoznałam w nim moją sypialnię. Przynajmniej trafiłam do domu. Z wczorajszej nocy ostatnie zdarzenie jakie pamiętam, to gdy tańczyłam z Calum'em, potem mam kompletną pustkę. Mam nadzieję że nikt z nas nie prowadził bo wszyscy piliśmy i to dość sporo co teraz skutkowało u mnie okropnym kacem. Ból rozrywał mi głowę. Czułam się jak kompletny wrak człowieka, nie miałam nawet siły żeby wstać i pójść po wodę. Zamknęłam oczy z zamiarem powrotu do krainy snów i wyrwania się z tej bolesnej rzeczywistości. Nagle poczułam jak łóżko się porusza i ktoś przytula mnie od tyłu i w tym samym momencie zdałam sobie sprawę że moja głowa znajduje się na czymś ruchomym. Rzeczywistość uderzyła we mnie natychmiast. Zajrzałam pod kołdrę i jak się okazało byłam naga. Zerwałam się do pozycji siedzącej z piskiem, a następnie rozejrzałam się na boki. Jak się okazało leżałam na Luke'u, a od tyłu przytulał mnie Mike.
    - Chłopacy, pobudka! - wrzasnęłam nie tyle wścieka na nich, co na siebie. Błagam żeby tylko się nie okazało że ze sobą spaliśmy.
    - Zamilcz zła kobieto. - jęknął brunet przewracając się na drugi bok.
    - Nie żartuję, wstawajcie. Musimy pogadać.
    - Później.
    - Która godzina? - usłyszałam z drugiej strony zachrypnięty głos Luke'a. Spojrzałam na szafkę nocną na której znajdował się nowy budzik.
    - 6.30.
    - Nienawidzę cię. - burknął i zakrył głowę poduszką. Jedną ręką nadal przytrzymywałam kołdrę przy klatce piersiowej, a drugą chwyciłam poduszkę którą zakrywał się blondyn i mu ją wyrwałam.
    - Do cholery, wstawajcie! - wrzasnęłam, aż zabolało mnie gardło. Michael ociężale wstał, a Luke tylko otworzył oczy i na mnie spojrzał.
    - Po cholerę budzisz nas tak wcześnie. - burknął.
    - Chyba ze sobą spaliśmy. - szepnęłam, bo z nie wiadomych powodów bałam się powiedzieć to na głos.
    - Że co! - obydwoje nagle poderwali się na równe nogi, a ja zakryłam oczy nie chcąc oglądać ich nago.
    - Ubierzcie się.
                                                                                   *
    Po tym jak chłopacy się ubrali i wyszli z mojego pokoju tak abym i ja mogła się ubrać, przeszukaliśmy całą sypialnie, poszukując jakiś dowodów na to że mieliśmy trójkącik. Jak się okazało oni również nie pamiętali wszystkiego z wczorajszej nocy co działało tylko na naszą niekorzyść. Niestety nasze przypuszczenia stały się trafne po tym jak znaleźliśmy dwa wykorzystane kondomy, jeden pod łóżkiem, a drugi na lampce nocnej. Od razu pozbyliśmy się dowodów i zgodnie stwierdziliśmy że skoro i tak nic nie pamiętamy to równie dobrze możemy uważać że nic się nie wydarzyło.
    Na kanapie w salonie znaleźliśmy śpiącą Kate, a następnie Luke przyprowadził Calum'a tłumacząc że znalazł go śpiącego pod prysznicem. Będąc już razem, zjedliśmy śniadanie po którym usiedliśmy w salonie. Zajęłam miejsce na podłodze i położyłam na stoliku do kawy kartkę na której postanowiliśmy zapisać wszystko co pamiętamy z wczoraj. Jak się okazało po wypiciu drinków przy barze ja poszłam tańczyć z jakimś kolesiem, Luke zaliczył nieznaną laskę w toalecie, Kate poszła szukać Ashton'a, którego jak się później okazało w ogóle nie było, a Mike i Cal zostali przy barze zagadując jakieś bliźniaczki. Następnie Tańczyłam ze wszystkimi po kolei. Kate tańczyła na barze. Urządziliśmy konkurs tańca twerk. Ostatnim co udało nam się ustalić, a raczej ostatnią rzeczą jaką zapamiętał Calum był nasz powrót taksówką do mojego domu, potem już nikt nic nie pamięta.
    - Mike, tak w ogóle co ci się stało z włosami? - nagle zapytał szatyn, po tym jak ówcześnie cały czas przyglądał się przyjacielowi. Po jego pytaniu także zwróciłam uwagę na włosy Mike'a.
    - Nic, a co ma z nimi być? - odpowiedział zdziwiony.
    - O cholera. - szepnęła Kate również przyglądając się brunetowi, a raczej już byłemu brunetowi. Luke próbował się nie śmiać, ale coś mu nie wychodziło. Michael tylko spojrzał na każdego z nas po kolei po czym ruszył w stronę lustra.
    - Czekaj!
    - Nie idź!
    Cal rzuciła się na przyjaciela i próbował go powstrzymać, a ja uczepiłam się jego nogi, ale na marne bo Mike i tak bez problemu poruszał się ciągnąc mnie za sobą.
    - Kurwa! - krzyknął jak tylko zobaczył się w lustrze. Wrócił do salonu, a ja za nim.
    - Przyznać się kto mi to zrobił! - wskazał na swoją nową fryzurę.
    - Stary, nie przesadzaj. Nie jest tak źle. - próbował pocieszyć go Luke i o dziwo przestał się już śmiać.
    - Pasują ci. - dodałam, ale chłopak tylko zgromił mnie wzrokiem.
    - Mam czerwone włosy!
    - Na pewno da się z tym coś zrobić.
    - Piszą że nie da się jej zmyć. - nagle odezwał się szatyn trzymając w dłoni pudełko po farbie i stając koło mnie. - Znalazłam to w łazience. - wyciągnął rękę z pudełkiem w stronę przyjaciela.
    - Ognista czerwień. - przeczytał Luke, zaglądając przez ramię Michaela. - Czym ty się przejmujesz, kiedyś też się farbowałeś.
    - Ale ostatnio nie miałam tego w planach.
    - Podobno ludzie po pijaku robią rzeczy na które nie mają odwagi na co dzień. - wtrąciłam na co Mike posłał mi mordercze spojrzenie.
    - Czuję się, jak w jakimś pieprzonym Kac Vegas. - odezwała się Kate.
    - Ta, szkoda tylko że nikt nie zaginął, nie ożenił się i nie musimy niańczyć ryczącego bachora. - odpowiedziałam z kpiną.
    - Mike, jeśli cię to pocieszy to przynajmniej nie jesteś łysy. - Cal klepną przyjaciela uśmiechając się.
    - Niezmiernie mi przykro, ale muszę was opuścić. - Kate z powrotem zwróciła na siebie naszą uwagę kierując się do wyjścia.
    - A to niby dlaczego? - zapytał lekko zdziwiony Luke.
    - Nic tu po mnie, z resztą zrobiła się jakoś nudno. - odpowiedziała nawet na nas nie patrząc, a następnie wyszła trzaskając drzwiami.
    - Masakra. - szepnęłam.
    - Nie przejmuj się nią, ona już taka jest. - spojrzałam na Luke'a który posłał mi słaby uśmiech.
    - Wiecie co, im dłużej się im przyglądam, tym bardziej się do nich przekonuję. - krzykną z łazienki Mike. - W sumie to one wyglądają ekstra.
    - Przynajmniej jeden z nas jest zadowolony.
    - Ja tam nie narzekam. Nie mam kaca, wczoraj z tego co pamiętam to nie miałem żadnych wpadek, więc jest okej. - powiedział z uśmiechem Cal. - Ale teraz czas na mnie. Muszę załatwić parę spraw na mieście. Nawiasem mówiąc, Alex, nie powinnaś być teraz w pracy?
    - Cholera!
    Rzuciłam się biegiem do sypialni po swój telefon, a następnie do przedpokoju w którym założyłam w pośpiechu buty i chwyciłam do ręki kluczę z samochodu i domu.
    - Wychodzę! - krzyknęłam po czym wybiegłam z domu.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Proszę was, KOMENTUJCIE!
    Love you all!

sobota, 20 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 20

    Usłyszeliśmy śmiech i szybko spojrzeliśmy w tamtą stronę.
    - Wyglądacie przekomicznie. - śmiał się Calum robiąc nam jednocześnie zdjęcie. Jak zawsze ubrany cały na czarno szatyn podszedł do lady i zajął miejsce koło mnie. Nic dziwnego że się śmiał. Ja siedziałam na lodzie, a mój cudowny towarzysz uczył się obsługiwać jakże trudne urządzenie zwane ekspresem do kawy. Kawa którą miał wsypać do ekspresu była rozsypana na około niego, jak i na nim, a on sam stał z jakimiś metalowymi częściami w ręce.
    - Okej mam trzy pytania. Pierwsze. Alex co ci się stało?
    - Jakiś idiota mnie popchnął i miałam bliskie spotkanie z ziemią.
    - Ej! - odezwał się Michael. - Ja przez ciebie też się wywaliłem.
    - Nie moja wina że nie umiesz przechodzić przez krawężnik.
    - Patrz co sobie zrobiłam. - powiedział smutny brunet podtykając pod nos Cal'a swoją rękę na której miał plasterek, no co ten jeszcze bardziej zaczął się śmiać.
    - Dobra, czas na drugie pytanie. - nagle spoważniał i znów zwrócił się do mnie. - Co ci odbiło żeby to właśnie z nim wychodzić?! Przecież ci mówiłem że on nie sprawdza się w terenie, o czym jak widzę się już przekonałaś.
    - Lepszy Mike i Luke.
    - Jest! - wykrzyknął uradowany Michael wyrzucając ręce w górę. - W końcu ktoś woli mnie niż jego!
    - Z resztą z Luke'iem nie byłoby tak wesoło, prawda Mike'i?
    - Stu procentowa. - uśmiechnął się i przybił mi piątkę.
    - Nie mam do was siły więc zadam ostatnie pytanie. Mike, co ty odpierdalasz?
    - Postanowiłem zastąpić Alex w pracy.
    - Świetnie ci to idzie.
    - No wiem. - wyszczerzył się, na co szatyn wywrócił oczami.
    - Wyluzuj trochę. - szturchnęłam go w ramię, następnie wstając i pomagając Michael'owi posprzątać.
    Sprzątanie zajęło nam trochę więcej czasu niż podejrzewaliśmy. Gdy już mi się wydawało że skończyliśmy, Michael na nowo zaczynał się wydurniać i robić jeszcze większy syf. Na szczęście Calum wkroczył do akcji sadzając swojego przyjaciela na krześle oddalonym od wszystkiego co mogło wywołać jeszcze większy bałagan, a następnie sam pomógł mi sprzątać. We dwójkę poszło nam całkiem sprawnie.
    Dziś Josh miał wolne więc na jego miejsce mianowałam szatyna, który świetnie sobie radził w swojej nowej pracy. Ku mojemu zdziwieniu dziś kafejkę nawiedziły tłumy, przez co nie mieliśmy ani chwili wytchnienia. Marzyłam tylko o tym, żeby móc wrócić do domu i się wyluzować na kanapie. Jednak to było tylko moje marzenie, gdyż jak tylko weszłam do mieszkania, Luke kazał mi się przyszykować obwieszczając że zabiera mnie na imprezę. Nie miałam najmniejszej chęci na ubieranie sukienki bądź spódniczki więc w swoim ubiorze postawiłam na skurzane spodnie, krótką, czarną bluzkę, skurzaną kurtkę i wysokie szpilki. Włosy wyprostowałam i jak zawsze, gdy wybierałam się do klubu, na twarz nałożyłam mocny makijaż. Będąc już gotowa wyszłam z blondynem z mieszkania, następnie dołączając co Cal'a i Mike'a, którzy czekali na nas pod blokiem. Cała trójka wspólnie stwierdziła że po ostatnim zdarzeniu musimy odreagować. Nie zaprzeczając wsiadłam do auta i udałam się z nimi do nieznanego mi klubu.
    Kolejka do wejścia wydawała się nie mieć końca, ale chłopacy zaprowadzili mnie do tylnego wejścia i po znajomości, ochroniarz wpuścił nas do środka. W klubie było pełno ludzi, ale pomimo tego pozostawało wiele wolnego miejsca, gdyż był on ogromny. Całe pomieszczenia było wypełnione sztucznym dymem, a muzyka zdawała się grać tak głośno, że miałam wrażenie iż podłogo drży pod moimi nogami. Poczułam szarpnięcie w łokciu, a gdy się odwróciłam, Luke pokazał mi gestem ręki żebym poszła za nim. Skierowaliśmy się, jak się po chwili okazało, do baru przy którym już byli nasi towarzysze, a wraz z nimi jakaś blondynka.
    - Luke! - pisnęła jak tylko zobaczyła blondyna i od razu rzuciła mu się na szyję. Zbyt krótka, moim zdanie, sukienka ledwo zakrywała jej tyłek, a szpilki wydłużały jej i tak już długie nogi. Włosy falami opadały jej na ramiona i ku mojemu zdziwieniu, jak na taki ubiór miała delikatny, dziewczęcy makijaż. Gdy tylko mój wzrok spotkał się z jej wiedziałam że się nie polubimy. Patrzyła na mnie z wyższością. Pogarda i wrogość aż biły od jej osoby. Odsunęła się od blondyna i stanęła przede mną patrząc z góry z czym nie miała najmniejszego problemu, gdyż górowała nade mną o niecałą głowę.
    - Kate poznaj Alex, Alex to jest Kate. - przedstawił nas sobie Calum uśmiechając się przy tym i zupełnie nie zwracając uwagi na wrogie spojrzenia które posyłałam sobie razem z blondynką.
    - Jest Ash? - zapytał po chwili Luke.
    - Ashton? - przeniosłam zdziwione spojrzenie z blondynki na chłopaka, który akurat stał oparty o blat baru.
    - Nie, sądziłam że przyjdzie z wami. - odpowiedziała przesłodzonym głosem Kate zwracając się do Luke'a.
    - Przyszły nasze drinki! - klasnął w dłonie Mike przerywając panujące napięcie i tym samym przypominając nam o swojej osobie, a następnie podając każdemu szklankę z kolorowym napojem. Czas zaszaleć - pomyślałam następnie przechylając szklankę i wypijając całą jej zawartość. To miała być udana noc i żadna Kate mi jej nie zniszczy.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Misie, pozostawcie po sobie komentarze.
    Love you x

sobota, 6 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 19

    Nie spałam całą noc zastanawiając się czego chcieli włamywacze. Przecież nic im nie zrobiłam. Przez trzy lata nikomu się nie naraziłam, nie wplątywałam się w brudne sprawy, unikałam kłopotów. Oni zjawili się znikąd, zupełnie jak Ash i jego kumple. Jednak to nie był jedyny problem mojej bezsenności. Brakowało mi osoby która by mnie pocieszyła. Osoby która powiedziałaby że to nic takiego, że wszystko będzie dobrze, że mnie obroni.Osoby która by mnie przytuliła i pozwoliła zasnąć na swojej klatce piersiowej gładząc moje włosy. Oczywiście mogłam iść bądź zaprosić do sypialni jednego z chłopaków, którzy spali za ścianą, ale oni nie byli nim. Oni nie byli Ashton'em. Tak samo jak bardzo chciałam żeby zniknął, tak teraz chciałam żeby wrócił. W nocy mówiłam, błagałam żeby zadzwonił, jednak zawsze odpowiadała mi cisza. Nicość która z każdą chwilą była coraz gorsza. Prawda była taka, że choć nie znałam tego człowieka to go potrzebowałam. On miał w sobie coś co mnie przyciągało. Jaszcze nie wiem co to jest, ale zamierzam się dowiedzieć.
*
    Gdyby nie to że w salonie znalazłam chłopaków, myślałabym że miałam porąbany sen. Był poranek. Jak zawsze szykowałam się do pracy. Wstałam wcześniej niż normalnie żeby wyrobić się ze wszystkim bez gonitwy. Jedząc śniadanie zastanawiałam się jak teraz będą wyglądały moje dni. Czy przyjaciele Ash'a będą teraz moim cieniem? Czy będą za mną podążali krok w krok, czy też może będą zachowywać się jak do tej pory? Może to był tylko jednorazowy wypadek, jednak sama nie wierzyłam w tą myśl. Miałam dziwne przeczucie że coś się dziś wydarzy. Nie chciałam jechać sama do pracy. Calum'a nie było, a pozostali chłopacy nadal spali na kanapie. Postanowiłam obudzić Mike'a i zapytać się czy pojedzie ze mną, bo wiedziałam że jeśli zamiast niego obudzę Luke'a to spotkam się z odmową. Na szczęście mój wybór okazał się trafny. Brązowo włosy chłopak zgodził się bez przeszkód więc jak tylko się ubrał wyszliśmy z mieszkania pozostawiając Luke'ow wiadomość gdzie jesteśmy.
    - Co z Cal'em? - zapytałam po dłuższej chwili milczenia.
    - Jeszcze do niego nie dzwoniłem, ale pewnie ustala z Ashton'em różne sprawy.
    - Jakie sprawy?
    - Trzeba ustalić zmiany kto i kiedy ciebie będzie miał na oku i takie tam.
    - Świetnie.
    - Hej, uśmiechnij się to nie koniec świata.
    - Wiem, ale do tej pory nie traktowałam tego wszystkiego poważnie. - westchnęłam i wlepiłam wzrok w kafejkę przed którą Mike zaparkował samochód.
    - Nie wiem jeszcze jak, ale sprawię że o tym zapomnisz i będziesz miała ogromny uśmiech na twarzy. Zobaczysz.
    - Powodzenia. - wytknęłam mu język. Chwyciłam za klamkę, ale drzwi były zablokowane.
    - Ja ci otworzę, będę dżentelmenem.
    Skierowałam wzrok na chłopaka, który pośpieszni wyszedł z auta i truchtem skierował się na drugą stronę samochodu. Gdy był przed maską pojazdu potknął się o krawężnik i runął na ziemie. Od razu wybuchłam niepochamowanym śmiechem. Ten chłopak jest jak dziecko, nawet chodzić nie umie. Obserwowałam jak nieporadnie wstaje i otrzepuje się z brudu, próbując jednocześnie pohamować swój śmiech. Brunet podszedł w końcu do moich drzwi i je otworzył.
    - Zrobiłem sobie bubu. - powiedział ze smutną miną pokazując mi swoją rękę na której była mała ranka. W oczach miał łzy. Dolna warga zaczęła mu drgać, a ja nie wytrzymałam i znów wybuchłam niepochamowanym śmiechem. Już wiem co miał na myśli Calum mówiąc że Michael nie sprawdza się w terenie. Gdy już się uspokoiłam, wygramoliłam się z auta i przytuliłam Mike'a. Pomimo tego że był ode mnie wyższy o ponad głowę i z tego co mi powiedział to był starszy o rok, ja i tak miałam wrażenie że przytulam pięcioletnie dziecko.
    - Nie płacz, mama kupi cukierka.
    - Przestań się ze mnie nabijać! - odepchnął mnie od siebie i tupnął nogą, powodując nie tylko mój śmiech, ale też wszystkich ludzi do o koła.
    - Ok, ok. Choć do środka, na zapleczu mam apteczkę. Chociaż sama nie wiem co mam opatrywać.
    - Jak to co?! Czy ty nie tego nie widzisz! Ja krwawię!
    - Przestań histeryzować, to tylko zadrapanie.
    - Ty nic nie rozumiesz. - fuknął.
    - Przepraszam, ale nie co dzień chłopak chcący otworzyć mi drzwi wykłada się na chodniku.
    Znów zaczęłam się śmiać na co oburzony Mike szturchnął mnie w ramię. Zaplątałam się o własne nogi i tracąc równowagę upadłam. Michael zaczął pokładać się ze śmiechu tak jak ja wcześniej z niego z tym że zamiast płakać że upadłam ja śmiałam się razem z nim. Część przechodzących ludzi śmiała się z nas, a druga część patrzała jak na idiotów, jednak zbytnio się tym nie przejęliśmy.
    - Przez ciebie, dupa mnie boli. - powiedziałam przez śmiech.
    - Wstawaj księżniczko. - podał mi rękę i pomógł wstać. Weszliśmy razem do kafejki i od razu udaliśmy się na zaplecze. Zdezynfekowałam zadrapanie Mike'a i pod jego naleganiem przykleiłam mu plaster z Kubusiem Puchatkiem, a następnie wyciągnęłam worek z lodem i przyłożyłam sobie do tyłka. Cały czas się z siebie nabijaliśmy i wspominaliśmy dzisiejszy ranek. Co jak co, ale dobrana z nas para.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Hej misie. Dzisiejszy rozdział przeznaczony Malex. Wybaczcie, ale jestem kiepska w łączeniu imion dlatego jeśli ktoś jest w tym lepszy to nich napisze swoją propozycję połączenia imion Alex i Michael/Mike.
    Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam Mike'a w roli idioty. Dlatego będzie jeszcze dużo jego niepowodzeń. W końcu każde opowiadanie ma swoją ofiarę, a oto i moja.

    Tak w ogóle to dziś mamy przez wielu upragnionego Mikołaja. Więc życzę wam dużo prezentów i żebyście szczęśliwie spędzili ten dzień, a raczej jego resztkę. Przepraszam że rozdział krótki, ale to taki mikołajkowy prezent dla was.
    Pozostawcie swoje opinie w komentarzach, oraz inne rzeczy którymi chcecie się ze mną podzielić.
    Love you!   

piątek, 21 listopada 2014

ROZDZIAŁ 18

    - Okej, czas przejść do rzeczy. - powiedziałam podając woreczek z lodem Mike'owi - Co wam odwaliło?!
    Chłopcy siedzieli w salonie. Mike przykładając lud do podbitego oka, Cal z woreczkiem lodu przy nosie, a Luke z mrożonymi brokułami przy swoim kroczu.
    - Jak to co? - odezwał się oburzony Cal. - Gdyby nie my nie wiadomo co by się teraz z tobą działo.
    - Nie o to mi chodziło. Nawiasem mówiąc dziękuję za pomoc...
    - Nareszcie, a już myślałem że będę musiał się upomnieć o podziękowania. - przerwał szatyn.
    - Po cholerę skradaliście się do szafy i wyciągaliście mnie mając na sobie kaptury, tak że nie mogłam zobaczyć kim jesteście. Myślałam że to włamywacze.
    - Oj tam zaraz włamywacze.
    - Prawie dostałam zawału!
    - Jak na kogoś kto prawie dostał zawału dość agresywnie zareagowałaś. - parsknął Luke.
    - Następnym razem wskoczę do szafy z wielkim uśmiechem i cię przytulę, ale zanim to zrobię krzyknę że to ja. - dodał Michael.
    - Dziękuję. A i jeszcze taka sprawa. Co to był za wystrzał?
    - Jaki znowu wystrzał?
    - Michael, ty to jesteś idiotą. - Luke uderzył przyjaciela w tył głowy. - Przecież zabiliśmy jednego z nich.
    - Że co zrobiliście?!
    - Spokojnie nie zostało żadnych śladów. - Calum zaczął wszystko wyjaśniać. - Mike z Luke'iem wynieśli ciało z domu, a ja umyłem na szybko podłogę mopem żebyś nie spanikowała na widok krwi. Gdy poszedłem odnieść go do łazienki chłopacy wrócili żeby wyciągnąć cię z szafy, a ja jak wracałem do pokoju oberwałem od ciebie.
    - Przepraszam, ale przynajmniej na przyszłość wiecie żeby tego nie powtarzać.
    - Nigdy więcej. - jęknął blondyn.
    - Stary nie narzekaj, może teraz nie będziesz musiał się martwić o zabezpieczenia.
    - Calum zamknij się!
    - Gdzie teraz jest ciało włamywacza? - przerwałam.
    - Nie wiem. - odpowiedział brunet z lekkim uśmiechem.
    - Jak to nie wiesz skoro je stąd wyniosłeś? Musiałeś je gdzieś zostawić.
    - Zostawiliśmy je na klatce, a jego usunięciem miał się zająć Ash.
    - Ashton tu był? - zapytałam nie kryjąc zdziwienia.
    - Ta, co w tym dziwnego? - odpowiedział pytaniem na pytanie Luke.
    - Bo nie przychodzi tutaj za dnia.
    - Pewnie że przychodzi. - parsknął. - To on umieścił kamery w twoim mieszkaniu, wykradł twoje klucze i dorobił je dla nas po czym je odniósł, no i bywa tutaj całkiem często gdy cię nie ma.
    - Super.
    - Przy okazji, kazał ci przekazać, że nie usunęłaś wszystkich kamer.
    - Dupek. - mruknęłam pod nosem, ale Mike, który siedział najbliżej mnie to usłyszał bo od razu się roześmiał.
    - Szczere. - powiedział przez śmiech, szturchając mnie łokciem.
    - Co teraz?
    - Nic - Luke wzruszył ramionami w odpowiedzi.
    - Ashton coś wymyśli. - dodał po Cal. - Jak na razie pewnie będziemy ciebie częściej odwiedzać.
    - Taaa... Pewnie będziesz nas mieć 24/7.
    - Dzięki za pocieszenie Luke.
    - Nie ma za co, ale to ty mnie powinnaś pocieszać. - odparł wskazując na swoje krocze. Wszyscy zaczęliśmy się z tego śmieć.
    Chłopcy zostali na noc, tylko Calum wyszedł mówiąc że pogada z Ashton'em co dalej. Mając przy boku Luke'a i Michael'a czułam się bezpiecznie, pomimo tego że Mike nie grzeszył inteligencją i zajął się moją lodówką, a Luke nie odrywał oczu od telewizora. Gdzieś tam na zewnątrz ktoś chciał mnie dopaść, a ci dwaj idioci zachowywali się jakby nigdy nic. Siedząc z nimi na kanapie w salonie czułam się jakby to był kolejny zwykły dzień, jakby nic się nie stało. Jednak ta błogość nie mogła trwać wiecznie. Gdy zegarek wybił godzinę jedenastą wieczorem, a telefon nie zadzwonił, przypomniałam sobie że to wcale nie był zwykły dzień. Ashton dotrzymał słowa, ale tylko po części. Jego kumple wrócili, ale on nie.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Pozostaw po sobie komentarz ;*

piątek, 24 października 2014

ROZDZIAŁ 17

    Chodziłam z kąta do kąta nie wiedząc co ze sobą zrobić. W tej chwili żałowałam kłótni z Ashton'em. Bez niego, Michael'a, Calum'a i Luke'a nie miałam co robić. Nie mogłam zadzwonić do Monick gdyż dziewczyna właśnie teraz miała swoją zmianę w kawiarni, a Josh pomagał swojemu bratu w przeprowadzce. Próba zadzwonienia do znajomych z LA także skoczyłaby się porażką zważając na strefę czasową. Pozostawałam wiec sama sobie. Z początku próbowałam oglądać telewizor, ale bez komentarzy Luke'a czynność ta okazała się strasznie nudna, gra w fifę również nie przynosiła już żadnej zabawy nie mając obok strzelającego fochy Calum'a, a lodówka cały czas pozostawała pełna, do czego nie mogłam się przyzwyczaić. Przez głowę przeszła mi myśl żeby iść pobiegać, ale przebranie się w dres i tak wydawało się być wyczerpującym zadaniem. Przez chwilę wpatrywałam się w zegarek. Sekundy mijały zdecydowanie za wolno nie wspominając już o minutach. Już miałam złapać zegarek w dłonie i wyrzucić go przez okno, jednak się powstrzymałam. Podeszłam za to do kanapy i podniosłam z niej telefon. Żadnych nowych wiadomości, połączeń lub jakichkolwiek powiadomień. Zaczęłam podrzucać komórkę w dłoni przechadzając się po pokoju i czekając na cud. W tej chwili na niczym mi tak bardzo nie zależało, jak na tym, żeby Ashton złamał dane mi słowo i zadzwonił lub przysłał tu swoich kumpli. Minuty jednak mijały. Nic się nie zmieniło. Ta sama dołująca cisza doprowadzająca mnie już powoli do szału nie chciała się skończyć. W końcu jednym sensownym zajęciem, które przyszło mi do głowy, było zrobienie porządku z płytami na półce. Od zawsze uwielbiałam kupować płyty moich ulubionych artystów bądź zespołów i patrzeć jak moja kolekcja się powiększa. Wyciągnęłam cały mój zbiór z szafki i zaczęłam je układać zespołami oraz typami muzyki. Z każdą płytą wiązała się jakaś historia. Dokładnie pamiętam jak na moje dziewiąte urodziny dostałam od taty płytę The Who, bo chciał żebym zaznajomiła się z jego ukochanym zespołem. Na dziesiąte urodziny dostałam od niego album The Beatles, który przesłucham tylko raz, gdyż ten zespół nie przypadł mi do gustu. Pamiętam jak kupowałam płytę The Rolling Stones z przyjaciółką, która cały czas odradzała mi ten zakup, oraz jak kolega wcisnął mi do ręki albumy Green Day i Blink 182 mówiąc że koniecznie musze je kupić. Na siedemnaste urodziny dostałam od Monick płytę Ed'a Sheeran'a, jeszcze w tedy Monick nie wiedziała że nie słucham tego typu muzyki, ale o dziwo album "+" pokochałam. Płyt było mnóstwo, od metalu, rock'a i panku, przez pop i folk, aż do rapu i hip hopu. Jednak zdecydowanie moim najcenniejszym krążkiem była płyta Nirvany "Nevermind". Kochałam ten zespól odkąd usłyszałam na jednej z domówek "Heart-Shaped Box". Miałam w tedy piętnaście lat. Pamiętam jakby to było wczoraj, jak przyszłam do domu w zniszczonych conversach za kostkę, potarganych czarnych jeansach, za dużej koszulce Nirvany mając włosy do ramion nierównomiernie rozjaśnione, gdyż za mojego fryzjera robiła koleżanka. W dłoni trzymałam płytę ukochanego zespołu, którą cudem udało mi się znaleźć w jednym z sklepów muzycznych. Tata w tedy myślał, że to przejściowa faza i nie miał nic przeciwko mojej nagłej zmianie, jednak już tydzień później odbierał mnie naćpaną ze szkoły. Po tym zdarzeniu powróciłam do bycia jego idealną córeczką, jednak moja miłość do zespołu nigdy nie wygasła.
    Akurat odkładałam ostatnią płytę na wyznaczone jej miejsce, gdy ciszę przerwał dzwoniący telefon. W ekspresowym tempie wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni i nie patrząc na to kto dzwoni odebrałam.
    - Halo.
    - Nie otwieraj drzwi. - Ash. Odetchnęłam z ulgą że dzwoni, mając nadzieję że on bądź któryś z jego przyjaciół pojawi się w najbliższym czasie.
    - Ale nikt nie puka. - powiedziałam zdezorientowana i jak za zawołanie ktoś zapukał w drzwi. Podniosłam się z podłogi na której siedziałam i powoli ruszyłam w stronę korytarza.
    - Alex, błagam się otwieraj drzwi. - usłyszałam zdesperowany, prawie błagalny, głos Ashton'a.
    - Czemu?
    - Bądź cicho, nie podchodź do drzwi, a już tym bardziej ich nie otwieraj. Za nimi stoją ludzie którzy chcą cię dorwać. - gdy usłyszałam ostatnie zdanie momentalnie znieruchomiałam. Ktoś zaczął walić pięścią w drzwi.
    - Schowaj się i nie kończ połączenia.
    Posłusznie udałam się po cichu do sypialni w duchu dziękując za to że mam głęboką szafę. Otworzyłam ją i weszłam do środka zamykając za sobą drzwiczki. Stanęłam na samym końcu zasłaniając się ubraniami. Miałam nadzieję, że nawet jeśli ktoś otworzy szafę to mnie nie zauważy.
    - Teraz bądź cicho. Choćby nie wiem co nie wolno ci się odezwać.
    Chciałam mu odpowiedzieć, przytaknąć, ale nie mogłam. Usłyszałam huk otwieranych drzwi wejściowych i szybko zakryłam ręką usta, z których prawie wydobył się pisk. Słyszałam odgłos ciężkich kroków w mieszkaniu. Musiało być dwóch włamywaczy, bądź więcej o ile ktoś stał na czatach. Mimowolnie łzy naszły mi do oczu. Walczyłam sama ze sobą, żeby nie wyskoczyć z szafy i nie rzucić się do wyjścia. Kroki były coraz głośniejsze, aż w końcu usłyszałam jak ich właściciel wchodzi do sypialni. Nie potrafiłam zatrzymać łez spływających mi po policzkach. Prawą dłonią wciąż trzymałam telefon i słuchałam spokojnego oddechu Ashton'a, a lewą coraz mocniej przyciskałam do ust powstrzymując się żeby nie zacząć krzyczeć. Nagle usłyszałam jak dodatkowe osoby wbiegają do mieszkania. Ktoś zawył z bólu, a zaraz po tym nastąpił strzał. Osoba, która akurat przebywała w mojej sypialni, ciężko upadła na ziemie. Z moich ust wydobył się cichy pisk którego nawet dłoń nie była w stanie zatrzymać. Bałam się coraz bardziej. Ktoś zaczął ciągnąć ciało po podłodze, potem nastała cisza, która była jeszcze bardziej przerażająca. Czułam jak się trzęsę. Nawet jakbym chciała to i tak nie potrafiłam się ruszyć. Ashton nadal się nie odzywał, ale nie przerwał też połączenia. Stałam w ciemnej szafie, zasłonięta ubraniami, z zamkniętymi oczami, dłonią przyciśniętą do ust, modląc się żeby to był tylko głupi sen. Oddychałam ciężko, z trudem łapiąc każdy kolejny oddech. Nagle drzwi szafy się otworzyły i czyjaś ręka chwyciła mnie za koszulkę szarpiąc za nią i wyciągając mnie z ukrycia. Telefon wypadł mi z dłoni lądując gdzieś na podłodze. Nie patrząc na tajemniczą osobę, chwyciłam za dłoń, która wciąż ściskała mój T-shirt, wykręcając ją i kopiąc w krocze. Zakapturzona postać uwolniła materiał koszulki i mimowolnie się skuliła. Moja wolność nie trwała jednak długo, gdyż poczułam czyjeś dłonie na mojej tali. Na oślep uderzyłam w tył łokciem i kopnęłam nogą w tył. Kolejny napastnik zawył z bólu uwalniając mnie z uścisku. Biegiem ruszyłam do drzwi pokoju, które ku mojemu zdziwieniu były zamknięte. Szarpnęłam za klamkę pociągając ją do siebie, a moim oczom ukazała się jeszcze jedna zakapturzona postać. Przestraszona krzyknęłam i instynktownie uderzyłam z całej siły pięścią w twarz nieznajomego.
    - Kurka! - krzyknął odsuwając się i robiąc mi miejsce, już miałam pobiec do wyjścia gdy czyjaś dłoń chwyciła mnie za kostkę przez co runęłam na ziemię. Zaczęłam krzyczeć, piszczeć i kopać na oślep, jednocześnie błagając żeby dłoń mnie puściła.
    - Alex, uspokój się! - wszędzie rozpoznam ten głos. Gwałtownie usiadłam kierując wzrok na osobę trzymającą moją nogę.
    - Michael?! - krzyknęłam z niedowierzenia. Dopiero teraz dostrzegłam z kim miałam do czynienia. Luke kulił się na podłodze trzymając się za krocze, Mike puścił moją nogę i chwycił się za okolice oka, które właśnie zaczynało przyjmować odcień fioletu, a Calum tamował krew z nosa wciąż stojąc w drzwiach.
    - Rozwaliłaś mi nos! - wydarł się, dzięki czemu moi sąsiedzi z pewnością usłyszeli go bez problemu.
    - A mi jaja. - wyszeptał pełnym bólu głosem Luke.
    - Jak ja będę wyglądał z podbitym okiem! - dołączył się Mike. Nie wiedziałam już czy mam im dziękować za ratunek, czy też śmiać się z zaistniałej sytuacji. Mój brak powagi w nieodpowiednich chwilach jednak wygrał i już po chwili zwijałam się ze śmiechu na podłodze. Chłopacy patrzyli na mnie jak na wariatkę, jednocześnie gromiąc mnie spojrzeniami.
    - Pobiła was dziewczyna. - powiedziałam, gdy w końcu się trochę uspokoiłam. Te słowa skutecznie podziałały na blondyna i bruneta, którzy dołączyli do mnie i również zaczęli się śmiać. Cal za to oburzony poszedł do łazienki, mówiąc coś pod nosem tak że nie mogliśmy go dokładnie usłyszeć.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Rozdział krótki, ale jest. To taka rekompensata za moją długą nieobecność, gdyż mój komputer był w naprawie i nie miałam jak pisać i dodawać nowych rozdziałów.
    Mam nadzieję, że wam się podoba, bo mi bardzo. Przepraszam, ale polubiłam nabijać się z chłopaków.
    Jeśli ktoś chce się ze mną skontaktować to niech pisze na tt: @alex98turner, jednak żebym zaczęła was obserwować to musicie mi to napisać bo obserwuje mnie dużo kąt BIO itp. Nie bójcie się, nie gryzę, wręcz przeciwnie jestem otwarta na nowe znajomości.
    Osobą, które komentują bardzo dziękuję. Jesteście wspaniali. Każdy komentarz to moja motywacja i poprawa humoru, także nie przestawajcie komentować, a ci którzy tego nie robią to niech zaczną bo to na prawdę nie zajmuje nie wiadomo jak dozo czasu, a przynosi wiele radości.
    Love you all!

czwartek, 23 października 2014

ROZDZIAŁ 16

    Dla tych którzy jeszcze nie wiedzą, to na dole jest możliwość dodania komentarza. Gdybyście z niej skorzystali byłabym ogromnie wdzięczna.    
    Część dalsza notki znajduje się jak zawsze pod rozdziałem.

    -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


    - Jak ci minął dzień?
    - Widzę, że wracamy do początków.
    - Możesz już mówić, więc nie widzę potrzeby żeby przychodzić.
    Punktualnie o 11 wieczorem zadzwonił telefon. Z początku zdziwiło mnie to, bo Ashton cały tydzień przychodził, a teraz chciał znów wrócić do nocnych telefonów. Owszem lubiłam z nim prowadzić rozmowy, nawet jeśli zupełnie nie miały sensu, ale polubiłam też zasypianie w jego ramionach. Tak na prawdę nie znałam tego człowieka, ale dawał mi poczucie bezpieczeństwa przytulając mnie do swojej klatki piersiowej silnymi ramionami. Perspektywa rozmów przez komórkę i nie moc przytulenia się do niego, albo chociażby poczucia jego obecności, oddechu na karku gdy zaczynał się chichotać, przygnębiała mnie. Zdążyłam się do niego przywiązać. I to był mój problem. Za szybko przywiązuję się do osób. Muszę się w końcu tego oduczyć, bo kiedyś to mnie zabije.
    - Ale ja widzę taką potrzebę!
    - Czyżbyś się zakochała? - zachichotał, co było trochę dziwne, bo chłopacy na ogół tego nie robią.
    - Oczywiście że nie! - od razu zaprzeczyłam, ale pomimo tego poczułam ciepło na moich policzkach.
    - Nie kłam. Jak mogłabyś się nie zakochać w takim bogu seksu.
    - Bogu seksu, jak miałam się w tobie zakochać nie wiedząc jak wyglądasz? Skąd mam wiedzieć że na przykład nie masz jedynki bo to twoja przerwa na szluga?
    - Co? - zaśmiał się.
    - Jeśli myślałeś że nie wyczuję od ciebie zapachu fajek to się myliłeś.
    - Nawet nie staram się go ukryć. W końcu na coś trzeba umrzeć.
    - Taa... A jak trafisz do szpitala to będziesz błagał żeby cię ratowali.
    - Nie przewracaj oczami. - spoważniał. Znieruchomiałam zaskoczona, bo niby skąd miałby wiedzieć że to zrobiłam. Zaczęłam się rozglądać po pokoju przypominając sobie że umieścił w moim domu kamery. Muszę zapamiętać żeby przejrzeć wszystkie zakamarki i usunąć to ustrojstwo z mojego domu. W końcu należy mi się trochę prywatności.
    - Wróćmy do początku naszej rozmowy. Jak minął ci dzień?
    - Zawsze musisz zadawać to daremne pytanie?
    - Tak.
    - Wspaniale Ashton. - powiedziałam sarkastycznie, przysiadając na skraju łóżka. - Nie licząc tego że w kawiarni gapił się na mnie jakiś dziwny typ, na zakupach ciągle za mną chodziła zakapturzona postać i prawie ktoś wjechał w mój samochód na skrzyżowaniu. To był wspaniały dzień, a jak minął ci twój? - dokończyłam przesłodzonym głosem, pełnym sarkazmu.
    - Zraz, co?! - krzyknął. - Opowiedz mi wszystko dokładniej. - zażądał, a ja bez żadnego sprzeciwy zaczęłam opowiadać wszystko ze szczegółami. Zaczęłam od nieznajomego z kawiarni, który wypalał we mnie dziurę swoim intensywnym spojrzeniem, następnie przeszłam do zdarzenia z super marketu. Jakiś mężczyzna w czarnej bluzie, z kapturem na głowie, chodził za mną krok w krok pomiędzy regałami, a gdy spojrzałam w jego stronę udawał że spogląda na produkty, na pułkach. W drodze powrotnej za to, jadąc przez skrzyżowanie jakiś idiota perfidnie jechał rozpędzony w moją stronę, a mi w ostatniej chwili udało się uniknąć stłuczki.
    - Dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz?!
    - A kiedy niby miałam ci powiedzieć?! Nie mam numeru telefonu ani twojego, ani żadnego z twoich przyjaciół! - wykrzyknęłam zdenerwowana, jego wyrzutami. W słuchawce rozległo się głośne westchnienie. Przez chwilę panowała cisza, którą chłopak po chwili przerwał.
    - Zaraz będę u ciebie. - po tych słowach usłyszałam dźwięk zakończonego połączenia.
    Ash kiedyś wspominał, że chce mnie chronić, ale nigdy nie mówił przed kim. Odkąd pojawił się w moim życiu był spokój, więc nie brałam jego słów na poważnie. Jego reakcja mnie zdziwiła i właśnie dzięki niej dotarło do mnie że to co mi mówił do tej pory jest prawdą, ale z drugiej strony może wszystko to była tylko seria przypadków. Może Josh miał rację, mówiąc że chłopak z kawiarni to mój kolejny adorator, może mężczyzna z super marketu wcale za mną nie chodził, w końcu nie odwracałam się cały czas za siebie żeby sprawdzić czy jest w pobliżu, tylko parę razy zerknęłam za siebie, a kierowca ze skrzyżowania mógł być zmęczony jakąś długą podróżą i mógł przysnąć za kierownicą. Wszystko można było logicznie wytłumaczyć. Wszystko, tylko nie gwałtowną reakcję Ashton'a.
                                                                              *
    - To były zwykłe przypadki!
    - Jesteś taka głupia czy tylko udajesz?! Obudź się, bo są osoby które chcą cię dorwać!
    - Skąd mam wiedzieć, że ty nie jesteś jednym z nich!
    - Bo cię kurwa chronię!
    - Wpierdalasz się w moje życie i zabierasz moją prywatność!
    Od jakiejś dobrej godziny prowadziłam zaciekłą kłótnię z Ashton'em. Każde z nas należało do osób upartych, więc nie zanosiło się na koniec. Powoli miałam go dość, ale podejrzewałam że nawet jeśli spróbuję go wyrzucić z domu i tak mi to nie wyjdzie.
    - Nie musiałbym tego robić, gdybyś się nie wpakowała w to bagno!
    - Jakbyś jeszcze nie zauważył, to jestem dużą dziewczynką i potrafię sobie sama poradzić! I przy okazji, nie prosiłam cię o pomoc!
    - Nie poradzisz sobie sama!
    - Skąd to niby wiesz!
    - Dobra! - krzyknął dużo głośniej niż wcześniej i zmierzył mnie od góry do dołu wściekłym spojrzeniem. - Od teraz radź sobie sam, zobaczymy jak długo ci się to uda. - dodał przez zaciśnięte zęby po czym wyszedł trzaskając drzwiami. W domu zapadła grobowa cisza pośród której mogłam usłyszeć bicie własnego serca. Stałam na środku sypialni starając się unormować oddech. Zaciskałam pięści ze złości na tyle mocno, że aż czułam wbijające się paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni. W tym momencie nie wiedziałam czy bardziej nienawidzę Ashton'a za to że skomplikował mi życie, czy siebie za to że powiedziałam mu o dzisiejszym dniu. Gdybym tego nie zrobiła, sytuacja sprzed chwili nie miała by miejsca, ale za to z drugiej strony możliwe, że w końcu moje życie wróci do szarej rzeczywistości. Lubiłam gdy coś się działo, ale nie po to przeprowadziłam się do Sydney i zaczęłam pracować w daremnej kawiarni, żeby teraz wszystko znów zaczęło się komplikować.
                                                                             *
    Przerzuciłam kolejną stronę gazet siedząc za ladą na stołku barowym podczas swojej zmiany, gdy w kawiarni rozbrzmiał dzwonek zwiastujący nowego klienta. Podniosłam wzrok z nad lektury i spojrzałam na nowo przybyłą osobę. Mężczyzna miał na sobie czarne rurki, conversy i szaro-czarną bluzę z kapturem naciągniętym na głowę. Był skierowany do mnie plecami idąc w stronę jednego ze stolików pod ścianą. Odsunął jedno z krzeseł i zamaszystym ruchem zdjął kaptur z głowy jednocześnie kierując swój wzrok na mnie. Momentalnie zaschło mi w ustach. Ten sam chłopak co wczoraj. Jego ciemno blond logi były przepasane czerwoną bandaną, przez co grzywka wchodziła mu do oczu, które wpatrywały się we mnie z tą samą intensywnością co wczoraj. W tym właśnie momencie powinnam wstać i podejść do niego, żeby zebrać zamówienie, ale postanowiłam pozostawić to zadanie Josh'owi.
                                                                              *
    Przez całą zmianę ukradkiem wpatrywałam się w nieznajomego. Pomimo tego że nic nie zamówił ciągle siedział w tym samym miejscu wpatrując się we mnie, bądź pisząc coś na telefonie. Parę razy udało mi się zobaczyć jego uśmiech, gdy czytał prawdopodobnie otrzymanego od kogoś esemesa, i za każdym razem myślałam sobie jak ślicznie wygląda z dołeczkami w policzkach. Nie wiedziałam już czy bardziej mnie przeraża, czy też pociąga, ale mimo tego i tak ani razu nie zbliżyłam się w jego stronę.
    - Sprzątniesz kubki z tamtego stolika? - zapytał Josh wskazując na stolik pod ściną tym samym przerywając moje rozmyślenia.
    - Pewnie. - uśmiechnęłam się do niego wstając z krzesła i chwyciwszy jedną z białych ścierek i tackę, ruszyłam w stronę wskazanego mi miejsca. Ku mojemu zdziwieniu klient który tutaj siedział w ogóle nie tknął swojej kawy. Postawiłam więc kubek z czarną cieczą na tacce i wytarłam stolik ścierką. Będąc myślami już daleko stąd, odwróciłam się z tacką w ręce przy okazji pozbywając się z niej kubka, gdyż nie zauważyłam przechodzącej za mną osoby i zahaczyłam o nią tacką. Czarna ciecz wsiąkła w szary materiał. Spojrzałam w górę od razu zaczynąjąc przepraszać poszkodowaną osobę, jednak mój głos zawiesił się w połowie zdania. Przede mną stał blond chłopak uśmiechając się od ucha do ucha, przez co jego dołeczki były jeszcze bardziej wyraźne niż wcześniej. Nic nie mówiąc, schylił się i podniósł z podłogi kubek, który o dziwo pozostał w całości. Podał mi go i z uśmiechem na ustach wyszedł z kawiarni jakby nigdy nic. Spojrzałam jeszcze za okno śledząc wzrokiem oddalającą się postać do puki nie znikła w tłumie. Jeśli pierwsze wrażenie jest najważniejsze, to ja właśnie je spaprałam.
                                                                              *
    Od razu po powrocie do domu wzięłam się za poszukiwanie i usuwanie kamer z mieszkania. Ashton pochował je we wszystkich możliwych miejscach. W salonie znalazłam dwie, jedną w doniczce kwiatka, a drugą na regale z książkami. Były na tyle małe, że nie dziwię się iż nie zauważyłam ich wcześniej. Po przeszukaniu całego salonu, zabrałam się za szperanie w sypialni w której znalazłam aż cztery. Każda z nich była w jednym z czterech kątów, dzięki czemu chłopak miał idealny wgląd na cały pokój. W łazience na szczęście nie znalazłam żadnej, ale za to w przedpokoju odnalazłam jedną pośród kurtek na wieszaku, a w kuchni, w pojemniku na ciasteczka. Gdy już przeszukałam cały dom, zanim wyrzuciłam je do kosza, każdą rozwaliłam młotkiem w celu uniemożliwienia ponownego użycia. Na reszcie poczułam się swobodnie we własnym mieszkaniu. To był pierwszy dzień od dwóch tygodni podczas którego mogłam poczuć się swobodnie. Jednak trochę brakowało mi towarzystwa jednego z przyjaciół Ashton'a. Lodówka była pełna co oznaczało że nawet pod moją nieobecność nie było tutaj Mike'a. Konsole do gry pozostały nieruszone leżąc na stoliku, a program w telewizorze był taki sam jakim go pozostawiłam. Oznaczało to że Ash dotrzymuje słowa i daje mi wolne od jego, jak i jego kolegów.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Na prośbę pewnej osoby napisałam one-shot'a +18 o Calum'ie. Po raz pierwszy pisałam sceny erotyczne więc mam nadzieje, że będziecie wyrozumiali. Cały czas czegoś mi w nim brakuje, ale nie wiem czego, tak więc jeśli się dowiem zostanie on zaktualizowany. Dodałam go już jednak, żeby bardziej nie zwlekać bo pisałam go od ok połowy sierpnia. Jeśli ktoś chce to przeczytać to, to jest link do niego: http://www.wattpad.com/story/24737246-wyzyskiwaczka-calum-hood-one-shot-%2B18